Wraz z przejściem na nową generację, Konami mocno przysnęło, co odbijało się na słabej jakości ich produktu, a przez to, słabych ocenach w oczach recenzentów. Sam miałem okazję mocno po niej przejechać przy okazji zeszłorocznej recenzji. W tym roku jednak sytuacja nieco się zmienia. Japończycy przymierzają się do szturmu na nowe konsole, co owocuje użyciem nowego silnika – Fox Engine. Krótko mówiąc sprawdza on się znakomicie. Zniknęły wszystkie bolączki poprzednich wersji. Animacje nie są już śmieszne, a niezwykle naturalne. Fizyka piłki (która w mojej opinii akurat zawsze była lepsza w Pro Evo) jak co roku jest mocną stroną gry. Jeśli dodamy do tego oprawę graficzną obfitującą w kartoniady na stadionach oraz falujące koszulki piłkarzy (kto jeszcze kupił bajki, mówiące, że z tym zaczekać trzeba na nową generację?), to wyjdzie nam gra… realnie lepsza i warta zainteresowania o wiele bardziej niż opakowana w nowe pudełko, zeszłoroczna FIFA.
Oczywiście jest to moja subiektywna opinia, jednak nie sposób nie zauważyć istotnego trendu, do którego mocno dążyła ekipa z kraju kwitnącej wiśni. Pro Evolution Soccer z każdą kolejną edycją nadganiało o wiele więcej niż FIFA, która nie musiała już niczego udowadniać, gdyż była po prostu najlepsza. Jak widać Japończycy wynieśli prawdziwą lekcję z popełnionych błędów i tym razem zaserwowali nam grę, która pachnie generacją PS4 i nowego Xboxa. Rzecz jasna po raz kolejny usprawiedliwione będzie narzekanie na to, że w PESie nie ma wszysktkich licencji, jednak pod względem gameplayu, moim zdaniem, jest to znacznie lepszy wybór niż odgrzewany kotlet od EA. Nie oceniam jednoznacznie która gra jest lepsza, kto spadł, a kto powrócił na tron, ponieważ jeśli ktoś nie grał w poprzednią edycję FIFY, to będzie się bawił z edycją tegoroczną doskonale. Chodzi mi jedynie o ogromny progres, jaki da się zauważyć w poczynaniach Konami i coraz to bardziej powiększającą się stagnację u konkurencji.