Seria Yakuza, opowiadająca historię japońskiej mafii to już niemal telenowela - zarówno pod względem liczby wydań (13 części razem z Judgement) jak i wątków fabularnych dotyczących Kazumy Kiryu. Mimo to, wszystkie sprzedały się już w grubo ponad 11 milionach kopii.

Po ostatniej odmianie w postaci Judgement, gdzie zamiast mafiozą byliśmy detektywem, kolejna część - Yakuza 7 wraca do korzeni. Przynajmniej fabularnie, bo twórcy aby zachęcić do kupna kolejnej już dość podobnej jednak gry, postanowili wprowadzić do gry turowe walki.

Najlepszy jest jednak komentarz od twórców:

Checliśmy spróbować czegoś nowego. (...) Mamy nadzieję, że fanom się to spodoba, a jeśli nie, to wrócimy do starego formatu


Brzmi to trochę jak "zarobiliśmy tyle hajsu, że zaryzykujemy". Z drugiej strony, w czasach gdy tworzenie gier do najtańszych nie należy, może to dobrze, że ktoś ma odwagę spróbować czegoś nowego? Nawet jeśli picie "potionów" przez postaci wygląda zabawnie - ale nie oszukumy się, w grze w której można grać na Pachinko i korzystać z Karaoke, a ciosy bohatera powodują kolorowe rozbłyski - to nic nadzwyczajnego.

Yakuza 7 ma już termin premiery ustalony na styczeń 2020. Niestety - angielska wersja jak zwykle wyjdzie znacznie, znacznie później (dziwne, że Square czy Konami sobie radzą z tłumaczeniem gier na bieżąco), zapewne w okolicach lata/jesieni. Szkoda, bo może być naprawdę oryginalną i wciągjącą produkcją, nawet jeśli trochę nierealistyczną z logicznego punktu widzenia. Czyż jednak nie o to chodzi w grach?