+

Białowłosy zapłakał, czyli wrażenia z dema DmC: Devil May Cry

Wreszcie dostaliśmy możliwość przetestowania na własnej skórze kawałka kodu najnowszej części Devil May Cry. Wszystko za sprawą wersji demonstracyjnej, która właśnie wylądowała na PlayStation Store i Xbox LIVE Marketplace.

Podczas tworzenia najnowszych przygód Dantego nie obyło się bez kontrowersji. Najpierw fani dostali na twarz informacją, że Capcom przekazał produkcję gry odpowiedzialnemu m.in. za Heavenly Sword, Ninja Theory. Po tym ciosie przyszło dobicie w postaci ujawnienia głównego bohatera, który nie wygląda tak, jakby sobie tego fani życzyli. Zamiast znanego, białowłosego badassa, dostaliśmy wyszczekanego, chudego bruneta. No cóż, najwidoczniej taka teraz moda. Niemniej jednak był to pierwszy sygnał, że będzie inaczej niż kiedyś.

Przez Internet przetoczyła się kula krytyki, która w raz kolejnymi negatywnymi komentarzami powiększała swą objętość, jednocześnie obrastając w nienawiść do gry. Kolejne filmiki z rozgrywki nie dawały jednoznacznej odpowiedzi, jaki tak naprawdę jest nowy Devil May Cry. Dziś możemy po części odpowiedzieć na to pytanie.

Za pośrednictwem dema dostajemy możliwość ogrania dwóch misji. Jedna standardowa, czyli zwiedzanie lokacji plus walka z przeciwnikami. Druga zaś pozwoli nam zmierzyć się z jednym z bossów, po dosyć ostrej wymianie zdań. Korzystając z pierwszej możliwości przekonamy się, że do serii zawitało sporo nowego. Oprócz oczywiście wyglądu Dantego, zmienił się system walki. Nie mamy już namierzania przeciwników pod R1, wychylenia gałki i posadzenia juggle’a, tylko combosy za pośrednictwem podstawowego miecza oraz przycisków L2 i R2. Do nich bowiem przypisane są nowe bronie Dantego – szybka kosa Osiris, pozwalająca zgrabnie uporządkować tłum przeciwników oraz wolny młot/topór Arbiter, który po dobrym trafieniu nie pozostawia za wiele z maszkar. Nie zabrakło również znanych z poprzednich części giwer, które skutecznie wpływają na efektywność i efektowność walk. Powraca także Devil Trigger, za pośrednictwem którego możemy choć na chwilę ujrzeć Dantego w białych włosach i krwistoczerwonej pelerynie. Aż się łezka w oku kręci.

Dzięki możliwościom nowych broni, znacznie wydłużyła się walka w powietrzu. Przyciąganie wrogów do siebie, czy też szybkie podbicie do nich sprawiają, że aerial combos mogą trwać naprawdę długo. Odpowiednie kombinowanie zdolnościami i broniami, przyczynia się również do szybkiego podbijania rangi podczas walki. W tym temacie bez zmian. Pojedynki z diabelskimi pomiotami zostały teraz dodatkowo urozmaicone poprzez dynamiczne najazdy kamery, którą możemy również sami swobodnie obracać. Wszystko w rytm dynamicznej muzyki, która stara się nas dodatkowo zmotywować do walki.

Niestety pierwszy poziom z dema nie może się specjalnie poszczycić grafiką. Dostajemy kolorową paćkę, wymodelowaną na kształt prostych, miejskich uliczek. Skojarzenia z Devil May Cry 2 jak najbardziej na miejscu, wyłączając liczne barwy. Wirujące na niebie chmury również przywodzą na myśl drugą krucjatę Dantego. Przyznam, że spodziewałem się czegoś lepszego, większej liczby detali, pokombinowania z lokacją, różnymi zakamarkami, a tak po prostu dostajemy liniowe korytarze, w których tylko sporadycznie możemy odbić w bok, by odnaleźć sekretne misje. Grafika z dema wygląda gorzej niż w Devil May Cry 4, czyli w grze sprzed 4 lat… W niektórych momentach zęby krawędzi aż wrzynają się w oczy, niczym piła jednego z demonów. Niby zamysł ze zmieniającym się miastem, wciągnięciem w Limbo i klimatach ‘o co chodzi jakby’ jest ok, ale nie do końca coś tu pasuje. A właściwie brakuje tego ‘czegoś’.

Drugi dostępny poziom to walka z olbrzymim bossem, który stojąc, a dokładniej mówiąc – wisząc przy krawędzi, czeka na nasze baty. W czasie pojedynku, prócz klepania na ślepo przycisków, mamy lekkie urozmaicenie w postaci zmieniania swojego położenia dzięki hakowi Osirisa. Nie jest to może zbyt odkrywcze, natomiast wprowadza dodatkowy dynamizm do walki.

Cóż mogę napisać po ograniu dema? Klimat serii gdzieś uciekł i to widać od razu. Capcom zabrał ze sobą geniusz części pierwszej, czwartej oraz trzeciej, i nie wiadomo czy kiedykolwiek go odda. Na dzień dzisiejszy Ninja Theory nie udźwignęło tytułu. Plus za odwagę w ukazywaniu swojej wizji wulgarnego, demonicznego świata przy jednoczesnej próbie zachowania podstawowych elementów, jakże charakterystycznych dla serii. Jednak oko fana i wielbiciela świata DMC, za jakiego się uważam, widzi sporo niedoskonałości. Daję jednak grze szansę. Oby przyszłoroczna premiera jej pełnej wersji zweryfikowała moje zdanie na temat dema i sprawiła, że zapłaczę po raz kolejny. Tym razem jednak z radości.

DmC: Devil May Cry będzie miał swoją premierę 15 stycznia 2013 r. na PlayStation 3 oraz Xbox 360.

Spodobał Ci się artykuł? Poleć go znajomym:

Komentarze

Ponieważ nie jesteś zalogowany, przed opublikowaniem Twój komentarz będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszych moderatorów. Zarejestruj się lub zaloguj, jeżeli chcesz, by Twoje komentarze były automatycznie publikowane na stronie.

Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *