Forum GameOnly.pl
Inne => Cmentarzysko => Wątek zaczęty przez: Don w Października 19, 2005, 12:37:34 pm
-
No właśnie Panowie. Zadanie w tym topicu brzmi: podaj przykład jakiejś Waszej konkretnej akcji (nagły atak złości i furii), którą spowodowała sromotna porażka w grze.
Aby nie być gołosłownym podaję mój przykład:
Pierwsza połowa lat 90'tych, niezapomniana Amiga 600 (niech Ci ziemia lekką będzie) oraz gra Cannon Fodder. Przypomę, że cudo to znajdowało się na 3 dyskietkach, a 4 trzymało się w rezerwie jak zapis kopii bezpieczeństwa. Niestety takie rozwiązanie sprawiło, że jako niedoświadczony gracz nie byłem w stanie ówcześnie sformatować dyskietki i utworzyć rzeczony "save disc". Grałem więc za każdym razem od początku, czerpiąc z tej gry niesłychanie dużo szczęścia. Do czasu...
Około 9 lub 10 misji (a każda z misji składała się od 1 do 5 faz) otrzymałem zadanie zniszczenia wielkich bunkrów z działka osadzonego na środku mapy (musiałem się dostać tam wpław - wyspa). Cała zabawa polegała na tym, iż trzeba było obejśc do okoła wszystkie bunkry, wyeliminować żołnierzy z bazookami, a dopiero na końcu zasiąść w działku i dokonać ostatecznych zniszczeń. Programiści przydzielili do tej fazy misji 5 wojaków. W zapasie miałem ich ponad 100 (bo wcześniejsze misje znałem już na pamięć). Niestety w naderszybkim czasie straciłem większść swych sił desantowych... - na placu boju pozostał jeden jedyny szeregowiec. Ruszyłem nim do ataku i szło mi całkiem nieżle. Po uporaniu się z bazookami zdobyłem wysepkę i juz PRAWIE rozwaliłem bukry... :x Prawie bo jakiś cieć rzucił mi pod nogi granat niszcząc działo, zabijając mojego szeregowca i wprawaijąc mnie w furię...
Spokojnie wstałem, odłączyłem myszkę od Amigi, chwyciłem gryzonia za końcówkę kabla i zacząłem wywijać myszką w powietrzu nad swą głową. W ataku agresji uderzałem w kolejne ściany, blat stołu, podłogę etc. Ulżyło mi totalnie... :lol:
PS: Oczywiście kiedy tylko poznałem tajniki formatwania "save discu" z radością wróciłem do gry i wycisnąłem z niej ostatnie soki.
-
hmmm podczas grania w FFX w omega ruins, po dojsciu prawie do omegi zaatakowal mnie marlboro, zalozyl wszystkim statusy, no i sie pozabijali( confusion, berserk, poison), no i co zrobilem....pad polecial na sciane, a za nim radoscie podazyla konsola, na szczescie nic sie im nie stalo, ale nerwa mialem ladnego....kiedys zniszczylem orginalna plyte Gran Turismo mojego kolegi...no i wiele innych sytuacji, jak np pekniecie pada od PSXa( nie pamietam w co gralem)
PS. co dziwne denerwuje sie tylko podczas grania, w innych sytuacjach zyciowych jestem o dziwo bardzo spokojny i cierpliwy( ahh te gry :twisted: )
-
kocham sytuacje jak nie zasejwuje gry od godziny a tu melodyjka Game Over...miałam raz nieźle jak grałam w kafei u kupla w RE0-nie sejwowałam od początku gry,zrobiłam naprawde dużo a tu mały Leech dogryzł Billego ze statusem Danger!!AAA!!
-
Dawno temu [jakieś 3-4 lata temu] Kolega w szkole powiedział: jak to jego znajomy znajomego który to jest cienki w Colina drugiego skończył na luzie ową grę na „eksperta” zdobywając wszystkie złote puchary.
Pomyślałem , że jak jakiś „szczeniak” potrafi to co - JA nie potrafię… i jak pomyślałem tak zabrałem się za „zdobywanie złotek”… pierwszymi porażkami się nie przejmowałem… drugimi, trzecimi i kolejnymi przez następne dwa tygodnie też. Pewnego pięknego słonecznego dnia jednak nie wytrzymałem [wszakże to był pierwszy rajd dopiero] po kolejnych kilkunastu nieudanych próbach ukończenia tego przeklętego rajdu na pierwszym miejscu… spokojnie wstałem z wyrka, podszedłem do konsoli, odłączyłem pada, położyłem ma podłodze… i kop w niego… niestety zbyt dużo do zbierania - po pięknym koszącym locie i uderzeniu w ścianę – nie zostało. Na szczęście miałem w „zapasie” jeszcze jednego… Tego dnia już nie grałem. Niestety sytuacja się powtórzyła w następnym tygodniu. Colina jak nie był skończony po „pierwszym” padzie tak i po drugim sytuacja się nie zmieniła. Nie chcąc tracić więcej kasy kolejnego Duala pożyczyłem od znajomego. W następnym tygodniu już nie chcąc „bulić” za nie swojego pada grzecznie odłożyłem go na miejsce, podszedłem do ściany… wziąłem zamach i „łup” z pięści w ścianę… jako iż nie jestem żaden superman czy inny Batman w ręku coś się „przestawiło”… No ale przynajmniej miałem odpoczynek od grania przez kolejne 6 tygodni… Cała ta historia wyszła mi na dobre ponieważ od tamtego czasu staram się powstrzymywać gniew i nie szaleć zbytnio po przegranej.
Najgorsze w całej tej historii jest to iż wcale ten „kolega kolegi” nie skończył tego przeklętego „ekstrima”… czy to na złoto, czy na cokolwiek… była to zwykła „kaczka” taka…
:wink:
-
Ja z kolei po dojsciu do 99% w Slipknocie na insane (Amplitude) rzuciłem padem o ziemie i 'L2' od tamtego czasu nie dzialalo juz poprawnie :D Inna sytuacja (mniej ekstremalna :) ) : pewnego razu gdy gralismy z kumplami w PES'a puściły nam wszelkie hamulce i przy kazdej straconej okazji do bramki wykrzykiwane na caly glos byly slowa typu: ku***!!! ja pie**** co za ch**!!! Nie bylo by w tym nic zlego (hmmm) gdyby nie fakt, ze zapomnielismy, ze na dole w pokoju lezala sobie w lozeczku ma ukochana mamusia, ktora potem w sposob bardzo dosadny uswiadomila mi, ze wszystko slyszala :lol:
-
przeslawne gran turismo i wyscigi enduro, juz wygrywalem 2 czy 3 godzinny a tu przed sama meta jakis baran mnie wyprzedzil po czym pad pofrunal w strone sciany i zapznal sie z nia blizej :D
-
hmmm podczas grania w FFX w omega ruins, po dojsciu prawie do omegi zaatakowal mnie marlboro, zalozyl wszystkim statusy, no i sie pozabijali( confusion, berserk, poison), no i co zrobilem....pad polecial na sciane, a za nim radoscie podazyla konsola, na szczescie nic sie im nie stalo, ale nerwa mialem ladnego....kiedys zniszczylem orginalna plyte Gran Turismo mojego kolegi...no i wiele innych sytuacji, jak np pekniecie pada od PSXa( nie pamietam w co gralem)
PS. co dziwne denerwuje sie tylko podczas grania, w innych sytuacjach zyciowych jestem o dziwo bardzo spokojny i cierpliwy( ahh te gry :twisted: )
o prosze...a myślałem że Karate chartuje ducha i pozwala zapanować nad emocjami :wink:
W sumie przy grze w Apocalypse na PSXa miałem nerwa ale jeszcze większego przy torturach w MGS...do dzić mam wgniecienie w ścianie(pięść idealnie sie odbiła) i musiałem to plakatami pozaklejać 8)
-
Dawno temu [jakieś 3-4 lata temu] Kolega w szkole powiedział: jak to jego znajomy znajomego który to jest cienki w Colina drugiego skończył na luzie ową grę na „eksperta” zdobywając wszystkie złote puchary.
he he ten sam problem mialem i ja, kolega chwalil sie ze bez problemu wszystko zdobyl na zloto, a ja za zadne skarby nie moglem wygrac w australii, bylo wiele atakow furii, przeklenstw, wyzwisk i wszystkiego nagroszego z tego powodu, ale nie posunalem sie az tak daleko aby okaleczyc swoja konsole- zbyt duzo dla mnie wartowala ; p
-
Niektórych z Was nie rozumiem kompletnie. Z grami mam doczynienia na tyle długo, iż wiem co to znaczy irytacja wywołana trudnym momentem gry(ostatnio nieźle rzucałem mięsem podczas próby "masterowania" SSX'a 3). Ale nigdy nie zdarzyło mi się, abym w ataku furii cisnął padem o ścianę, ewentualnie bił w nią pięściami... przekleństwa itp. owszem. Może ja jakiś zbyt spokojny? A może Wy nadwrażliwi i nie potraficie uszanować tego na co, w tak wielkim pocie czoła i na drodze wyrzeczeń, zbieraliście?
Ps. Generalnie staram się kierować zasadą: ”Wszystko jest do przejścia” – jak cholera pomaga w zachowaniu nerwów:).
-
Hmm... padem nigdy nie rzucałem, ale gdybym był najbogastszym człowiekiem na ziemi może bym to zrobił [;
-
Hmm... padem nigdy nie rzucałem, ale gdybym był najbogastszym człowiekiem na ziemi może bym to zrobił [;
Nie najbogatszym, a najbardziej zdenerwowanym ;)
-
20 wrzesień 2005, mój brat skasował mi save z GS2 - byłem przy ostatnim bossie. Nie chcecie wiedzieć, jakich słów użyłem, gdy się o tym dowiedziałem :evil:.
-
Ja jestem człowiekem niezwykle spokojnym:),a więc nigdy u mnie nie zaistniała sytuacja co bym padem ciskał o ziemię itp.
-
Padem nie rzucalem, ale kiedys walnalem GBC o sciane ( ale to niezniszczalna kieszona wszech czasow :D ), a klawiatura gdy gralem wiecej na PC, rzucalem po biurku nalogowo. ;)
-
podczas sesji z kumplami w PESa3 zdarzylo mi sie rozwalic pada pieknym rzutem o podloge by po chwili zbierac jego czesci po calym pokoju raz w zyciu tak mi sie zdarzylo bylo to dosc dawno bo 3lata temu i juz wyroslem z takiej nerwicy przy konsoli teraz raczej hamuje swa nerwice staram sie byc na maxsa cierpliwy w cokollwiek bym gral notabene zadna gra nie wywoluje u mnie takiej zlosci i potoku niecenzuralnych slow jak pileczka od KONAMI :mrgreen:
-
Kazdy kto gral w Metroida Prime to chyba wie, jakim dziadem jest Meta Ridley. Spokojnie sobie do niego doszedlem, ale potem... Juz nie mialem sily wymyslac nowych przeklenstw na tego skurkowanca :twisted: Ponadto zdarzaly sie kopniaki w telewizor [polecam :) kineskopy sa wytrzymale i przy pacnieciu fajny odglos sie wydaje xD] i... uwaga... rzucanie dlugopisem w telewizor :D [mozna naprawde mocno nim cisnac i zawsze gdzies daleko poleci; raz jak sie zamachnalem to polecial za moj fotel :lol:, poza tym nie wywoluje to zadnych skutkow ubocznych i nic nie ma prawa sie zniszczyc [no, moze plastik w pisadle peknac, ale mniejsza o to ;>]. Goraco polecam te metode, mozna sie niezly wyzyc :twisted:
Hmm ponadto mocno sie nawkurzalem przy probach przechodzenia F-Zero Maximum Velocity na GBA na poziomie trudnosci Master... O malo co GBA 'omsknal' sie na przeciwlegla sciane, ale jakos sie powstrzymalem.
Padem nigdy nie rzucalem, a z racji tego, ze pady do GC sa drogie i szkoda mi wywalac tyle kasy na nowego oyginala ;) To tyle ode mnie.
A tak na koniec dodam, ze po jakis 25 probach rozgromilem w pyl tego Ridleya i teraz bede sie potyczkowal z Metroidem Primem ;]
-
Ja tam staram się nie rzucać padami, zdażyło się tylko kilka razy, ale o łóżko naszczęście. Tak zazwyczaj to wyłączam konsole na jakieś 5-10 minut, robie herbatke wypijam i wracam do gry. Noi lubie sie powyżywać na jakiejś postaci z gry, także zazwyczaj wstaje i zaczynam wrzeszczeć i kopać to co mam pod nogami aktualnie, chociaż ostanio stara powiedziała mi, że jak gry bedą u mnie wywoływać taką agresje to mi zaborni grać :shock:
-
Nerwowka podczas grania - zawsze,nawet jak sie najmniejsze rzeczy "spsują, do diaska", bo gram zeby sie odstresowac a rzucanie obelgami i innymi to element rytualu:)
-
To niezłej pasji doprowadzała mnie szkoła lotnicza w San Andreas - o ile na brąz było łatwo to przy zaliczaniu wszystkiego na złoto wyrwałem L1 z pada :) Działo się tez źle przy zaliczaniu Burnouta 3 na złota (GP Formułą 1 :evil: ) i Snake Eater na Europejskim poziomie trudności (nikt nie moze cie zauwazyc :twisted: )
-
Rzut padem o sciane zdarzyl mi sie tylko raz.
Byla to sobota wieczor, wlasnie zaczalem przechodzic Parasite Eve 2 na poziomie Deadly (jap. wersja) i doszedlem do do 1 bossa - Numer 9 na tarasie. Non stop spychal mnie do konca tarasu i zabijal 1 strzalem. Za 10 razem nie wytrzymalem i rzucilem padem o sciane. Przy okazji PSX spadl z biurka. Zauwazylem wtedy niespotykane zjawisko - otoz plytka z gra byla poza konsola, a konsola byla zamknieta. Nerwy mnie oposcily jak reka odjal. Sprobowalem jeszcze raz pokonac bossa i w kulminacyjnym momencie bezradny zaczalem wciskac wszystkie przyciski naraz (^^') i... udalo sie XD.
Od tamtej pory jestem w miare spokojny.
-
Pierwsza połowa lat 90'tych, niezapomniana Amiga 600 (niech Ci ziemia lekką będzie) oraz gra Cannon Fodder. Przypomę, że cudo to znajdowało się na 3 dyskietkach, a 4 trzymało się w rezerwie jak zapis kopii bezpieczeństwa. Niestety takie rozwiązanie sprawiło, że jako niedoświadczony gracz nie byłem w stanie ówcześnie sformatować dyskietki i utworzyć rzeczony "save disc". Grałem więc za każdym razem od początku, czerpiąc z tej gry niesłychanie dużo szczęścia. Do czasu...
Genialna gierka !!! spędziłem przy niej mase godzin. Śmiało moge powiedzieć ze najlepsza z tych nieco starszych :wink: .
Co do tematu. Było to ok roku temu kiedy graliśmy z kumplem w fife 2003. Co tu dużo mówić dostawałem baty prawie w każdym meczu. Poniosły mnie nerwy prawie ze wyrwałem z czytnika płytke która potem poleciała w moją ściane. Od tej pory nie grałem w fife 2003. :twisted:
-
Heh, raz zdarzyło mi się rzucić padem :). Kiedy? Ano wtedy, kiedy nie mogłem rozwalić ostatniego bossa w SFA [Star Fox Adventures]. Pad poleciał w stronę ściany, odbił się od niej i spadł na łóżko. Nic mu się nie stało :P.
-
U mnie by było szczęście jak by sie chociaz od ściany odbiła. Ale ona sie rozprysła ! do tej pory gdzie niegdzie widze jej szczątki.
-
@Derek: Nie dziwię się, płyty są bardzo delikatne, dość silny rzut w cokolwiek twardego doprowadza do ich anihilacji - ładnie powiedziane, co? :lol:
Anyway: Ja bym się płytą nie odważył rzucić. Za bardzo je cenię :).
-
Ja bym się płytą nie odważył rzucić. Za bardzo je cenię
Ja raz iedy przegrałem w ISSa 98 na PSXa wyciągnąłem płytę z czytnika, wziałem cyrkiel napisałem kur... i wyrzuciłem przez okno... [co smieszniejsze wpadła do biblioteki w pawilonie 6 pięter niżej :/
Wyrwałem drążek dżojstika w C64 kiedy przechodziłem ktorąśtam wieżę w Nebulusie, po raz mlionowy próbując pobić rekord ojca. Wbiłem śrubokręt do C64 po ok. 50 (sic!) próbie ustawienia głowicy do Raid Over Moscow. No i przy praktycznie każde posiedzenie przy PES kończy się draką. Za młodu grając z pewnym znajomym poszedłem do kuchni wziąłem pomidora i rozwalilem mu go na ryju kiedy strzelil mi kolejną bramke :roll:. Teraz kończy się na zwykłym "pier... sie, jaki kur... fart, cos ci wspolczynnik farta podskoczyl ch..." :D czasem ciepne padem, czasem rozwale cos o sciane. A myszka od blaszaka latała, może nie po porażce w grze, ale też skumulowany nerwy doprowadziły do wykonania kilku uderzeń. Ale twardy mechanizm Microsoftu nie rozpadł się zbyt szybko. Trzy uderzenie w ścianę wiele nie dały. No ale 2 zamachy w kaloryfer...dały radę.
-
Hmm, żadnych większych odpałów nie miałem, standardowo puszczanie soczystych i głośnych wiązanek przy co bardziej frustrujących grach, rzut padem o podłogę po entej przegranej w PES'a z kumplem (tu wiem, że nie jestem sam - w poznańskim kręgu Don jak je**** dualem o parkiet, to jakaś erka lub elka odpadła o ile dobrze pamietam :lol:), rzut PES'em na odległość po entej przegranej z kumplem.... nic hardkorowego :]
-
Ja zawsze największą nerwice miałem grając w World Cupa 98 na kompie (cholernie emocjonująca gra) , ogółem zniszczyłem 2 klawiatury.
-
Ja się denerwuje jedynie gdy mi się w padzie zatnie R2 (wbija się w obudowę i dopiero jak porządnie je*** to wyskakuje)
-
Ja zawsze największą nerwice miałem grając w World Cupa 98 na kompie (cholernie emocjonująca gra) , ogółem zniszczyłem 2 klawiatury.
to są wogule emocjonujące gry na kompa?
-
to są wogule emocjonujące gry na kompa?
A dlaczego miało by nie być… Ja dla przykładu grając w Diablo II wysłałem na tamten świat myszkę sztuk: jeden oraz klawiaturę sztuk: jeden…
-
To niezłej pasji doprowadzała mnie szkoła lotnicza w San Andreas - o ile na brąz było łatwo to przy zaliczaniu wszystkiego na złoto wyrwałem L1 z pada Smile Działo się tez źle przy zaliczaniu Burnouta 3 na złota (GP Formułą 1 Evil or Very Mad )
ano tu był ciężkie :]
ale wystarczy się przysiąść skupić i masz
ostatnio denerwuje mnie TA w Burnout 4
zbyt trudne to nie jest ale to nuda i monotonia przy 5 minutowej jeździe żeby nabić 1,3 mln i jak brakuje 30 tysięcy potrafi wku*wić :roll: :evil:
-
Ja walę w klawiaturę i klnę na kompa, gdy mi się wiesza. Jako że mam fatalnie skonfigurowanego Windowsa i stary, mały dysk, potrafi się ten mój komputer zawiesić 3 razy pod rząd. Nie chcijcie mnie wtedy widzieć.
Wkurzałem się przy Prince of Persia: Warrior Within. Gdy przegrałem, naciskałem na chama wszystkie przyciski, gniotłem pada, chciałem rzucać (ale nigdy nie rzuciłem), leciały niekiepskie wiązanki, a w oczach miałem łzy ze złości. Podobnie było przy Burnoucie 3, ostatnio przy Killzone. Ale przy wielu grach sie wkur..... totalnie. Ponoć nerwowy ze mnie gość, a koleżanka nazwała mnie "dziki, nawiedzony, sfazowany, inny, agresywny". Dla mnie to komplementy :wink:
-
Wtrące sie jeszcze.
Starajmy sie nie denerwować nie niszczyć i nie sypać wiązanek. Powód?
To tylko gry. Ma to nam sprawiać przyjemność a nie złość i szkody. :wink:
-
Ja zawsze największą nerwice miałem grając w World Cupa 98 na kompie (cholernie emocjonująca gra) , ogółem zniszczyłem 2 klawiatury.
to są wogule emocjonujące gry na kompa?
yyy... funnyboy :wink: konsolowy?
-
Muszę się przyznać, że strasznie klnę jak mi coś nie idzie albo gra jest zbyt... upierdliwa :) Fakt, że też irytowałem się na Meta Ridley ( co za ścierwo ). Ale nie zdarzyło mi się rozwalić czegokolwiek - może kiedyś to nadrobię.
Jeszcze odnośnie tekstu wyżej, że przecież gry powinny bawić - no jasne, że powinny, ale trudno jest czasami zrozumieć intencje drugiego człowieka (programisty) albo jego błąd (albo "założenie" gry), a tu już krótka droga do steku wyzwisk pod JEGO adresem (o co mu do jasnej ... chodziło?!).
-
Teraz już się tak nie denerwuję przy grach, ale kiedyś to klnąłem na całą chatę i prawie rozwaliłem pada jak grałem w Heart of Darkness na PSX; po prostu cała gra była dla mnie irytująca; brrr.... nigdy więcej takich gier :evil:
-
nigdy sie nie denerwuje jak gram... gra to zabawa... jakkolwiek bym sie staral to i tak gra mnie z rownowagi nie wyprowadzi :D
-
nigdy sie nie denerwuje jak gram... gra to zabawa... jakkolwiek bym sie staral to i tak gra mnie z rownowagi nie wyprowadzi :D
To masz super...ja już nie jedną klawiaturę rozwaliłem :D
Na szczęście przy PS2 jeszcze nic nie zepsułem...
-
Ostatnio FF-X i jazdy na chocobosie wnerwiają.
Ale uzyskam te 0 sek. w wyścigu, nie ma zlituj się...
-
Ja bym się płytą nie odważył rzucić. Za bardzo je cenię
Ja raz iedy przegrałem w ISSa 98 na PSXa wyciągnąłem płytę z czytnika, wziałem cyrkiel napisałem kur... i wyrzuciłem przez okno... [co smieszniejsze wpadła do biblioteki w pawilonie 6 pięter niżej :/
No i przy praktycznie każde posiedzenie przy PES kończy się draką. Za młodu grając z pewnym znajomym poszedłem do kuchni wziąłem pomidora i rozwalilem mu go na ryju kiedy strzelil mi kolejną bramke :roll:. Teraz kończy się na zwykłym "pier... sie, jaki kur... fart, cos ci wspolczynnik farta podskoczyl ch..." :D czasem ciepne padem, czasem rozwale cos o sciane.
Hmm, żadnych większych odpałów nie miałem, standardowo puszczanie soczystych i głośnych wiązanek przy co bardziej frustrujących grach, rzut padem o podłogę po entej przegranej w PES'a z kumplem (tu wiem, że nie jestem sam - w poznańskim kręgu Don jak je**** dualem o parkiet, to jakaś erka lub elka odpadła o ile dobrze pamietam :lol:), rzut PES'em na odległość po entej przegranej z kumplem.... nic hardkorowego :]
Czy mi się wydaje, czy PES jest królem w podwyższaniu naszej frustracji? O mym rzucie padem (plus jego kopnięcie - w rezultacie dual "otarł się" :lol: o nogę Casperskiego) napisał Miazga. Ale mimo wszystko prawdziwym mistrzem emocji jest gość o ksywie Oko (pojawia się na Krąg Cup'ach) - po przegranej w którymś tam turnieju (IV?) rozwalił doszczętnie duala o podłoge (w drobny mak - ludzie robili sobie pamiątkowe zdjęcia z silniczkiem od wibracji joypada :lol: ), po czym stwierdził, że nie chce już widzieć na oczy PES4 i sprzedał go na miejscu (miał go przy sobie) za bodajże 40 zł. Oczywiście na następym turnieju stawił się znów gotowy do walki, opowiadając, że tydzień po feralnym turnieju leciał do Empiku po nowy egzemplarz...
-
O mym rzucie padem (plus jego kopnięcie - w rezultacie dual "otarł się" o nogę Casperskiego) napisał Miazga.
Coś Ci się pomyliło, Panie Don ;). Było to tak: rzuciłeś padem, po czym kopnąłeś w niego nogą, uderzając tym samym kolanem w moją piszczel. Oj, bolało ;).
-
Heh :) kiedys z kumplem przez linka gralismy w LoZ:FS na gba, siedzac naprzeciwko kapliczki (tam gdzie sie wszyscy madla ogolnie). Chcielismy sobie rozegrac szpil taki zwykly zeby nikomu nie zawadzac. Zeby nie było - pod ta kapliczka czesto ktos siedzi znajomy wiec co to za problem troche pograc. No i ogolnie gralismy se, ale czesto lecialy różne teksty typu "weź tą skrzynie kur**" itd. Mieliśmy swój swiat, nawet nie wiedizelismy kiedy ktos przychodzi sie pomodlic :p Ogólnie po grze raczej nie staje sie nerwowy, nerwowe są jedynie sytuacje w których server pada na stałe w jakimś mmorpg'u :( Tymbardziej iż ktoś gra w niego wiele lat. Dla tych co czytając to nie rozumieją o co mi biega to sorry - jestem troche zmęczony i niezabardzo sam wiem co pisze hyyhy :P
-
jakkolwiek bym sie staral to i tak gra mnie z rownowagi nie wyprowadzi
No , Slay - a jak graliśmy u ciebie w POPa2 w Mechanical Tower co chwile [cenzura][cenzura][cenzura] wołałeś :P Nawet tak lekko padem od GC przywaliłeś o stół :P Dobrze że mieliśmy poradnik :lol:
-
w oczach miałem łzy ze złości.
też tak miałem przy Burnout'ie :D
łzyw oczach i miałem ochotę wybić cały Criterion za to :]