2

Recenzja Lightning Returns: Final Fantasy XIII

​Jeśli wierzyć japońskim przesądom, to ostatnia seria Final Fantasy nigdy nie powinna była dostać numeru 13. Może pod “czternastką” losy Lightning potoczyłyby się w lepszym kierunku? Tym razem, zapraszamy na samotną walkę z czasem​ i próbę ocalenia świata przed zbliżającą się wielkimi krokami Apokalipsą. Na ocalenie świata mamy tylko kilka dni, trzeba się pośpieszyć!

Czy wspominałam już, jak bardzo nie lubię oklepanego schematu pod tytułem: “ratowanie świata”? Gdyby choć tym razem, historia nie była tak do bólu sztampowa, to może zmieniłabym zdanie. Niestety, nie ma tu miejsca na emocje czy fabularne twisty, co przecież powinno być swoistą domeną RPG-ów. Ale może po kolei. Oczywiście, wcielamy się w Lightning, tytułową bohaterkę, znaną z poprzednich dwóch części. Po wydarzeniach, jakie miały miejsce w Final Fantasy XIII-2, nastąpił kompletny chaos, zaburzając dotychczasowy balans pomiędzy życiem a śmiercią. Można prawie rzec, że czas stanął w miejscu. I choć od tego czasu minęło aż pięćset lat, to każdy pozostał takim, jakim był w ów sądny dzień. Stany emocjonalne i fizyczne ludzi nie uległy zmianie. Do zadania przydziela nas bóg Bhunivelze, życząc sobie, abyśmy pomogli zbawić utrapione dusze nim chaos całkowicie wszystko pogrąży. A zegar tyka.

Lightning Returns: Final Fantasy XIII

Czas płynie równolegle do czasu rzeczywistego. Poza przerywnikami i walkami, musimy liczyć się z każdą minutą. Założenie walki z czasem nieco zaburza sposób zdobywania postępów w grze. Trafiamy do otwartego świata, w którym dostępne jest wiele zadań pobocznych. I tak, aby nieco wzmocnić nasze zdolności, musimy chwytać się zadań, jakie mają dla nas mieszkańcy Nova Chrysalia. Wszystko byłoby na miejscu, gdyby nie fakt, że pożytkujemy nasz cenny czas na zaiste prozaiczne zadania. Przynieś, znajdź, podaj to często spotykane problemy w tym rejonie świata. Questy otrzymujemy zarówno od NPC-ów, jak i spośród ogłoszeń parafialnych na tablicach. Jak można się domyśleć, świat jaki dane nam jest eksplorować jest całkowicie otwarty. Został podzielony na cztery główne części. To, jak wykonujemy misje, zależy wyłącznie od nas. Możemy podróżować pomiędzy pustynne tereny Dead Dunes, dwa miasta – Yusnaan oraz Luxerion – a także zwiedzić rezerwat dzikiej przyrody, Wildlands. Dzięki specjalnemu pociągowi, który łączy te cztery regiony, mamy możliwość szybkiej i bezproblemowej komunikacji, a co za tym idzie – wygodnego wykonywania questów.

Lightning Returns: Final Fantasy XIII

Główną sprawą, jaką warto poruszyć, chcąc omówić system rozgrywki, jest z góry założony brak zdobywania doświadczenia i nabijania kolejnych poziomów o tradycyjnych numerkach od 1 wzwyż. W zamian, za każde wykonane zadanie dostajemy garść plusów do statystyk. Aby jednak coś osiągnąć w tej naszej tułaczce, trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze nagroda jest adekwatna do trudności danego zadania i spędzimy trochę chwil na tułaczce tam i z powrotem, by trafić na odpowiedniego dla nas questa. No i my tu “gadu gadu” a czas leci. Na szczęście są dwie opcje w miarę bezbolesnego uniknięcia tarapatów. Opcja A to użycie pewnej umiejętności o wdzięcznej nazwie Chronostasis. Wykorzystywana z umiarem, zatrzymuje czas w odpowiednich momentach, jeśli czujemy że za szybko nam się kończy. Opcja B to po prostu rozpoczęcie rozgrywki odnowa, zachowując dotychczas zdobyte zdolności i statystyki.

Lightning Returns: Final Fantasy XIII

System walki nie powala na łopatki, głównie ze względu na swoje niskie znaczenie. Za pokonywanie przeciwników otrzymujemy przeważnie nagrody pieniężne oraz punkty EP, które w odpowiednich ilościach dają dostęp do specjalnych zdolności, takich jak wspomniane wyżej Chronostasis. Poza nielicznymi epizodami, walczymy samotną bohaterką, bez drużyny. Aby wzmocnić Lightning, twórcy udostępnili zaczarowaną garderobę. Otóż, jeśli znajdziemy czas na przebieranki, to może się okazać, że zdolności, jakie daje nam dany strój, są dobrym sposobem na walkę z różnymi przeciwnikami. Dodatkowo, możemy łączyć umiejętności w dosyć efektywne komba. Strój, do którego przypiszemy dany ekwipunek i “czary” ma nazwę roboczą Schemat. Założyć, że tak to ujmę, na raz możemy 3 takie Schemata i przełączać się dowolnie między nimi w trakcie walki.

Lightning Returns: Final Fantasy XIII to produkcja, która wieje nudą i absurdem. Na takim uniwersum i z tak dużym zapleczem, można było zbudować naprawdę emocjonującą i wzruszającą historię, która sprawiłaby, że nasza walka z czasem w ogóle ma jakiś sens. Ma swoje plusy, owszem, ale nie są to świeże, nowatorskie i ujmujące pomysły, które sprawiłyby, że w dniu premiery zabraknie towaru na półce. Bardzo dużo brakuje tutaj do dawnej świetności serii Final Fantasy, gdzie fabuła, postacie i ogólny przekaz potrafiły ująć gracza.

  • Ocena:
Spodobał Ci się artykuł? Poleć go znajomym:

2 komentarzy:

  • >Czy wspominałam już, jak bardzo nie lubię oklepanego schematu pod tytułem: “ratowanie świata”? Gdyby choć tym razem, historia nie była tak do bólu sztampowa, to może zmieniłabym zdanie.

    Przecież próby “ratowania świata” były w XIII i XIII-2 a nie w LR. To właśnie tu, świata nie ratujemy bo ten nieuchronnie zmierza ku zagładzie. Ratujemy tylko tyle duszyczek ile jesteśmy w stanie a to jest różnica jednak ;)

    Cytat
  • Co z tego, jak tej gry nie udało się uratować – słaby crap niestety:(

    Cytat

Ponieważ nie jesteś zalogowany, przed opublikowaniem Twój komentarz będzie musiał zostać zaakceptowany przez naszych moderatorów. Zarejestruj się lub zaloguj, jeżeli chcesz, by Twoje komentarze były automatycznie publikowane na stronie.

Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *