Postaram się nie zabrać wam zbyt wiele czasu i uwagi, wszak na biurko wpadł tylko jeden przedmiot do przetestowania i to taki pozbawiony elektroniki. Podkładki zwykle dzielę na trzy rodzaje. Te najtańsze, które po prostu są i nie można od nich za wiele oczekiwać. Drugie to takie, które są bardzo ładne, zwykle z dedykowaną, fanowską grafiką, ale przez to mocno nietrwałe i średnio wykonane.
Ostatnie to te profesjonalne, cechujące się wysoką jakością wykonania, poprawionymi walorami użytkowymi i nierzadko oryginalnym wzornictwem. Podkładka Monka ZOWA XXL jest przedstawicielem tej ostatniej kategorii, choć uczciwie trzeba przyznać, że w pewnych kwestiach jest lepsza, a w innych nieco ustępuje konkurencji.
Estetyka i wykonanie
Nie oczekiwałem zbyt wiele po marce Monka z dwóch powodów. Po raz pierwszy miałem styczność z jakimkolwiek produktem tej firmy, a także, w zasadzie od żadnych z osób, które znam czy obserwuję w sieci, nie usłyszałem choćby wzmianki na jej temat, przez co był to dla mnie producent nieznany. Nie jest to jednak nic złego! Nie zamierzam więc skreślać produktu na starcie tylko dlatego, że nie jest na językach w branży.
Monka Zowa XXL wystartowała więc u mnie z czystą kartą i już po wzięciu opakowania do ręki, zdałem sobie sprawę, jak wielkie bydle jest z tego kawałka materiału. Mamy tutaj do czynienia z wymiarami 1200 x 600 x 3.5 mm. Po rozłożeniu podkładka idealnie zakryła cały mój blat biurka, co było dla mnie miłym zaskoczeniem (nie mierzyłem blatu ani podkładki przed jej otrzymaniem).
Największe wrażenie wizualne robi oczywiście sama grafika. Motyw samuraja z charakterystyczną japońską architekturą w tle jest naprawdę kozacki, a skąpanie tego w krwistej czerwieni, z czarno-białymi akcentami dodaje całości nutki agresji. Materiał, na którym jest wykonana grafika, jest przyjemny w dotyku, nie czuć tutaj żadnych wypustek czy pogrubień i co istotne, myszka przesuwa się na niej bez najmniejszych problemów, precyzyjnie odczytując ruchy z powierzchni podkładki.
Odczucia wykonania premium dodaje obszycie krawędzi, co zapobiega rozwarstwianiu się materiałów użytych w produkcie, co często ma miejsce w tanich podkładkach. Warto przy tym podkreślić, że krawędzie nie są grubo obszyte, co miało miejsce w testowanej przeze mnie podkładce z zestawu Genesis . Tutaj jest to zrównane z materiałem graficznym, dzięki czemu nie czuję żadnego dyskomfortu tuż za nadgarstkami, opierając ręce o blat.
Co jednak mnie dziwi i trochę denerwuje, to fakt, że mimo swojej masy i gabarytów, zastosowania gumowego pokrycia od spodu, co ma zapobiegać przemieszczaniu się po powierzchni, mata potrafi się nieco ślizgać po biurku. Dla najlepszych testów zawsze czyszczę blat odpowiednim preparatem przed położeniem tego typu produktu, aby zmaksymalizować efekt przyczepności. Nie miałem takiego problemu z nieco mniejszą, choć nadal pokaźną propozycją od Genesisa. Być to może to kwestia gorszej jakości gumy, która to sprawia wrażenie bardziej suchej w dotyku — mniej przyczepnej.
Podsumowanie
W ogólnym rozrachunku podkładka Monka ZOWA XXL to niezwykle efektowny dodatek do naszego stanowiska pracy lub gamingowego. Przepiękna japońska grafika zdecydowanie gra tutaj pierwsze skrzypce, a dobór kolorystyki idealnie współgra z wybranym motywem stylistycznym. Wykonanie podkładki jest bardzo dobre, co jest szczególnie zauważalne w samym materiale na grafice, oraz obszyciach.
Jedyną solą w oku jest powierzchnia antypoślizgowa, tutaj producent powinien rozważyć zastosowanie gumowych materiałów lepszej jakości. Czy poleciłbym więc podkładkę od firmy Monka? Jak najbardziej! Przemawia za tym zarówno jakość produktu, jak i korzystna cena wynosząca ok. 100 zł za takiego giganta.
Za udostępnienie sprzętu do recenzji dziękujemy firmie Monka.





Komentarze
Dodaj nowy komentarz: