Recenzja

Recenzja Halo: Reach

Reach to planeta z góry skazana na zagładę, o czym wie każdy, kto choć trochę interesuje się uniwersum Halo. W jaki sposób więc ekipie Bungie udało się sprzedać grę, której zakończenie i tak wszyscy znają? W jaki sposób udało im się opowiedzieć na nowo historię, w której nie ma żadnych niespodzianek? Tego nie wiem, ale wiem, że Reach wciąga jak każda poprzednia odsłona gry, zacznijmy od początku.

Pierwszą nowość w serii poznajemy już na samym początku zabawy. Możemy wybrać płeć naszego bohatera oraz spersonalizować każdy z elementów pancerza naszego Spartana. Poza zmianą emblematów i koloru zbroi bohatera, możemy także wybrać jakim głosem przemówi. To pierwszy raz w serii kiedy zdecydowano się na taki zabieg – pamiętajmy, że poprzednio możliwość modyfikacji mieliśmy tylko i wyłącznie w przypadku multiplayera. Warto wspomnieć, że podczas gry w Reach zdobywamy swego rodzaju walutę, która pozwoli nam na dokupywanie dla bohatera kolejnych elementów wyposażenia – bardzo fajny patent, który nie dość, że pozwala na jeszcze większe możliwości modyfikacji postaci, to jeszcze motywuje do dalszej gry.

Jak już zapewne zauważyliście, tym razem nie wcielimy się w postać najsłynniejszego z żołnierzy programu SPARTAN, Master Chiefa. Tym razem mamy możliwość poznania losów Noble Team, czyli drużyny innych członków tej elitarnej formacji. Co ciekawe, Master Chief oznaczony był symbolem SPARTAN-II, natomiast Noble Team to SPARTAN-III – klasa niżej, coś co dzisiaj określilibyśmy mięsem armatnim. Nie oznacza to jednak, że przez kilka godzin zabawy przyjdzie nam patrzeć na wydarzenia na planecie Reach z perspektywy słabeusza – co to, to nie! Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że to co uchodziło płazem Master Chiefowi, tym razem może skończyć się tragiczną śmiercią, lub ciężkimi obrażeniami naszego bohatera.

Będzie jednak chwilka czasu na zapoznanie się z możliwościami zarówno naszej postaci, jak i kolegów z drużyny. Reach nie rzuca nas od razu na głęboką wodę i sam początek gry może nieco odrzucić niezainteresowanych tematyką Halo – jest po prostu nudno. Na szczęście, zgodnie ze starą zasadą, im dalej w las (czy raczej Reach), tym ciekawiej. W sumie czeka na nas 10 misji, które ani przez chwilę (no dobra – pomijając wspomniany już początek gry) nie pozwolą nam się nudzić. Czeka nas więc strzelanie, skakanie, skradanie się, w nawet, co jest nowością w serii, walki w kosmosie. Niezbyt może zadowolić czas potrzebny na ukończenie gry. Na zwykłym poziomie trudności przejście każdej z misji zajmuje maksymalnie godzinę, co w sumie przekłada się na około 7 godzin potrzebnych do zaliczenia całości. Należy jednak pamiętać, że na wszystkich żądnych wrażeń czeka poziom trudności Legendary oraz tryb multiplayer, który i tym razem naprawdę daje radę – o tym jednak za chwilę.

Co ciekawe, loty statkiem kosmicznym to nie jedyna nowość w rozgrywce. Na każdej mapie znalazły się swego rodzaju wspomagacze (nie mają one jednak nic wspólnego z pewną siecią zamkniętych niedawno polskich sklepów), które wpłyną na umiejętności naszego bohatera. I tak możemy w danej chwili mieć przy sobie możliwość szybszego poruszania się, by za chwilę zmienić ją na coś w rodzaju jetpacka. Bardzo fajnie, że dopalaczy (!!) możemy używać także w rozgrywkach sieciowych, które, podobnie jak i tryb dla pojedynczego gracza, zyskały dzięki nim na atrakcyjności. Skoro już o rozgrywce dla wielu graczy i atrakcyjności mowa, w przypadku Halo Reach nie można wspomnieć o fantastycznej kooperacji. Kampanię przechodzić może naraz aż czterech graczy, ale wiąże się z tym mały haczyk – potrzebne są dwie konsole i dwie gry – jedna kopia obsługuje naraz maksymalnie dwóch graczy na podzielonym ekranie. Myślę jednak, że w przypadku zgranej ekipy z pewnością znajdą się dwie osoby z konsolą i swoim egzemplarzem Reach.

Multiplayer, jak to w Halo jest od zawsze, to przecież nie tylko kooperacja. To także świetne mecze online, lub w sieci LAN – z tego Halo zawsze słynęło i nie inaczej powinno być w przypadku Reach. No właśnie – powinno to słowo klucz. Niestety, moim skromnym zdaniem, coś po prostu nie zagrało do końca i mi ciężko było odnaleźć się w Reachowym multiplayerze. Grało mi się po prostu gorzej niż w leciwe już Halo 3, czy ODST. Weterani serii zapewniają jednak, że Reach blisko do rewelacyjnej ich zdaniem, pierwszej części Halo, co oczywiście zaliczają na plus (warto wspomnieć, że w Kietrzu wciąż organizowane są LAN-party, podczas których gra się turnieje w Halo 1). Najprawdopodobniej jednak do Halo Reach w sieci trzeba się po prostu przyzwyczaić, poznać nowe mapy i nauczyć wykorzystywać nowe bronie oraz wspomniane już wcześniej rozrzucone po mapie wspomagacze.

Co przed premierą gry zachwalali autorzy to oprawa graficzna stojąca na dużo wyższym poziomie niż w poprzednich częściach Halo. Spierałbym się z Bungie na temat tego, czy jest naprawdę dużo lepiej. Na samym początku gry różnicy nie widać – później jest nieco lepiej. Fakt, w porównaniu z Halo 3, czy ODST widać naprawdę spory przeskok, ale to nadal stare, dobre Halo. Z jednej strony zobaczymy świetne oświetlenie i ogromne mapy, z drugiej natomiast zdarzają się słabe tekstury, czy dziwne wpadki z przenikaniem obiektów. Niestety Bungie, ale Xbox 360 już jakiś czas temu posiadał w swojej bibliotece gier tytuły wyglądające zdecydowanie lepiej. Oczarowała mnie natomiast oprawa dźwiękowa gry, która jak zwykle w przypadku Halo stoi na bardzo wysokim poziomie. Tak jak wcześniej, w Reach znajdziemy pełen przekrój gatunków muzycznych i różnych rodzajów muzyki (no dobra, j-pop akurat nie ma). Muzyka idealnie oddaje to, co w danej chwili dzieje się na ekranie i przejścia ze spokojnej, symfonicznej melodii w ryk elektrycznych gitar to tutaj naprawdę nic dziwnego, a wręcz przeciwnie – coś naturalnego. No cóż, Mark O'Donnell już nas do tego przyzwyczaił. Nie inaczej sprawa ma się z wszystkimi efektami – dźwięki wybuchów, wystrzałów są naprawdę świetne, ale to co autorom udało się osiągnąć w przypadku głosów postaci to małe mistrzostwo świata. Między innymi dzięki temu z członkami Noble Team naprawdę łatwo się podczas zabawy z Reach zżyć.

Nie mogę tutaj jednak nie wspomnieć o największym minusie Reach, żeby nikt sobie nie myślał, że jest tak kolorowo. Tzn kolorowo jest, jak to w Halo, ale wiadomo o co chodzi ;) W całej tej beczce miodu, jak zwykle, musi znaleźć się również łyżka dziegciu. Reach to, jak zapewne zdążyliście zauważyć z powyższego tekstu, nadal stare, dobre Halo, które według mnie nie przekona do siebie niezdecydowanych do uniwersum graczy. Reach z pewnością zaspokaja wymagania fanów serii, ale Microsoft raczej nie powinien liczyć na to, że gra przyciągnie do siebie tych, którzy wcześniej widzieli jedynie „śmieszne, kolorowe laserki”. Jednym słowem, Conkerowi się raczej nie spodoba. Swoistym ewenementem jest dla mnie jednak para znajomych (hi Kathleen i MrSatan), którzy wcześniej nie przepadali za serią Halo, a Reach przeszli już na kilku różnych poziomach trudności. I teraz pytanie – czy mam rację, a są oni tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę? A może Reach jest na tyle przystępną grą, która zarazi magią uniwersum również nowych graczy? Tego musicie przekonać się sami, sięgając po najnowszą produkcję Bungie, do czego serdecznie zachęcam.

Pamiętajcie, że Reach to ostatnie Halo wyprodukowane przez Bungie. Studio teraz zajmie się innymi projektami, natomiast licencja na tytuły z serii wciąż pozostanie w rękach Microsoftu, co oznacza, że najprawdopodobniej developingiem kolejnych części zajmie się już inna firma. Halo od kogoś innego niż Bungie? No nie wiem, słabo to widzę...

Nasza ocena: 9/10

Platformy:
Czas czytania: 7 minut, 24 sekund
Komentarze
...
#1
~gośc
4925 dni temu

Ty Lucek, po kiego wała dałeś zdjęcie z Halo 3: ODST w recenzji?

odpowiedz
...
4925 dni temu

Spartiata to spartiata, nie ważne z którego Hejlo ;P

odpowiedz
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: