Po latach oczekiwań i debiucie na konsoli Nintendo, odświeżona legenda trafia wreszcie na „duże sprzęty” w pełnej krasie. Czy powrót do świata Wanzerów po ponad dwóch dekadach to tylko żerowanie na nostalgii, czy może solidna propozycja dla współczesnego stratega? Sprawdziliśmy to.
Wchodząc w świat Front Mission 3: Remake, trzeba mieć na uwadze rodowód tej produkcji. To gra, która wychowała wielu dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków. Oczekiwania względem studia MegaPixel i wydawcy Forever Entertainment były ogromne – fani liczyli na jakość, która pozwoli im przeżyć historię Kazukiego, Emmy i Alisy w standardzie 4K, bez kompromisów znanych z wersji handheldowej. Po spędzeniu z tytułem blisko 60 godzin można śmiało stwierdzić: to powrót w wielkim stylu, choć niepozbawiony kilku rys na pancerzu.
Dwie strony medalu, czyli fabuła z lat 90.
Pod względem narracyjnym mamy do czynienia z wiernym odtworzeniem ducha lat 90., co niesie ze sobą specyficzny bagaż. Opowieść o globalnych spiskach, wielkiej polityce, super-broni MIDAS i nastoletnich pilotach ratujących świat to klasyka japońskiego storytellingu tamtego okresu. Historia wciąż potrafi wciągnąć, a słynny system "Double Scenario" (wybór ścieżki Emmy lub Alisy na początku gry) nadal robi wrażenie rozmachem. To w praktyce dwie różne gry w jednej – inni bohaterowie, odmienne spojrzenie na konflikt i zupełnie inne wyzwania taktyczne.
Warto zaznaczyć, że kampania Alisy wydaje się nieco bardziej urozmaicona pod kątem projektów misji – szybciej pojawiają się tam interaktywne elementy otoczenia i niestandardowe cele, co czyni ją idealną na „drugie podejście”. Z kolei ścieżka Emmy to solidny, klasyczny start dla nowych graczy.
Czas nie obszedł się jednak łaskawie ze scenariuszem. Warstwa tekstowa gry to kapsuła czasu, która po otwarciu w 2026 roku ujawnia pewną naiwność ówczesnego storytellingu. Dziś manieryczne wymiany zdań i przerysowany dramatyzm mogą wydać się archaiczne, wręcz infantylne, co stoi w jaskrawym kontraście do odświeżonej oprawy. Nierówny poziom prezentuje również ekspozycja bohaterów. O ile mechy zachwycają, tak modele postaci w przerywnikach rażą sztucznością i robotyczną animacją, a nowym portretom 2D brakuje charakteru. Są zbyt wygładzone i sterylne, przez co trudno uwierzyć, że oglądamy weteranów brudnej, futurystycznej wojny.
Dużym plusem jest za to pełna polska wersja językowa (napisy). Choć zdarzają się drobne literówki, lokalizacja stoi na wysokim poziomie i pozwala bez przeszkód chłonąć zawiłości fabularne.
Szachy z rakietami i bolesny rebalans
Sercem gry pozostaje genialny system walki. Turowa rozgrywka, w której celujemy w poszczególne części wrogich maszyn (korpus, ręce, nogi), to wciąż absolutny szczyt taktycznej satysfakcji. Pozbawienie przeciwnika broni poprzez odstrzelenie ramienia czy unieruchomienie go zniszczeniem nóg daje taką samą frajdę jak w 1999 roku.
Dla ortodoksyjnych fanów serii wizyta w garażu może okazać się sporym zaskoczeniem. Remake wprowadza istotne korekty w parametrach podzespołów, co drastycznie wpływa na możliwości bojowe. Zapomnijcie o legendarnej wszechstronności z oryginału, gdzie bez trudu łączyliśmy zmasowany atak rakietowy z pełnym opancerzeniem. Obecny system bezlitośnie weryfikuje takie projekty, zmuszając do ciągłego szukania kompromisów sprzętowych. To ruch w stronę taktycznego realizmu, który jednak odbiera nieco frajdy z tworzenia „super-jednostek”, co nie wszystkim purystom przypadnie do gustu.
Na ogromną pochwałę zasługują natomiast zmiany „Quality of Life” w wewnątrzgrowym internecie. Przeglądanie sieci, kupowanie części i czytanie maili – co w oryginale było toporne – tutaj działa płynnie i intuicyjnie. To świetny przykład na to, jak unowocześniać retro mechaniki.
Uczta dla oczu (z kilkoma "ale")
W sferze wizualnej Front Mission 3: Remake skutecznie zaciera granice między retro a nowoczesnością. Przesiadka na współczesny silnik graficzny tchnęła w to uniwersum nowe życie. To, co kiedyś było umowną grupą pikseli, teraz jest szczegółową machiną bojową z realistyczną fizyką materiałów. Dynamiczne oświetlenie i widowiskowa pirotechnika sprawiają, że potyczki ogląda się z niesłabnącą przyjemnością, a ostrość obrazu na dużym ekranie pozwala dostrzec niuanse, które w oryginale pozostawały w sferze domysłów.
Widać, że firma pracuje nad optymalizacją. Przed premierą, zdarzało się nam wymaksować CPU podczas cutscenek, a gra nie wyglądała na ultra płynną. Po zaciągnięciu day one patcha, gra się zdecydowanie lepiej i pod względem technicznym nie ma się do czego przyczepić. Jedyną dziwną rzeczą są niektóre ilustrację w "sieci". Widać jak na dłoni, że podczas rekonstruowania niektórych grafik z oryginału, albo błędnie odczytano oryginał, albo posłużono się pewnego rodzaju automatyzacją, która nie do końca wypluła to, co autor miał na myśli. Niestety, takie grafiki weszły do gry, a sprawne oko szybko wychwyci, że coś jest nie tak.
Werdykt
Front Mission 3: Remake to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów oryginału, ale dla każdego miłośnika strategii turowych. Mimo pewnych archaizmów w narracji i kontrowersyjnych zmian w balansie ekwipunku, „fun factor” jest tutaj niesamowity. Nowa oprawa audio-wizualna (z możliwością przełączenia na oryginalny soundtrack) tchnęła w ten tytuł drugie życie.
W cenie oscylującej w granicach 150 zł otrzymujemy ponad 60 godzin wciągającej rozgrywki, która szanuje swój rodowód, jednocześnie otwierając się na współczesnego odbiorcę dzięki skalowalnemu interfejsowi i usprawnieniom systemowym. To solidny, uczciwy remake. Forever Entertainment dowiozło produkt, który pozwala ojcom pokazać synom, jak kiedyś ratowało się świat w wielkich robotach.
Podsumowanie




Najlepsze szachy z wanzerami w historii, w końcu wyglądają tak, jak na to zasługują. Jako fan, nie mogłem sobie wymarzyć nic więcej.









Komentarze
Dodaj nowy komentarz: