Pomimo iż dinozaury są niebezpieczne i potrafią wzbudzać grozę, twórcy surival horrorów bardzo rzadko wybierają je na przeciwników swoich grach. Właściwie poza przedwcześnie zakończoną serią Dino Crisis, bestie te nie otrzymały godnej siebie produkcji, w której mogłyby wykorzystać swój potencjał. Code Violet, zapowiadany jako następca wspomnianej serii od Capcomu miał wreszcie to zmienić. Czy się udało? Zapraszam do recenzji, w której poznacie odpowiedź na to pytanie.
Pamiętniki z wakacji Flinstonów
Historia przedstawiona w Code Violet umiejscowiona została w dalekiej przyszłości, w której wielka katastrofa zmusiła ludzkość do opuszczenia Ziemi. Tragedia ta spowodowała również problemy z płodnością, które władze kolonii zdecydowały się rozwiązać, za pomocą podróży w czasie. W jaki sposób? Porywając kobiety z przeszłości i wykorzystując je jako surogatki, mające rodzić dzieci. W czasie zabawy gracze wcielają się w jedną z uprowadzonych dziewczyn, o imieniu Violet.
Przygoda rozpoczyna się od mocnego uderzenia, a właściwie wybuchu. Violet budzi się wewnątrz kapsuły, w której jest zahibernowana i obserwuje prawdziwą masakrę, spowodowaną przez krwiożercze dinozaury, które opanowały placówkę. Kobieta szczęśliwie wydostaje się z więzienia i ubrana w samą bieliznę, rozpoczyna niebezpieczną podróż przez kolonię. Jej celem jest nie tylko ucieczka, ale również poznanie prawdy o sobie samej. Twórcy zdecydowali się na interesujący zabieg fabularny, albowiem bohaterka początkowo nie wie kim jest, i w jaki sposób znalazła się w kolonii.
W trakcie przemierzania kolejnych lokacji i rozmów z ocalałymi dowiadujemy się stopniowo całej prawdy. Niestety pomimo ciekawego pomysłu, historia jest nudna i przewidywalna, a narracja prowadzona po prostu fatalnie. Scenarzyści w kilku momentach chcieli zaskoczyć nas pewnymi plot twistami, jednakże zrobili to tak bardzo nieudolnie, że upodobnili fabułę do polsatowskich seriali paradokumentalnych. Na początku opowieść wydaje się całkiem interesująca. Niestety im dalej zagłębiamy się w historię protagonistki, tym gorzej. Końcówka to natomiast totalna porażka.
Sytuacji nie ratują także bohaterowie, którzy są bardzo nienaturalni, jednowymiarowi i totalnie bezosobowi. Spotykane przez Violet postacie pojawiają się na ekranie bez większego sensu i, prawdę mówiąc, równie dobrze mogłoby ich tam nie być. Co więcej, ich modele prezentują się po prostu fatalnie, przez co bohaterowie produkcji przypominają raczej kukiełki, niż prawdziwych ludzi. Pomimo iż twórcy gry usilnie starają się przekonać nas o głębokich relacjach panujących pomiędzy protagonistami, to zupełnie nie czujemy tego, obserwując ich poczynania.
Spokojnie, zaraz się rozkręci…
Recenzowana produkcja zaprojektowana została jako typowy survival horror, z kamerą umiejscowioną za plecami głównej bohaterki. W trakcie przygody przemierzamy różne obszary kosmicznej kolonii, takie jak między innymi: kwatery mieszkalne, pomieszczenia ochrony, laboratoria, wysypiska śmieci, a nawet kilkukrotnie wychodzimy na zewnątrz. Brzmi ciekawie? Niestety, tylko z pozoru. W rzeczywistości odwiedzane lokacje wyglądają prawie tak samo i zaprojektowane zostały na identycznych schematach.
Podczas przechodzenia tej gry miałem wrażenie, jakby twórcy przy jej tworzeniu korzystali z gotowych modeli i assetów, wybierając te, które akurat znajdowały się w promocji. W czasie zabawy eksplorujemy bowiem niemalże identyczne pomieszczenia, a projekty map nie różnią się od siebie. Co więcej, twórcy założyli, że dodanie walających się na każdym kroku, nienaturalnie wyglądających pourywanych kończyn sprawi, że będzie straszniej. Efekt jest jednak komiczny i sugeruje nam, że dinozaury muszą być bardzo wybredne, skoro porcjują sobie każdego człowieka przed pożarciem go, wybierając tylko te kawałki, które im smakują.
Trochę świeżości wnoszą jedynie obszary na zewnątrz, które są bardziej otwarte i wyróżniają się ciekawszą grafiką oraz kolorystyką. Jednakże to nie nudne projekty lokacji są największą bolączką produkcji, ale strasznie archaiczny, powtarzalny i niedopracowany gameplay. Przez całą rozgrywkę robimy tak naprawdę to samo. Przeszukujemy pomieszczenia, strzelamy do dinozaurów, znajdujemy klucz i otwieramy drzwi do windy, która transportuje nas do nowej lokacji. Oczywiście, tam również musimy powtórzyć ten sam cykl.
Czasami dla odmiany przyjdzie nam rozwiązać również jakąś zagadkę. Większość z nich jest żywcem ściągnięta ze starszych odsłon serii Resident Evil, co powoduje, że łamigłówki są jednym z niewielu strawnych elementów produkcji. Niestety, powtarzalność oraz świadomość, że po ich rozwiązaniu znowu będziemy robić to samo, skutecznie demotywuje. Code Violet jest tak schematyczne, nudne i przewidywalne, że podczas zabawy miałem wrażenie, jakby cały czas stał za mną Michał Milowicz, i niczym w filmie Chłopaki nie płaczą, uspokajał mnie, że „zaraz się rozkręci”. Niestety nie rozkręca się, aż do napisów końcowych.
Tego się nie robi dinozaurom!
Nie wspomniałem jeszcze o strzelaniu do atakujących nas zewsząd dinozaurów. Jeśli wiec jeszcze mieliście nadzieję, że przynajmniej ten element wypada lepiej, muszę Was rozczarować. Walki w tej grze prezentują się bowiem jeszcze gorzej niż eksploracja identycznych lokacji. Zacznijmy od dinozaurów, które ani nie wyglądają groźnie, ani nie są w żaden sposób straszne. Pomimo że na swojej drodze spotykamy kilka gatunków bestii, to walka z nimi nie wzbudza żadnych emocji.
Wszyscy przeciwnicy zachowują się bowiem tak samo i za każdym razem atakują w identyczny sposób. Co gorsza, dinozaury zamiast ryczeć, wydają dźwięki przypominające zapchane rury i poruszają się w tak sztuczny sposób, że bardziej przypominają kartonowe pudła różnych rozmiarów, poruszane przez silny wiatr. Nie zdziwicie się, więc jeśli podczas rozgrywki niejednokrotnie będziecie zastanawiać czy powinniście wyciągnąć broń, czy może raczej spauzować grę i udać się do ubikacji, aby przepchać zapchaną toaletę.
W zeszłym roku odświeżyłem sobie pierwszą część Dino Crisis, która ukazała się na konsoli PlayStation w 1999 roku, i wiecie co? Produkcja Capcomu, która ukazała się 27 lat temu, prezentowała o wiele wyższy poziom szczegółowości i realności dinozaurów niż współczesne Code Violet. Pomimo o wiele skromniejszych możliwości technicznych, tamtejsze stworzenia rzeczywiście wyglądały, brzmiały, budziły grozę i zachowywały się niczym dinozaury. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o kartonozaurach obecnych w recenzowanej produkcji.
Violet podczas swojej misji odnajduje całkiem sporo broni, którą może wykorzystać w walce. Ilość niestety w tym przypadku nie przekłada się na jakość. Model strzelania jest bowiem beznadziejny. Celowanie jest strasznie toporne, a dodatkowo bardzo często kamera ustawia się w taki sposób, że zamiast wrogów widzimy jedynie plecy głównej bohaterki. Szczególnie frustrujące staje się to podczas walki z małymi przeciwnikami, których zwyczajnie nie da się trafić.
Najgorsze w modelu walki jest jednak to, że dostępne bronie różnią się jedynie mocą ognia i ewentualnie szybkością strzału. Strzelanie z shotguna nie powoduje absolutnie żadnego odrzutu, ani rozprysku ognia. W zasadzie każda dostępna broń, to taki pistolet z mocniejszą mocą i identycznym odgłosem wystrzału. Zapomnijcie więc o ranieniu kilku wrogów jednocześnie za pomocą strzelby czy kombinowaniu, po jaką broń sięgnąć w określonej sytuacji. Tutaj nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, albowiem każda i tak działa tak samo.
Czy dinozaurom było tak wstyd, że zgasiły światło?
Wspominałem już wcześniej o kukiełkowych bohaterach i brzydkich modelach przeciwników. Niestety cała oprawa wizualna Code Violet jest na bardzo niskim poziomie. Odwiedzane lokacje poza powtarzalnością wyróżniają się małą liczbą detali, a twórcy starali się ukryć graficzne niedociągnięcia, wszechobecną ciemnością, która zwyczajnie męczy i utrudnia rozgrywkę. Jak zapewne się spodziewacie, otoczenie w żaden sposób nie jest interaktywne ani zniszczalne.
Możemy również na każdym kroku zaobserwować takie babole jak lewitujące w powietrzu butelki czy przenikające się tekstury. Kiedy zamykamy drzwi przed pędzącym dinozaurem, najczęściej jego głowa zostaje w jednym pomieszczeniu, a tyłek w drugim. Zapomnijcie również o wykorzystywaniu elementów otoczenia jako osłon. Jeśli bowiem na przykład, zechcecie strzelić do przeciwnika pomiędzy dwóch laboratoryjnych zbiorników, kula zatrzyma się na niewidzialnej przeszkodzie.
Oprawa dźwiękowa tej produkcji to jedno wielkie nieporozumienie. Oprócz „rurowych” ryków dinozaurów i dziwnych odgłosów w grze nie uświadczymy praktycznie żadnej ścieżki muzycznej. Co prawda, podczas scenek słychać czasami jakieś melodyjki w tle, są one jednak tak mało rozbudowane i jednostajne, że bardziej męczą, aniżeli budują klimat. Jedynym wyjątkiem jest miniatura fortepianowa Dla Elizy, którą możemy usłyszeć w pokoju umożliwiającym zapis gry. Jeden, w dodatku zapożyczony od Ludwiga van Beethovena utwór to jednak zdecydowanie za mało.
Uciekajcie jak najdalej!
Code Violet „zapożycza” nie tylko muzykę, ale praktycznie wszystkie motywy od gier z serii Resident Evil, Dino Crisis czy Death Space. Byłoby to nawet w porządku, gdyby nie fakt, że twórcy doszczętnie niszczą te motywy w fatalnie zrealizowanych scenkach czy nieumiejętnie wplecionych do fabuły elementach. Ukończenie całej historii nie jest długie i zajmuje około 6 godzin gry bez pośpiechu. Pomimo tego, naprawdę trudno dotrwać do końca tej schematycznej i nudnej opowieści. Przyznaję, że gdyby nie obowiązek recenzencki, zapewne odinstalowałbym tę produkcję przed końcowymi napisami.
Jednym z nielicznych ciekawych elementów tego tytułu jest możliwość przebierania głównej bohaterki w bardziej i mniej poważne stroje, a także zmienianie jej fryzury. Kostiumy możemy odnaleźć w różnych miejscach kolonii. Nic więc nie stoi na przeszkodzie ubrania Violet w skórzany strój dominy, świąteczną piżamę, garsonkę, kostium kąpielowy lub doprawienie jej kocich uszu. Szkoda tylko, że podczas scenek bohaterka zawsze i tak powraca do domyślnego ubioru.
Code Violet to prawdziwy survival horror dla odważnych. Przetrwanie do napisów końcowych będzie naprawdę niełatwym i wymagającym zadaniem dla każdego gracza. Natomiast cena, którą trzeba zapłacić za tak nieciekawą, powtarzalną i niedopracowaną produkcję, to prawdziwy horror, który zmrozi krew w żyłach każdego, kto zdecyduje się jej zakup. To niesamowite, że mamy dopiero początek stycznia, a już otrzymaliśmy silnego kandydata do najgorszej gry tego roku.
Gra testowana na konsoli PlayStation 5.
Dziękujemy firmie TeamKill Media za udostępnienie gry do recenzji.
Podsumowanie




Niestety, Code Violet to bardzo niedopracowana produkcja, w której trudno wskazać jakieś pozytywne elementy.














Komentarze
Przekonałeś pierwszym screenem! Biere xD
odpowiedzDodaj nowy komentarz: