2

Recenzja Aliens vs Predator

Filmy z tytułowymi bohaterami od lat fascynują kolejne pokolenia fanów s-f. Na pewno nie raz dyskutowaliście w gronie znajomych, która z części podobała Wam się najbardziej. W Predatorze jedni woleli podchody w lesie z umięśnionym Arnoldem, innym bardziej spodobał się łowca mierzący się ze sprytem i wytrwałością porucznika Mike’a Harrigana (Danny Glover) na ulicach Los Angeles. W przypadku serii Alien z największym uznaniem spotkała się druga część filmu, w reżyserii Jamesa Camerona.

Wszystkie filmy generowały spore zyski, przemysł okołofilmowy zastanawiał się jak wycisnąć dodatkową kasę. Klocki Lego Aliens raczej nie wchodziły w grę, więc postawiono na komiksy… Branża rozrywkowa od lat podejmuje próby łączenia postaci z filmów, tzw. crossover (najczęściej w komiksach). I tak możemy spotkać m.in. Batmana z Supermanem, Robocopa z Terminatorem i Aliena z Predatorem. W przypadku niektórych połączeń już sam tytuł np Batman kontra Drakula wywołuje uśmiech politowania, w przypadku avp historia wydaje się nieco bardziej spójna i ma po części swoje uzasadnienie w filmach. Powstałe niedawno w skutek nacisków fanów filmy, nie dla wszystkich okazały się spełnieniem oczekiwań. Wielu spośród nich zdecydowanie lepiej ocenia oryginalne filmy, które zapoczątkowały historię.

Aliens vs Predator

Ksenomorf – Humanoidalna postać kosmity, dorosły osobnik jest stworzeniem posiadającym cztery kończyny i długi ogon, doskonale poruszającym się po ścianach, sufitach a nawet umiejącym pływać. Obcy ma umiejętność łatwego przystosowania się do nowego środowiska. Jedynym osobnikiem z gatunku zdolnym do rozrodu jest królowa, składająca jaja, z których wykluwają się ośmionożne larwy. Ich jedynym celem jest przepoczwarzenie się w dorosłego osobnika. Proces ten jest możliwy pod warunkiem znalezienia nosiciela. W schwytaniu, skrepowaniu i dostarczeniu w pobliże miejsca złożenia jaj nosiciela pomagają inne cechy dorosłych osobników, takie jak np. umiejętność wytwarzania śluzu czy kwas, który płynie w ich żyłach. Choć spotkanie z każdym, niezależnie od stadium rozwoju osobnikiem jest wyjątkowo niebezpieczne, wydaje się że tylko królowa dysponuje jakimś rodzajem inteligencji, pozostałe osobniki kierują się instynktowną zasadą, pojmać lub zabić.

Nieco lepiej seria AvP radziła sobie w świecie gier. Pierwsze tytuły, w których spotkały się te gatunki kosmitów powstały w roku 1993, w wersjach na SNES i Game Boya oraz arcade. Szczególnie ta ostatnia powinna być dobrze znana bywalcom salonów gier. Była ona na tyle popularna, że można ją było spotkać w na automatach przez kilka kolejnych lat. Niewiele później, bo w 1994 roku nieomal debiutująca firma Rebelion przygotowała grę Alien vs Predator na nową konsolę Atari Jaguar. Produkcja jak na ówczesne czasy wyglądała jak szczytowe osiągnięcie techniki – czyli w uproszczeniu klon dooma w universum avp. Ściślej mówiąc, wydaje się, że tak wyglądała, bo Atari Jaguar w tym czasie był tak drogą zabawką, że niewielu graczy mogło sobie na nią pozwolić, a większość oceniała ją na podstawie zdjęć w gazecie. Brak powszechnego dostępu do Internetu spowodował, że ja również nie zobaczyłem jej w akcji. Wiele lat później w komisie, pokazał się ten zabytkowy już wtedy sprzęt, niestety tej gry w zestawie nie było. Niedługo później ukazały się kolejne tytuły poświęcone Obcym czy Predatorom, szczególnie warto tu wspomnieć o Alien Trilogy na Playstation.

Aliens vs Predator

Pierwsze sygnały o kontynuacji serii dotarły do mnie pod koniec 1998 roku. To po raz kolejny grupa Rebelion postanowiła zmierzyć się z tematem. Tym razem gra miała być trójwymiarowa, piękna i w ogóle super grywalna. I przyznaję, że tak właśnie było, choć grając jako Marine z początku nie mogłem uwierzyć, że autorzy dają mi jedynie 10 sekund na nieporadną próbę przeżycia pierwszego kontaktu z Obcymi. Po godzinnej sesji adrenalina nie pozwalała spokojnie zasnąć. Na dodatek produkcja Rebelion nie miała możliwości zapisu stanu w obrębie jednego levela, każdy nawet najmniejszy błąd powodował konieczność powtarzania wszystkiego od nowa. A nie udać się mogło tak wiele, że avp do dziś jest symbolem hardkorowej gry. Szczęśliwie ukończyłem ją na najwyższym poziomie trudności i gram od czasu do czasu do dzisiaj.

Później przyszła kolej na kontynuację, tym razem zajęło się nią studio Monolith. Mimo niewątpliwych plusów jak staranniej opracowany scenariusz czy bardziej realistyczna akcja moim zdaniem zaniedbano kilka ważnych elementów. Choć grało się całkiem dobrze to nie było to już to samo, oczywiście znam osoby, którym i ta część bardzo przypadła do gustu. Predatorzy (Yatuja) są wysoko rozwiniętą humanoidalna rasą zamieszkującą wschodnią część Drogi Mlecznej. Rasę cechuje zamiłowanie do polowań. Polowania są bardzo brutalne, lecz wyjątkowo honorowe. Łowcy z kosmosu, wzrostem i sprawnością znacznie przewyższają człowieka. Wojownicy posiadają maski i specyficzny rodzaj pancerza, podczas walki ujawniają kolejne, coraz skuteczniejsze rodzaje broni. Yatuja w walce kierują się honorowymi zasadami, oszczędzając bezbronnych, chorych czy kobiety, pod warunkiem, że nie podejmują z nimi walki. Dla Predatora walka może mieć tylko jedno zakończenie: zwycięstwo, co jest równoznaczne ze zdobyciem kolejnego trofeum, albo śmierć.

Aliens vs Predator

Po długiej ciszy, którą na moment przerwały dwa filmy, pojawiły się pierwsze informacje na temat kolejnej części serii. Nazwa developera – firmy Rebelion tym razem niekoniecznie musiała wzbudzać radość wśród fanów. Ostatnie produkty studia były na niskim poziomie. Z niecierpliwością oczekiwałem na mające ukazać się demo multiplayer na PC. Niestety mój wysłużony pecet pokazał mi w ciągu minuty co najwyżej 10 klatkowy slideshow, w którym obserwowałem jak kierowane przeze mnie postacie giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie miałem wyjścia musiałem zaczekać na premierę wersji konsolowej.

Ta nadeszła bez specjalnego szumu, by nie psuć sobie zabawy darowałem sobie filmiki prezentowane przez producenta i wszelkie zapowiedzi. Nareszcie mogłem zamontować płytę w napędzie konsoli i albo rozpłynąć się w zachwytach albo wydać okrzyk porażki… Aliens vs Predator to gra, w której możemy pokierować losami każdej z trzech stron konfliktu. Kolonialnym Marine – napakowanym żołnierzem na usługach korporacji Wayland-Yutani albo wałczącym dla swojej królowej Ksenomorfem lub zmywającym skazę na honorze Predatorem. Każdą kampanię możemy rozpocząć w dowolnym momencie i grać na przemian każdą z ras. Za każdym razem będziemy musieli mierzyć się ze słabościami naszych bohaterów. Obcy potrafi poruszać się po ścianach i sufitach, przemyka niezauważony kanałami i tunelami, by zaatakować brutalnie i skutecznie. Jego sprzymierzeńcem są ciemności i szybkość z jaką sie porusza. Żołnierze korporacji korzystają z detektorów ruchu, dlatego trzeba rozważnie planować ataki, dbając by od czasu do czasu zdobyć żywego nosiciela. Solidny pancerz Obcego w spotkaniu z kulami wystrzelonymi przez Marines okazuje się bardzo delikatną, choć wypełnioną kwasem powłoką, dlatego za wszelką cenę należy unikać bezpośrednich spotkań twarzą w twarz, a raczej paszczą w lufę karabinu.

Kolonialni Marine – Specjalny Oddział Wojskowy, w skład którego wchodzą doskonale wyszkoleni i wyposażeni żołnierze, w każdej chwili przygotowani do akcji w najbardziej odległych i niebezpiecznych terenach. Generalnie wysyłani jako grupa zwiadowcza, specjalizująca się w przywracaniu porządku we wszystkich miejscach ogarniętych konfliktem. Grupa do zadań specjalnych, której działanie w znanych i możliwych do przewidzenia warunkach, zawsze kończy się sukcesem. Kampania Obcego rozgrywa się najszybciej ze wszystkich i trochę szkoda, że w momencie, w którym zaczynamy się dobrze bawić gra się kończy.

Aliens vs Predator

Gra człowiekiem stawia nas po drugiej stronie barykady – detektor ruchu to teraz nasz sprzymierzeniec i w nic innego, nawet w filmową muzykę w tle nie będziemy tak uważnie się wsłuchiwać co w owy gadżet. Rozpoczynamy ze skromnym arsenałem, świecącą słabym światełkiem latarką i zestawem szybkogasnących flar. Trzeba przyznać, ze miejsca, które przychodzi nam zwiedzać żołdakiem są ciekawie zaprojektowane, z należytą dbałością o szczegóły i odpowiedni klimat. Spacerek po korytarzach może co wrażliwszych doprowadzić do kłopotów z sercem. Gdy wreszcie po dłuższej ciszy dochodzi do starcia okoliczne warunki są zwykle na tyle trudne, że wycelowanie w plugastwo graniczy z cudem. Oczywiście po krótkim treningu nawet stado Obcych jest możliwe do pokonania, tym bardziej, że można czasem poczęstować przybysza kolbą i w ogłuszonego wpakować cały magazynek, zanim zdąży się podnieść.

Granie Predatorem różni się zdecydowanie od systemu poprzednio wymienionych ras. Predator jest silny, potrafi szybko przemieszczać się, wykonuje bez zmęczenia długie skoki z miejsca na miejsce. Do swojej dyspozycji ma szereg przydatnych akcesoriów, m.in. kamuflaż, który czyni go niewidzialnym dla części wrogów, Bio-Maskę, dzięki której może przełączać się pomiędzy trybami wizji, tak by lepiej widzieć. Na niej wyświetlane są różne informacje m.in. analiza elementów otoczenia, wskaźniki zdrowia i energii. By nie spoilerować nie będą opisywał wszystkich elementów uzbrojenia, gdyż niektóre zdobywa się stopniowo, w trakcie rozgrywki.

Korporacja Weyland-Yutani zajmuje się m.in. eksploatacją kosmosu w poszukiwaniu miejsc i sposobów, prowadzenia nie zawsze legalnych interesów… Jak typowa korporacja, przewodnim celem działania jest osiągnięcie zysków, bez oglądania się na konsekwencje czy daleko idące skutki działania. Wszelkie nieprzewidziane przeszkody mogą być rozwiązane przy pomocy większych lub mniejszych nakładów finansowych ale zawsze muszą się one zwrócić. Każde działanie podejmowane przez korporację ma więc nie jeden, ale przynajmniej kilka równoległych celów. W przypadku fiaska jednego działania może uda się zrealizować inne, równie zyskowne. Hasłem reklamowym Weyland-Yutani jest “Budujemy lepsze światy”

Aliens vs Predator

W standardzie mamy do dyspozycji działko plazmowe, dosłownie rozrywające wrogów na strzępy oraz ostrza, którymi można zrobić niemało zamieszania. Predator potrafi imitować ludzki głos z czego przynajmniej na początku ochoczo się korzysta. Nie można też do końca zdawać się na naszą pelerynkę-niewidkę, bo ludzie też mają trochę techniki, która może nam przeszkodzić w bezstresowej eksterminacji.

Oprawa graficzna jest przyzwoita, widać dbałość autorów o szczegóły. Nie jest to co prawda pierwsza liga, można zapomnieć o super ostrych teksturach w wysokiej rozdzielczości, wszechobecnym bumpmapingu czy normal-mapach znanych z Unreal Engine 3. Być może po sukcesie gry studio podniesie się z lekkiej zapaści, zainwestuje w nowe technologie i zwiększy zespół, dzięki czemu kolejne produkcje będą bardziej dopracowane pod tym względem. Modele postaci występujące w grze są szczegółowe i zachowują się w miarę naturalnie. Obcy poruszają się szybko, zwinnie i często nieprzewidywalnie, atakują znienacka, by za chwilę zniknąć w ciemnościach. Niestety AI Marines nie jest już takie dobre. Zachowanie, w którym po ataku Obcego czy Predatora w panice wystrzeliwują na oślep cały magazynek jeszcze potrafię zrozumieć, bo grając człowiekiem czasem robi się w nerwach dokładnie to samo, jednak nie reagowanie na odstrzeliwane kolejno głowy współtowarzyszy już trochę psuje zabawę. Poza tym kolejne zabawki, które zdobywa Predator są na tyle potężne, że zniechęcają do walki z bliskiej odległości; no cóż, w porównaniu do Predatorów my ludzie jesteśmy nieco leniwą rasą. Przeszkadza jeszcze kilka drobnych szczegółów, powtarzające się skryptowane czynności, które zwykle chwilę trwają, a w tym czasie jesteśmy atakowani przez wrogów i nic nie możemy na to poradzić. Niektórych może nużyć także pewna monotonia zadań.

Przyjdzie nam walczyć w kilku następujących po sobie środowiskach planety BG 386. Podobnie jak w grze z roku 1999, zwiedzimy te same miejscówki, obserwując je z perspektywy każdej z ras. Nie dla każdego będzie to uciążliwy backtracking, ponieważ każda rasa w inny sposób pokonuje miejsca, w których przyjdzie nam przetrwać. A, że będzie to raz dżungla, a innym razem baza Marine to atrakcji nam nie zabraknie. Przydało by się by tych scenerii było nieco więcej (zapewne niebawem je otrzymamy, w modnej ostatnio formie wyciskania kasy poprzez dlc). Szczególnie grając Predatorem odczuwalne jest ograniczenie terenu, zapowiadana dżungla to niestety niezbyt duży skrawek powierzchni otoczony pagórkami z kilkoma drzewami. Trzeba także zaakceptować liniowość scenariusza.

Aliens vs Predator nie jest, wbrew pojawiającym się opiniom, lekko stunningowaną do dzisiejszych czasów kopią wcześniejszej części. Rozgrywka jest inna, są nowe, dobre pomysły. Trzeba pochwalić Rebelion za wierne oddanie klimatu każdej rasy. Żołnierz w pojedynkę mierzący się ze stadami potworów, przemykający pomiędzy zaskoczonymi ludźmi Predator, czy czekający na odpowiedni moment do ataku Obcy pozostawiają na długo niezapomniane wrażenie. Gdyby w produkcję włożono więcej pracy i wpompowano więcej pieniędzy, mielibyśmy świetny produkt. A tak jest po prostu dobrze, choć wielka szkoda, że to nie ideał. Jestem przekonany, że wielu graczy będzie wiernie czekać na kolejny, miejmy nadzieję bardziej dopracowany tytuł z serii.

  • Ocena:
Spodobał Ci się artykuł? Poleć go znajomym:

2 komentarzy:

  • Ja grałem u kumpla na PC. Strasznie wyczekiwałem i niestety się zawiodłem, nie wiem jak MP ale SP granie predatorem jest bez sensu, naprawdę trzeba się postarać żeby zginąć. Jest banalna, rzeczywiście, w niektórych momentach zaskakuje ale gra ogólnie jest dość liniowa. Jeżeli chodzi o marine to jest okej, w sumie ciężko nie paść:] Tutaj naprawdę można się pobawić. Natomiast grając alienem, to brakowało mi tego smaczku, tego klimatu. Zastrzeżenia mam również do aliena jako jego rekonstrukcji graficznej, taka mi się za bardzo komiksowa wydaję. Ogólnie to 6+/10. Plusik za fajną muzę :)

    Cytat

Ponieważ nie jesteś zalogowany, przed opublikowaniem Twój komentarz będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszych moderatorów. Zarejestruj się lub zaloguj, jeżeli chcesz, by Twoje komentarze były automatycznie publikowane na stronie.

Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *