Recenzja

Recenzja Ghostbusters: The Video Game

Ghostbusters to gra akcji, kontynuująca historię znaną z filmów. Mamy rok 1991, dwa lata po wydarzeniach z filmu, okrutny tyran Vigo zostaje pokonany, a nasi dzielni Pogromcy Duchów stają się bohaterami. Niestety roboty zamiast niknąć, przybywa. Zjawiska paranormalne nasilają się w zastraszającym tempie, więc nasza czwórka postanawia zatrudnić nowego pracownika, nad którym kontrolę obejmie gracz.

Rookie okazuje się cennym nabytkiem dla drużyny, testując najnowsze wynalazki Egona w akcji. Tym czasem w Nowojorskim Muzeum Historii Narodowej ma odbyć się otwarcie wystawy poświęconej Mezopotamii. Niestety nikt się nawet nie domyśla, że muzeum zbudowano na gruzach tajemniczej budowli mocno związanej z zaświatami. I tak o to Nowy Jork ponownie zostaje zaatakowany przez duchy. Miłą niespodzianką jest fakt, iż twórcom gry Ghostbusters udało się zaangażować większą część ekipy znanej z filmu. Wszyscy czterej aktorzy powracają w wielkim stylu, użyczając wizerunku i udzielając głosu swoim wirtualnym odpowiednikom. Po raz kolejny ujrzymy więc Petera Venkmana (Bill Murray), Ray'a Stantza (Dan Aykroyd), Egona Spenglera (Harold Ramis) i Winstona Zeddemore?a (Ernie Hudson). Na tej czwórce lista aktorów się jednak nie kończy. Annie Potas ponownie wciela się w rolę wiecznie zapracowanej sekretarki, Janine. Wielka szkoda, że Sigourney Weaver nie wyraziła chęci obecności w grze. Scenariusz ponownie stworzyli Dan Aykroyd i Harold Ramis. Spodziewajcie się więc gry mocno dopracowanej, przynajmniej w tej kwestii.

Wspomniałem już wyżej, że fabuła nawiązuje głównie do wydarzeń z dwóch poprzednich części. Mamy więc tu do czynienia z prawowitą kontynuacja, którą można by określić mianem trzeciego filmu. Zaraz po odpaleniu gry w oczy rzuca się sposób rozgrywki, która ewidentnie nawiązuje do serii Gears of War. Ghostbusters: The Video Game jest grą akcji, wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby. Kamera umiejscowiona jest przy lewym ramieniu naszego bohatera. Od razu zaznaczam, że jest ona naprawdę porządnie dopracowana. Podczas grania nie miałem z nią żadnych problemów. Pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę do brak jakichkolwiek wskaźników na ekranie. Wszystkie potrzebne informacje widoczne są na protonowym plecaku. Niestety w praktyce nie wygląda to już tak kolorowo. Na usta ciśnie mi się w tej chwili tylko jedno słowo - chaos. Naprawdę ciężko połapać się w rozpoznaniu tych wszystkich wskaźników. Protonowy plecaczek jest naszą główną i jedyną bronią. Muszę przyznać, że doskonale radzi sobie w walce z siłami zła. W naszym ekwipunku znajdują się również Ecto-Gogle. Dzięki monitorowaniu ilości ektoplazmy w powietrzu jesteśmy w stanie stwierdzić, czy w pobliżu znajdują się jakieś duchy. Nie sposób nie wspomnieć o pułapce, bez której nie udałoby nam się złapać ani jednego ducha. Za zdobyte podczas gry dolary możemy ulepszyć i modyfikować naszą broń oraz pułapki. Proton Pack zyskuje trzy rodzaje amunicji, między którymi w każdej chwili możemy się przełączać. Może się on także zmienić w coś na wzór shotguna zadając ogromne obrażenia lub w specjalny laser strzelający glutami przyciągającymi przeciwników. Warto zaznaczyć, że ulepszenia nie dotyczą tylko naszego arsenału. Możemy np. zwiększyć wytrzymałość naszego plecaka na przegrzanie oraz polepszyć działanie pułapek.

Twórcy chwalą się, że zawarli w grze ponad trzydzieści różnego rodzaju upiorów, demonów i zjaw. Osobiście nie zauważyłem aż tak wielu maszkar, ba! stwierdzam nawet, że te niestety bardzo często się powtarzają. Napotkane duchy pojawiają się dwóch formach - materialnej i niematerialnej. Z tymi pierwszymi nie ma najmniejszego problemu, natomiast nieźle musimy się napracować, jeżeli chcemy złapać wszystkie niematerialne istoty. Po wykryciu takiego delikwenta strzelamy do niego wiązką promieni, aż w końcu opadnie z sił i przestanie się szarpać. Wtedy szybko kładziemy na ziemi pułapkę i zaciągamy w nią biedaka, nie dając mu najmniejszych szans na ucieczkę. Po wszystkim trzeba ją tylko podnieść i schować do kieszeni - proste, prawda? W Ghostbusters nie mogło zabraknąć pojedynków z bossami. Wśród nich znajdziemy wiecznie nie najedzonego Slimera, czy też ogromnego Piankowego Marynarza. Prawie każdego z nich trzeba pokonać w określony sposób. Walki z bossami wprowadzają element świeżości do gry.Szkoda, że reszta jest liniowa aż do bólu, do wyboru mamy tylko jedną ścieżkę, którą możemy podążać. Również zagadki, które przyjdzie nam rozwiązać nie sprawiają żadnego problemu. Nie bójmy się użyć tego słowa - gra najzwyczajniej w świecie jest nudna. Nie stawia przed graczem żadnego wyzwania. Ukończenie gry na średnim poziomie trudności zajęło mi jakieś 9-10 godzin. Przez ten cały czas miałem ciągle nadzieję, że mnie jeszcze czymś zaskoczy. Tak się jednak nie stało. Ten sam schemat powtarzany przez 8 poziomów może naprawdę mocno zniechęcić to tej pozycji. Podkreślam - gdyby nie jej rewelacyjny, filmowy klimat zapomniałbym o tym tytule od razu.

Nie wiem czy warto w ogóle wspominać o trybie multiplayer. Napomknę o nim jedynie z obowiązku. Na początku wybieramy członka ekipy, jego profesję i możemy zaczynać rozgrywkę. Do naszej dyspozycji oddano mapy wyjęte prosto z kampanii dla jednego gracza. Dostępne tryby opierają się głownie na kooperacji. Mamy także coś podobnego do Hordy z Gears of War 2, gdzie musimy odpierać fale ataków wrednych umarlaków. Tryb multiplayer cierpi na ten sam syndrom, co kampania dla samotnego gracza. Jest więc nudno i nieciekawie. Tak się składa, że przed zagraniem w Ghostbusters ostro zagrywałem się w inFamous. Hit od Sucker Punch, mimo iż nie posiadał rewelacyjnej grafiki, potrafił nieraz zachwycić bogactwem szczegółów. Niestety Terminal Realisty nie postarało się w ogóle, oddając nam niedopracowany tytuł. Od strony technicznej ich gra mocno kuleje. Brak antyaliasingu oraz niska rozdzielczość mocno kłują po oczach. Do tego trzeba dorzucić tekstury, które nie są najlepszej jakości. Także ilość poligonów wpakowanych w otoczenie niczym nie zachwyca. Na plus mogę zaliczyć animację postaci, której niestety zdarzyło się czasem ostro przyciąć.Modele postaci również odwzorowano poprawnie, bez problemów możemy rozpoznać aktorów. Ścieżkę dźwiękową wykonano solidnie. Kultowa piosenka w wykonaniu Raya Parkera Jr często przygrywa nam w tle. Na potrzeby gry stworzono również całkowicie nowe utwory, które doskonale wpasowały się w klimat. Nadszedł czas na małe podsumowanie.

Serię Ghostbusters darzyłem ogromnym sentymentem. Niestety, po zapoznaniu się z tym tytułem, mój sentyment w dużym stopniu zdołał się ulotnić. Główną bolączką gry jest wszechobecna nuda. Schemat powtarzalności od początku rozgrywki daje się we znaki. Wszystkie niedopracowania techniczne odpychają gracza z daleka od konsoli. Warto jednak pamiętać, że mimo tak wielu błędów Ghostbusters: The Video Game posiada bardzo fajny i dopracowany scenariusz. Większość aktorów znanych z filmu pojawia się w grze, a wraz z nimi niezapomniany już humor. Każdy, kto spodziewał się hitu na miarę kinowej serii będzie mocno rozczarowany. Mimo to prawdziwy fan serii powinien dać jej szansę. Gdy tylko przymknie się oko na wszystkie błędy i niedopracowania, można poczuć stary dobry klimat Ghostbusters.

Nasza ocena: 6.5/10

Platformy:
Czas czytania: 6 minut, 57 sekund
Komentarze
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: