Recenzja

Recenzja: Pirates VR Jolly Roger. Niby pirat, ale bardziej Tomb Raider (Meta Quest 3)

Split Light Studio postanowiło wypłynąć swoją najnowszą produkcją na szerokie wody Meta Quest 3. Czy aby na pewno ta łajba nie zatonie?

Split Light Studio to polski zespół specjalizujący się w produkcji treści VR. Mającą swoją siedzibę w Słupsku, studio słynie głównie z produkcji interaktywnych filmów wirtualnej rzeczywistości, jednak coraz śmielej wkraczają na rynek gier, tym razem za sprawą swojej najnowszej produkcji, czyli Pirates VR Jolly Roger. Cóż… tą produkcją rynku nie zawojują, ale to i tak krok w dobrą stronę.

Grafika stoi na przyzwoitym poziomie

Meta Quest 3 pod względem wydajności nie dorównuje innym goglom VR współpracującym z komputerem, co przekłada się na zauważalne różnice w jakości grafiki. Wynika to jednak z faktu, że urządzenie Meta jest rozwiązaniem samodzielnym, niewymagającym dodatkowego sprzętu, choć można je do komputera podłączyć. Przy odpowiednim zaangażowaniu twórców, możliwe jest jednak uzyskanie naprawdę dobrej oprawy graficznej. Split Light Studio, zajmujące się tworzeniem treści na platformę VR, przekłada swoje doświadczenia w produkcji filmów na ich najnowszą grę Pirates VR Jolly Roger, gdzie w szczególności zamknięte lokacje wyróżniają się pod względem jakości wykonania.

Trochę gorzej wypada jednak początkowy otwarty teren rozgrywki, gdzie wyspiarski krajobraz psują nieco drewniane animacje, czy kanciaste tekstury. Sama sceneria rajskiej wyspy jest bardzo dobrze zaaranżowana, a jej konstrukcja świetnie sprawdza się w roli samouczka. Widać tutaj doświadczenie studia w produkcji filmów VR, gdzie kilkukrotnie można poczuć się, jakby oglądało się interaktywny film.

Poziom jakości tekstur czy złożoności świata nie odbiega tutaj od przeciętnych tytułów dostępnych na tę platformę. Animacje przeciwników charakteryzują się prostotą i ograniczoną dynamiką. Sterowalna postać sprawia wrażenie mało responsywnej, co szczególnie widoczne jest przy otwieraniu skrzyń oraz podczas rzucania toporami lub jakimikolwiek innymi czynnościami z wykorzystaniem naszych rąk.

Znacznie lepiej wyglądają lokacje o zamkniętej lub mocno ograniczonej strukturze. Jaskinie oraz grobowce potrafią budować klimat, a panujący w nich mrok, który rozświetla nasza lampa, bardzo dobrze ukrywa pewne niedoskonałości. Bardzo mi się podobał efekt mokrej powierzchni na ścianach oraz świecące w ciemności kryształy. Są momenty w tym tytule, gdzie myślisz sobie „to naprawdę dobrze wygląda!”.

Chciałbym poświęcić krótki fragment ocenie oprawy audio w tej grze. Choć nie wyróżnia się ona na tle innych tytułów dostępnych na platformie VR, jej poziom można uznać za zadowalający. Umiejętne kierowanie dźwiękiem wzmacnia atmosferę ciasnych jaskiń, a rytmiczne kapanie wody z sufitu podkreśla efekt. Jestem w obowiązku wspomnieć o sytuacji, która niezwykle mnie śmieszyła, przywodząc na myśl stare przygotówki point&click… Otóż, na pierwszej mapie rozmieszczone są lamparty, które strzegą skarbów… Zbliżając się do nich, będziemy mieli okazję podziwiać ich drewnianą animację oraz usłyszymy ryk, który ewidentnie nie współgra z tym, co widzimy przed sobą. To zabawne, ale można było to zrobić lepiej.

Choroba morska? Żaden problem, bo tu nie popływasz…

Nie ukrywam, że jestem fanem gier pirackich, w których mogę pływać statkami, podziwiać skąpane w słońcu złociste plaże oraz pić mleko kokosowe… Technologia VR jest wręcz idealnym miejscem, gdzie można to wszystko odwzorować i zabrać gracza w piracki świat tajemniczych opowieści. Pirates VR Jolly Roger stawia jednak na inne rozwiązanie i zamiast przenieść gracza na falujące morze oraz złocisty piasek skąpanych w słońcu plaż, będziemy oglądać jaskinie i atakujące nas szkielety…

Fabularnie gra jest bardzo prosta, ale ma sens. Podczas rozmowy ze starym piratem w karczmie, dowiadujemy się o skarbie Davego Jonesa i… ruszamy, by odnaleźć skarb oraz zaginionego pirata. Gra stawia na proste zagadki logiczne i kilka elementów platformowych w postaci wspinaczki, ale największą trudność w tym wszystkim sprawi Wam… sterowanie. Jednak o tym później.

Warto zauważyć, że tytuł ma polską wersję językową w postaci napisów. Jest to w pełni wystarczające rozwiązanie, ponieważ dialogów w grze jest tyle, co kot napłakał. Sam tytuł nie oferuje również rozbudowanej historii, więc w grze znajdziemy kilka listów do przeczytania i tyle. Pirates VR Jolly Roger to gra, która nastawiona jest na postęp gameplayowy, a nie rozwiązania fabularne. Całość produkcji udało mi się ukończyć w niecałe 3 godziny.

Sterowanie – Twój najgorszy wróg!

Będąc entuzjastą gamingu VR, często spotykam gry, w których twórcy borykają się z problemem wykonania responsywnego sterowania. Pirates VR Jolly Roger ma również ten problem, w postaci zbyt dużej bezwładności postaci oraz mało precyzyjnego sterowania rękami, a to w grze tego rodzaju spory minus.

Gra oferuje sporo etapów wspinaczkowych, w których niejednokrotnie miałem problem z chwytaniem kamieni, kamerą, a już do szewskiej pasji doprowadzało mnie otwieranie skrzyń, gdzie ta czynność była to okropnie powolna i rzadko kiedy udawało mi się otworzyć ją na tyle, aby nie zamykała się z powrotem… Być może ja coś źle robiłem, ale w mojej opinii to wina mało precyzyjnego sterowania.

Aktywności poboczne? Po co?

Zwiedzając katakumby wyspy, napotykałem dodatkowe aktywności, które mogłem odblokować za zbierane podczas wędrówki złoto… Przykład takiej aktywności to choćby rzucanie toporami w tarczę, ale po co? Nagrody za to nie otrzymałem żadnej, nie wpłynęło to w żaden sposób na rozgrywkę, a rzucanie tymi toporami to… ekhm. Po co w grze aktywność, która totalnie nie ma sensu? Chyba została dodana na siłę, by w jakiś sposób spożytkować to bezużyteczne złoto zbierane w grze.

Walka – niewykorzystany potencjał

Przemierzając trzewia wyspy, gra będzie oferować okazjonalne potyczki ze szkieletami, z którymi możemy walczyć za pomocą lampy oraz pistoletu. Strzelanie światłem jest ok, ma to nawet uzasadnienie w walce z mocniejszymi wersjami szkieletów, a strzelanie pistoletem również wypada dobrze. Celując w czaszki, zadamy więcej obrażeń, a samo strzelanie jest intuicyjne i nawet przyjemne.

Totalnie jednak nie rozumiem walki wręcz, gdzie miecz potrafił mi zniknąć, gdy tylko uderzyłem nim w dzban, lub nie mogłem go przytwierdzić do pasa. Zresztą sam interfejs ekwipunku jest niezwykle prymitywny i nieporęczny. W pewnym momencie gra zaoferuje nowy pistolet, który da się nawet ulepszyć, ale co z tego, skoro nie da się go również przypasać do pasa? Wyciąganie go za każdym razem z ekwipunku to słabe rozwiązanie, a ilość zadawanych przez niego obrażeń to też niewiadoma kwestia.

Piracka opowieść tylko z nazwy

Dziwię się twórcom ze studia Splight Light, że nie poświęcili na ten tytuł więcej czasu i nie dopracowali go bardziej. Pirates VR Jolly Roger miał aspirację na naprawdę dobrą grę, a wyszedł zwykły przeciętniak, w którym słychać echo niewykorzystanego potencjału. Jeśli lubisz spokojne i krótkie gry przygodowe, to może warto sprawdzić ten tytuł. Jeśli oczekujesz prawdziwej pirackiej przygody pod czarną banderę, to statki w tej grze będziesz oglądał jedynie gdzieś w tle.

Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy firmie Splight Light Studio.

Podsumowanie

Gra
  • Grafika stoi na przyzwoitym poziomie
  • Całkiem przyjemny model strzelania
  • Polska wersja językowa
  • Gra kończy się szybciej niż zaczyna irytować
Nie gra
  • Prymitywny interfejs ekwipunku
  • Trudności z precyzyjnym sterowaniem
  • Złoto zbierane w grze jest bezużyteczne
  • Pływanie w grze jest zbyt powolne
  • Gdzie są szable, kordelasy i miecze?
  • Większość czasu spędzamy w jaskiniach
Artyzm
Dźwięk
Gameplay
Fabuła
Werdykt: 2.5/5
"W ostateczności"
go-stargo-stargo-stargo-stargo-star
go-stargo-stargo-stargo-stargo-star

To mogłaby być naprawdę dobra gra, gdyby rozwinąć i dopracować zawarte w niej pomysły. Mogłaby — ale niestety nie jest.


Platformy:
Czas czytania: 7 minut, 39 sekund
Komentarze
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: