Znasz już nasz Growy Radar Cenowy?
Znasz już nasz Radar Cenowy? Znajdziesz tam najniższe ceny gier spośród 40+ sklepów internetowych »
Recenzja

Recenzja: Story of Seasons Pioneers of Olive Town

Nie wiem gdzie leży Olive Town, ale po najnowszej trójwymiarowej inkarnacji serii zdecydowanie widać, że w dwuwymiarowym wszechświecie zapewne byłoby to obok Pelican Town...

Do 2012 roku gry z serii Bokumono Monogatari tłumaczyła na angielski firma Natsume, wydając pod tytułem Harvest Moon. Japoński wydawca postanowił jednak od 2012 roku samodzielnie wydawać grę na zachodzie i musiał jej zmienić tytuł - na Story of Seasons.

Gdy w zeszłym roku na konsolach zawitało Story of Seasons: Friends of Mineral Town, cieszyłem się jak dziecko, był to bowiem remake gry z GBA, która była portem najlepszej gry spośród Harvest Moonów - Back To Nature, wydanej na PSX. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy niedługo potem zapowiedziano kolejną grę z serii, która znacząco zmienia tradycyjne rozwiązania wydanych ponad 20 lat temu tych części serii, które dzieją się w Mineral Town.

Story of Seasons Pioneers of Olive Town już od pierwszych chwil wydaje się dziwne znajome, ale wcale nie przez nawiązanie do serii Bokumono. Twórcy postanowili bowiem zatoczyć pewne koło pomysłów - tak jak fan serii, Eric Barone, zainspirowany pierwszymi dwuwymiarowymi Harvest Moonami stworzył Starew Valley, dodając wiele rzeczy których w tejże serii nigdy nie było, ale pożyczając inne tradycyjne rozwiązania - tak Marvelous pożyczyło sobie część z tych nowości do swojego Olive Town.


Dostajemy więc już tradycyjnie farmę, a może bardziej obszar do stworzenia tej farmy. Wszystko jest zarośnięte i zapuszczone, nie ma nawet porządnego domu, więc zamiast tradycyjnie wstać pierwszego dnia gry z łóżka i wyjść na pole siać rzepy, musimy zabrać się za wycinanie chwastów, ścinanie drzew i rozbijanie kamieni. Oczywiście nie wszystko da się zrobić od razu, część wymaga ulepszenia narzędzi, a już od samego początku dostępna jest podstawowa kopalnia, która pozwoli nam na rozwój. Na naszej "działce" znajdziemy też stare budynki czy rozwalony most, które za odpowiednią opłatą w zasobach można odbudować i zacząć z nich korzystać. Żeby jednak nie było tak prosto, wprowadzono znane ze Stardew Valley rozwiązanie, czyli maszyny do przetwarzania. Możemy je w podobny sposób budować, stawiając na farmie (i zmniejszając sobie tym samym przestrzeń do sadzenia nasionek) odpowiednie maszyny, które przetwarzają dany surowiec. Zajmują one jednak aż 4 krateczki (2x2), więc tego miejsca dość szybko robi się mało, do tego trzeba je ustawić tak, żeby nie zablokować sobie przejścia. Niestety, gra kładzie wielki nacisk na korzystanie z nich i prawie niczego nie da się zrobić bez przetwarzania, zatem zamiast bawić się i rozwijać stopniowo swoją farmę, zabawa polega na skupieniu się na ustawianiu tych maszyn, a dopiero potem na oczyszczaniu farmy i sadzeniu roślin. Bez nich daleko nie zabrniemy i ich obsługa zjada trochę pędzącego jak pociąg czasu, na szczęście na pewnym etapie chociaż z podlewaniem będzie lżej, bowiem (znów ze Stardew Valley) pojawiają się w grze automatyczne zraszacze. Ponieważ jednak farma dość szybko ponownie zarasta chwastami i drzewami... lekko nie jest. Przynajmniej nie ma też nudów.

Plusem w tym wszystkim jest jednak to, że o ile są pewne limity ile czego można ustawić na farmie, to praktycznie wszystkiego można mieć więcej niż jedną sztukę - i mowa tu nie tylko o maszynach czy roślinach, ale też o budynkach w których trzymamy zwierzęta, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby mieć trzy stodoły pełne krów. Ba, nawet zwierzątek domowych można mieć kilka.
Poza czyszczeniem farmy, hodowlą roślin i zwierząt, wycieczkami do kopalni, gotowaniem czy w końcu łowieniem ryb, w grze nie ma jakoś za wielu nowości względem poprzedniczek, to raczej kosmetyka. Pojawia się chociażby wiaderko którym można sprzątać kałuże na farmie (i czasem znaleźć skarb).
Dość dużo uwagi poświęcono czemuś, co znów ściągnięto ze Stardew Valley - w Olive Town jest muzeum, dla którego możemy zbierać eksponaty. Mogą to być cenne rzeczy (z kopalni), stworzenia morskie, oraz… fotografie, bowiem gra pozwala na robienie zdjęć florze i faunie na wyspie.
Pojawiły się też nowe rodzaje skrzatów, tym razem bardziej przypominających leśne duszki, które w zamian za listy zadań otwierają nam nowe opcje - związane z zadaniami które można wykonać na farmie (np. zwiększenie siły gracza, czy zwiększenie jakości plonów), dające dostęp do sekretnych miejsc albo np. oferujące szybszą teleportację.
Trzeba pochwalić grę, za to, że (momentami nużący) system progresji wielu rzeczy zrobiono tak, że dokonać wszystkiego w jeden rok jest niemal niemożliwością, na pewno więc się nie znudzimy, tym bardziej, że nawet znając serię, tutaj trzeba się chwilę wszystkiego nauczyć. Pytanie czy czasem nie jest jednak zbyt trudno, patrząc jednak znów na Stardew Valley - bywają trudniejsze zadania.

Zawodzi natomiast na całej długości samo tytułowe Olive Town. Żeby nie było za łatwo, sklepy podzielono na sporą ilość budynków (ze standardowym jednym dniem wolnego - każdy innego dnia), przez co na początku ciężko się nauczyć rozkładu, bowiem rzeczy o tej samej tematyce potrafią być na dwóch odległych krańcach. Plus za to, że całe miasto jest na jednej arenie, nie ma więc praktycznie wczytywania. Poza tym między naszą farmą, które chwilę trwa.
Niestety, mieszkańcy są niemal kukłami wstawionymi do gry - mimo, że jest ich sporo, nic nie zachęca do poznawania ich - odnosi się trochę wrażenie, że jest ich nadmiar i a dialogi to takie już standardowe dla japońskich gier, niczym w Pokomenach, jakieś zapchajdziury które mają być zapewne śmieszne, ale czytanie trzydziesty raz jakieś losowej wyrwanej z kontekstu sprawia, że przeklikujemy, zamiast czytać. Zwłaszcza, że teksty pozbawiono znanych z poprzednich części avatarów (mimo, ze artworki postaci są na japońskiej stronie gry), więc jest to regres względem starszych gier. Przedstawiały one przynajmniej jakieś emocje, których tutaj trzeba się domyślać, bo ani voice actingu wciąż nie ma, ani też modele postaci niespecjalnie nam coś mową ciała przekażą.
Zawodzą też i to straszliwie festiwale. Część z nich jest tak uproszczona, że mimo możliwości uczestniczenia w nich, to gra wykonuje za gracza czynności… jakie było moje zdziwienie, gdy w festiwalu zbierania jajek, owo zbieranie okazało się cutscenką… na szczęście nie wszystkie tak wyglądają, ale rzucenie czegoś takiego nas start pozostawia niesmak i odrzuca.
Mieszkańcy będą nas prosić o różne przysługi i znajdziemy też u burmistrza swego rodzaju tablicę ogłoszeń - zarówno z osiągnięciami (za które są nagrody o rosnącym poziomie trudności, więc pierwsze kilka da się załapać już pierwszego dnia gry), oraz zlecenia pomagające ulepszyć miasto - mieszkańcy mają bowiem wielkie parcie na zwiększenie jego turystycznej atrakcyjności, co odbija się właśnie na ich stosunku do nas - częściej jesteśmy piątym kołem u wozu rozmów, które ostatecznie schodzą na "a może farmer(ka) X nam pomoże?", skoro już się napatoczyliśmy.
Nie wycofano też opcji zawarcia związku małżeńskiego i zgodnie z obecną modą, można sobie wybrać zarówno partnera jak i partnerkę. Ponieważ wiadomo, że dzieci przynosi bocian albo są z kapusty nie robi to przecież problemu ;) Można więc mieć też potomka, chociaż jak zwykle poza jakąś tam kompletnością tego co da się robić w grze, nie zmienia to praktycznie nic.

Gra tak naprawdę jest rozwinięciem tego, co pojawiło się już w ramach Story of Seasons na 3DS, ale tym razem na znacznie większym ekranie, a więc też z lepszymi teksturami i bardziej szczegółowymi modelami. Jeśli komuś podobały się zwykły SoS lub SoS:Trio of Towns, na pewno odnajdzie się i tutaj. Tym, którym remake Friends of Mineral Town się średnio podobało, spieszę z informacją, że można spodziewać się w Olive Town znacznie bardziej dojrzałego, chociaż wciąż w konwencji mangi, designu postaci. Boli trochę, że dialogi mieszkańców częściej odbywają się między nimi, a dopiero na koniec z nami, ale nie jest to poniżej jakiejś średniej którą możecie znać z innych japońskich gier i ostatecznie nie wypada też jakoś tragicznie, może jedynie trochę zanudzać i zmniejsza immersję. Gra ma też niestety tendencje do spowolnień, spowodowane tym, że Switch czasem nie daje rady z wyświetleniem tego co nastawialiśmy na naszej farmie - wszystko zależy od tego jak dużo obiektów o skomplikowanej geometrii jest koło siebie - u każdego będzie to więc wyglądać inaczej i oczywiście objawi się bardziej gdy konsola nie jest zadokowana to telewizora. Tym bardziej szkoda, że gra wyszła jedynie na Switchu, bo nie brakuje jej niczego, aby wyjść także na duże konsole - są tam gry ze znacznie bardziej ubogą grafiką, zresztą nie wiem czy w ogóle można mówić, że jest to ubogie - to raczej taki styl. Mimo paru wad, na pewno wolałbym grać w tę pozycję na PS4, zwłaszcza, że więcej RAMu zapewniło by też pewnie nieco szybsze wczytywanie aren. To nie należy do szałowych, ale jeśli nie planujemy 20 razy dziennie chodzić do miasta, tylko zrobimy to raz, jest to do przeżycia, bo zamiast dzielenia wszystkiego na kilkanaście niewielkich obszarów, tutaj mimo wszystko mapy są ogromne (bodaj największe z całej serii).

Gry na pewno nie pokochamy tak jak HM:Back To Nature, gdzie w pamięć zapadały bardzo szybko postaci, rozkład miasta czy nawet muzyka, ale nie zmienia to faktu, że przez irytujący redesign postaci w remasterze z ubiegłego roku, o ile najwyższe miejsce podium jest niezmienne, tak Olive Town stanęłoby prawdopodobnie ex aequo z Wonderful Life z GameCube na drugim miejscu (obie mają słabe festiwale…), za różnorodność opcji. Jeśli tak samo jak pierwsze Story of Seasons z 3DS dostało Trio of Towns z dziesiątkami ulepszeń, Olive Town dostanie następcę który wprowadzi lepsze festiwale i ciekawszych mieszkańców, oraz pojawią się jakieś zmiany w balansie gry (głównie działania maszyn i rozwoju miasta), jest szansa, że pozycja Back to Nature na podium będzie zagrożona. Na razie jednak, po 19 latach od mojego pierwszego spotkania z serią, wystawiam ocenę 4/5. Część na farmie co prawda zasługuje na wyższą ocenę, ale zepsucie miasta i festiwali, oraz problemy z balansem (długości dnia i działania maszyn do tworzenia), czy w końcu spadki wydajności, nie pozwalają dać więcej, nawet mimo miłości do serii.

Podsumowanie

Gra
  • crafting
  • można stawiać po kilka budynków
  • różnorodność roślin i zwierząt
  • kilkukrotnie większa farma niż zwykle
  • mnóstwo do odkrycia
Nie gra
  • miasto bez tego czegoś
  • ustawianie i obsługiwanie maszyn
  • gdzie są avatary
  • lagi, gdy mocno wypełnimy farmę naszymi kreacjami
  • tylko na Switcha
Artyzm
Dźwięk
Gameplay
Fabuła
Werdykt: 4/5
"Solidny szpil"
go-stargo-stargo-stargo-stargo-star
go-stargo-stargo-stargo-stargo-star

To mogła być najlepsza gra z serii, ale widocznie Marvelous nie chce za szybko podnosić poprzeczki ponad poziom ustalony 20 lat temu...

Grę do recenzji otrzymaliśmy od DecibelPR.

Platformy:
Czas czytania: 10 minut, 35 sekund
Komentarze
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: