Zanim pojawiła się najnowsza, siódma odsłona serii Gran Turismo, to musieliśmy na pełnoprawną kontynuację czekać aż 9 lat (nie licząc pobocznej odsłony Online – Sport). Siódemka jest z nami już prawie 4 lata i na przestrzeni tego czasu, gra doczekała się licznych darmowych aktualizacji, które powiększały bogate portfolio pojazdów. Gracze jednak początkowo narzekali na wolne tempo i skromną zawartość pakietów, gdyż w ramach jednej z takich łatek, zwykle do gry trafiały 3-4 auta.
Twórcy wówczas tłumaczyli tempo rozwoju, pieczołowitością w oddaniu każdego z samochodów, tak aby do gry trafiła wersja, jak najbardziej wierna realiom. Po pewnym czasie zapowiedziano także dodanie do gry specjalnego AI GT Sophy, które to miało dopasowywać się do gracza pod względem jego umiejętności, tak aby stanowić cały czas wyzwanie i podnosić umiejętności wraz z grającymi. Ta opcja jest dostępna w grze, lecz do tej pory wyłącznie na wybranych torach.
Największym dotychczas powiewem świeżości była aktualizacja Spec III, wydana w grudniu 2025 roku. W jej ramach otrzymaliśmy aż 8 nowych samochodów, 2 nowe tory wraz z szeregiem usprawnień i zmian w samej grze. Jakby tego było mało, zapowiedziano także pierwsze płatne DLC do GT 7 i jemu właśnie postanowiłem się przyjrzeć bliżej. Nie przedłużając już bardziej (wybaczcie), zapraszam do recenzji dodatku Power Pack do Gran Turismo 7.
Pozornie skromna zawartość
Power Pack jest dodatkiem nieco innym niż większość płatnych rozszerzeń na rynku. Dlaczego? Otóż nie dostajemy tutaj pakietu nowej zawartości, co w przypadku gier wyścigowych zwykle oznacza kolejne maszyny do jazdy, trasy czy kosmetykę. Pierwsze DLC dla GT7 skupia się na zapewnieniu możliwie jak najwierniejszego doświadczenia wyścigowego. Zanim przejdę do szczegółów i wyłożę, co mam przez to dokładnie na myśli, prezentuję ogólną zawartość dodatku.
DLC Power Pack zawiera:
- nowy tryb gry skupiający się na realnym doświadczeniu wyścigów
- 50 tematycznych wydarzeń w ramach nowego trybu (w tym wyścigi 24h, pełne tygodnie wyścigowe)
- GT Sophy 3.0 we wszystkich wymienionych wydarzeniach
- 5 milionów kredytów do wykorzystania w grze
Wykładając więc zawartość dodatku "na papierze" wydaje się, że jest bardzo skromnie, szczególnie przy cenie 120 zł. Aby jednak zrozumieć, w czym jest haczyk i co tak naprawdę jest istotą tego rozszerzenia, zaprezentuję wam, co Polyphony Digital miało na myśli, oferując "real racing experience". Uwierzcie mi, ukończenie wszystkich nowych zawodów na pole position, będzie nie lada wyzwaniem, pochłaniającym sporą ilość czasu.
W pogoni za prawdziwie wyścigowym doświadczeniem
Przygodę z dodatkiem rozpoczynamy od wyboru spośród sześciu ścieżek zawodów. Każda z nich obraca się w tematyce motoryzacji z innego okresu lub regionu świata. Możemy więc zdecydować się przykładowo na japońską opcję, gdzie zaczniemy od rywalizacji za kółkiem kilku generacji Hondy Civic lub pochylić się ku europejskiej na czele z niemieckimi markami (choć nie tylko).
Tutaj gra nie narzuca nam wyboru ścieżki i jeśli tylko mamy taką ochotę, to po ukończeniu danych zawodów zawsze możemy przeskoczyć na inną linię, by spróbować czegoś odmiennego. Bez względu jednak na podjętą decyzję, każde zmagania wiążą się z pewnym zobowiązaniem czasowym oraz ryzykiem. Za samo wejście musimy zapłacić wpisowe (na szczęście te początkowe to koszt zaledwie 300 kredytów) i dokonać wyboru spośród trzech dostępnych pojazdów.
Wybór w tym przypadku akurat ma znaczenie, ponieważ możemy zdecydować się na pojazd o najlepszych osiągach, co zwiększy naszą szansę na wygraną lub pokusić się o słabszy model, ale w zamian otrzymać od 10 do 20% większą nagrodę. Sam na dzień dobry poczułem się bardzo pewnie i wybrałem ten najsłabszy, zapominając o bardzo istotnym aspekcie zmagań Power Pack.
Otóż zanim weźmiemy udział w faktycznym wyścigu, musimy obowiązkowo przejść przez cały tydzień wyścigowy, co dla największych fanów motorsportu jest nie tylko swoistym rytuałem, ale wręcz koniecznością, aby tego ostatniego, najważniejszego dnia, odnieść sukces. Zaczynamy więc od godzinnej sesji treningowej, podczas której możemy dobrze poznać nasz wóz, jego zachowanie na torze i tym samym obrać optymalny styl jazdy w danych zawodach.
Pojawiła się więc obawa, że aby należycie bawić się z tym rozszerzeniem, to potrzebujemy bardzo dużych pokładów wolnego czasu. Dla ludzi pracujących, znalezienie wolnej godziny bez jakichkolwiek przerw w trakcie (pozdrawiam drodzy rodzice, znam wasz ból), potrafi być czasem bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. W przypadku treningu możemy na szczęście pominąć ten etap, gdy tylko uznamy, że nie potrzebujemy więcej praktyki. Do tego zwykle wystarczały mi 2-3 okrążenia na torze, aby poczuć się wystarczająco pewnie.
Następną częścią rywalizacyjnego cyklu są kwalifikacje. Tutaj w zależności od trasy, do dyspozycji mamy od 12 do ok. 30 minut, co w przypadku większości torów pozwala na pokonanie pełnego okrążenia kilka razy. Od ich rezultatu zależy nasza pozycja startowa. W zwykłych zawodach głównej osi gry zwykle nie było to konieczne, o ile nie graliśmy na wymagającym poziomie trudności i dodatkowych ograniczeniach w wyścigu. W przypadku wyzwań z Power Pack ten etap jest konieczny nie tylko z powodu zachowania immersji i realizmu, co przede wszystkim ze względu na realne zwiększenie naszych szans na zwycięstwo.
Przy pierwszym podejściu się tym jednak niestety zbytnio nie przejąłem (gram w tę serię od dziecka, co to dla mnie) i dość szybko przekonałem się o swoim błędzie. W tych zmaganiach przeciwnicy są sterowani przez wspomniane wcześniej AI Sophy w wersji 3.0 i dostałem od niej solidny wycisk, kończąc cudem na szóstej pozycji. Wielu graczy w tej sytuacji od razu próbuje zrestartować zmagania, ale tutaj tak łatwo nie ma!
Decydując się na tydzień wyścigowy, musimy go doprowadzić do końca. Rezygnacja na którymś z etapów lub w trakcie wyścigu jest równoznaczna z brakiem jakiegokolwiek wyniku i powrotem do punktu wyjścia. Chciałem spróbować jednej ze znanych sztuczek, polegających na restarcie całej konsoli, celem uchronienia się od powtarzania całego cyklu i utraty rezultatu choćby z samych kwalifikacji.
Nic z tego jednak nie wyszło, twórcy się zabezpieczyli i takie działanie skutkuje dokładnie tym samym, zaczynaniem zmagań w danych zawodach od samego początku tygodnia. Chcieliście realnego doświadczenia to macie! Jeśli rezultat wam nie odpowiada, zawsze możecie zacząć wyścig jeszcze raz, poprawiając poprzedni wynik. Jak już poświęcamy na to czas, to doprowadźmy całość do końca, gdyż to i tak może nas przybliżyć do nagród, a te są bardzo atrakcyjne.
Każda pozycja zdobyta w wyścigu jest nagradzana gwiazdkami, za pierwsze miejsce jest ich 20 i później kolejne niższe lokaty to o jedną gwiazdkę mniej. Z tego też względu nawet za przejazd na końcu przewidziane są punkty, przez co twórcy nam sugerują, że nie ma powodów, aby się tak spinać, w celu ukończenia wyścigu na podium. Mamy się dobrze bawić, nagroda i tak na nas czeka, wcześniej czy później na pewno po nią sięgniemy.
Między poszczególnymi zawodami mamy pola zablokowane za określoną liczbę gwiazdek. Jeśli zdobędziemy ich wystarczająco, odblokujemy zawartość, która się za nimi kryje. Są to różnego rodzaju nagrody, od biletów na losowanie wszelakich dóbr w grze (o różnym poziomie rzadkości) po gwarantowane benefity w postaci kredytów czy konkretnych pojazdów. Po ich zdobyciu często możemy odblokować kolejne zawody w tej samej tematyce, po których ukończeniu pojawią się kolejne bonusy, tym razem o większej wartości.
Muszę uczciwie przyznać, że taka forma zabawy z Gran Turismo dostarczyła mi odmiennych doświadczeń niż te, z którymi byłem obeznany w serii. Wyścigi są bardzo emocjonujące, a AI czyha na każdy, choćby najmniejszy błąd, aby zdobyć przewagę (przez co zaczynając wyścig z 1. miejsca, często już po pierwszym zakręcie traciłem prowadzenie). Presja jest ogromna, co potęguje brak możliwości szybkiego restartu. Trzeba więc zacisnąć zęby i doprowadzić zmagania do końca, bez względu na wynik. Pozwoliło mi to nabyć nieco pokory i pogodzenia się z tym, że nie zawsze można wygrywać. Zupełnie jak w zawodach w prawdziwym życiu.
Podsumowanie
Power Pack do Gran Turismo 7 wprowadza wiatr zmian do serii. Zawody, w których bierzemy udział ze względu na swoją strukturę, konieczność zaliczania każdego z etapów i brak możliwości restartu w razie niepowodzenia, budzą emocje (czasem niestety skrajne) i pokazują nam, że w każdych zawodach sportowych zwycięzca jest tylko jeden i nie zawsze będziemy to my. Zmagania są podzielone tematycznie, co wprowadza urozmaicenie i zapobiega wkradaniu się nudy i monotonii. Nagrody są warte włożonego czasu oraz wysiłku, nawet w przypadku wyniku gorszego, niż oczekiwaliśmy.
Brak konieczności zakupu pojazdów do wyścigów, znacząco obniża próg wejścia do przygody z dodatkiem, szczególnie w początkowych etapach gry. W tym wszystkim zabrakło jedynie nowej zawartości, pojazdów lub torów. Jedynym co otrzymujemy za zakup dodatku to 5 milionów kredytów. Można było się pokusić chociaż o jakieś unikalne odmiany pojazdów, choćby w ramach bonusów za zawody, a tak jedyną zmienną, jest odmienne doświadczenie, będące cenną lekcją dla osób lubiących rywalizację oraz immersję.
Za udostępnienie kodu do recenzji dodatku dziękujemy firmie Sony












Komentarze
Dodaj nowy komentarz: