Recenzja

Recenzja Virtua Fighter 5 Final Showdown

Długie 5 lat było nam czekać na pojawienie się następnej odsłony Virtua Fighter na konsole. Ostatnią wydaną na PS3 i X0 było Virtua Fighter 5 w 2007 roku, później nastąpiła długa przerwa. Na automatach niedługo potem ukazał się Final Showdown, który o dziwi trafił parę dni temu w cyfrowej dystrybucji na PlayStation Store oraz Xbox Live Arcade.

Jeżeli ktoś nie miał okazji zagrać/dowiedzieć się, czym jest Virtua Fighter, to na wstępie przypomnę – jest to seria bijatyk, która parę lat temu konkurowała z serią Tekken o miano najlepszego mordobicia na rynku. Wymagająca, lecz dająca niezwykłą satysfakcję z toczenia kolejnych pojedynków. Wraz z ukazaniem się wersji cyfrowej, w grze mamy do wyboru standardowo tryb dla Jednego gracza, możliwości walki przez dwóch graczy przy jednej konsoli, pojedynki w sieci, trening, kustomizację postaci i dostęp do TOP listy. Czego chcieć więcej?

Standardowo w serii Virtua Fighter, sterowanie oparte jest na 3 przyciskach – P, K, G, co odpowiada Punch, Kick, Guard, na padzie odpowiednio – X, O, [ ]. System z pozoru prosty, pozwala jednak wprawnemu graczowi dokonywać niesamowitych wyczynów postaciami. A tych mamy dość sporo, dokładnie 19, każda ze swoim unikalnym stylem walki i ciosami. Nowymi w stosunku do Virtua Fighter 5 są – Taka-Arashi, zaliczający powrót do serii po Virtua Fighter 3 zawodnik sumo oraz karateka Jean Kujo. Szczególnie z tych dwóch postaci, świetnie prezentuje się Kujo, którego serie ciosów wyglądają boleśnie i są bardzo skuteczne, zaś mi osobiście miejscami przypomina Akirę. Wraca również panteon pozostałych, sztandarowych wojowników serii – wspomniany Akira, Jacky, Sarah, Pai, Lau, Wolf, Kage, Lion, Aoi, Eileen, Shun-Di, El Blaze, Vanessa, Lei-Fei, Brad oraz Goh. Każda postać otrzymała kilka nowych serii ciosów, niektórym dość mocno pozmieniano combosy oraz animacje – auto-kontra Jackiego to małe mistrzostwo świata. Grafika, pomimo upływu lat, wciąż prezentuje się świetnie, choć nie ma już takiego opadu szczęki jak 5 lat temu, kiedy na rynku debiutowało Virtua Fighter 5. Zawodnicy wykonani są z wielką dbałością o detale – poruszające się elementy ubrań, świetna animacja włosów, ogólnie warstwa techniczna gry budzi uznanie. Wygląd otoczenia również nie przynosi wstydu, co prawda niektóre areny mogą odstawać poziomem wykonania od reszty – mam tu na myśli Sanctuary oraz River, ale w ogólnym rozrachunku, areny dają radę.

No to przejdźmy do mięska, czyli trybu dla jednego gracza oraz walki z żywym przeciwnikiem. W tym pierwszym mamy do wyboru Arcade, Score Attack, Licence Challege oraz niedostępny dla mnie Special Sparring. Do tego ostatniego wrócę trochę później i wyjaśnię, czemu nie mogę w niego zagrać. Arcade, jak sama nazwa mówi, to walka z kilkoma zawodnikami i dojście do finałowej walki z Akirą oraz bonusowym starciem z Dural, która walczy każdym stylem. Score Attack to wybranie jednej z trzech dróg – każda ma inny zestaw zawodników do pokonania, lecz na końcu i tak czeka na nas Akira. Po skończeniu którejś drogi, nasz wynik jest zapisywany na liście graczy. Dobre dla tych, co lubią rywalizować na punkty. Licence Challenge to nowość – mamy tutaj do wyboru testy, na przykład na atak, obronę, ofensywne ruchy, combo, rzuty czy specjalne zasady. W każdym mamy wykonać określone zadanie lub wygrać mecz. Każda Licencja to 3, 5 lub 7 walk. Wykonując zadania awansujemy swoją klasę, przykładowo z B1 na B2. Ostatni tryb do Special Sparring i tutaj pierwsze duża wada Final Showdown. Jest to tryb, w którym możemy walczyć z przebranymi według naszego widzimisie postaciami. I to tylko wtedy, kiedy mamy wykupione WSZYSTKIE DLC do postaci. Jeśli macie tylko jedno, zapomnijcie, że zagracie w tym trybie. Wszystko albo nic. Nawet, jeżeli gracie online i wasz przeciwnik ma dodatkowe stroje lub przedmioty i tak ich nie zobaczycie – postać będzie ubrana w standardowy strój.

Drugą sporą wadą jest jednak brak trybu Quest znanego bardzo dobrze jeszcze ze stareńkiego Virtua Fighter 4 Evolution i z samego Virtua Fighter 5, w którym mogliśmy wygrywać emblematy, zdobywać kasę, a następnie kupować za to przedmioty dla postaci, filmiki i awansować swoją postać. Tutaj tak nie ma, co według mnie jest wielką stratą, bo naprawdę ten tryb potrafił przedłużyć żywotność gry niejednemu graczowi. Jak sobie przypomnę ile rzeczy było do zdobycia w VF4 Evo lub VF 5 to głowa mała. Trybu Versus nikomu nie trzeba tłumaczyć, jeśli macie 2 pady i kolegę, który lubi bijatyki, zaproście go śmiało na mały pojedynek, a gwarantuję, że szybko nie skończycie. Dla nowych przewidziano jak zawsze rewelacyjny tryb treningowy, w którym uczymy się zupełnych podstaw i każdych ciosów, włącznie z kombinacjami po kolei lub swobodny trening i sami wybieramy jak postać, z którą trenujemy ma się zachowywać.

Online. Posiadacze PS3 dopiero z tą odsłoną mają możliwość walki z innymi graczami przez sieci. Virtua Fighter 5, które ukazało się na konsolę Microsoftu dostało taką opcję, choć pojawiały się plotki, że SEGA pracuje nad łatką dodającą online dla PS3. Sam tryb sprawuje się bardzo dobrze, grając ze znajomym nie odczuwałem problemów z połączeniem – tzw. “lagów”, wszystko chodziło szybko i sprawnie. Mając stoczyć tylko 3 walki na szybko, skończyliśmy blisko 2 godziny później. Czasami może się zdarzyć odczuwalne zwalnianie, ale tylko jeśli wybierzemy wyszukiwanie Worldwide, zamiast Same Area.W każdym razie gracze są wyszukiwani bardzo szybko, co jest dużym plusem. W trybie walk rankingowych nasza postać awansuje na coraz wyższe stopnie – za wygraną dostajemy 4 punkty, za przegranie 2. Istnieje również możliwość stworzenia sobie pokoju, w którym może znajdować się do 8 graczy – sami zresztą wybieramy jaka ich ilość nas interesuje, ile rund ma zawierać walka oraz ile czasu ma trwać. Możliwości jest naprawdę sporo.

Virtua Fighter 5 Final Showdown to naprawdę kawał świetnej bijatyki – spora ilość postaci do ogrania, świetnie działający tryb online, rozbudowany trening dla początkujących oraz sporo licencji do wykonania pozwalają spędzić z nią bardzo miło czas. Boli przede wszystkim brak trybu Quest oraz ograniczenie kustomizacji postaci do kupna DLC. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że jedno DLC kosztuje 16 zł. To o wiele za dużo. Małym pocieszeniem jest fakt, iż posiadacze abonamentu PlayStation Plus mogą ściągnąć grę zupełnie za darmo do 4 lipca 2012. Jeżeli jednak nie macie abonamentu i chcecie kupić grę, zalecam dołożenie kilkunastu złotych więcej i kupno wersji ze wszystkimi dodatkami za 89 zł.

Nasza ocena: 8.5/10

Platformy:
Czas czytania: 6 minut, 21 sekund
Komentarze
...
4359 dni temu

Mój konik. Przeczytam i mam nadzieję, że Plissken nie zawiódł. Tak na szybko, widzę, że jest dobrze.

Tak w ogóle, rozegrałem dziesięć meczy rankingowych i wręcz zmiażdżyłem oponentów. Nie wygrał nikt.

odpowiedz
...
#2
~lul
4359 dni temu

[quote=Sylvan Wielki]Mój konik. Przeczytam i mam nadzieję, że Plissken nie zawiódł. Tak na szybko, widzę, że jest dobrze.

Tak w ogóle, rozegrałem dziesięć meczy rankingowych i wręcz zmiażdżyłem oponentów. Nie wygrał nikt.[/quote]

Poważnie? O_o

Znalazł się kurna wszechwiedzący z kompleksem bycia zajebistym. Dzizas obudź się dziecko ze snu i przestań zachowywań jak nadęty swoim ego pajac.

odpowiedz
...
4359 dni temu

Koledzy, powiedzcie mi czy warto kupować FS'a mając pudełkowego VF5? Nie bawi mnie customizajca postać, ani gra online. Czy jest coś więcej w tej edycji, co usprawiedliwiałoby zakup?

odpowiedz
...
4359 dni temu

Standardowo zmieniono wygląd animacji ciosów, pozmieniano kombinacje i przede wszystkim dodano 2 nowe postacie - jeżeli nie ciągnie Cię do online ani nie bawi kustomizacja, zostań przy VF 5.

odpowiedz
...
4359 dni temu

Z bijatyk do tej pory najbardziej lubiłem Soul Calibura czy DoA. Myślałem, że VF5FS będzie po prostu trudny i mnie zniechęci, ale zagrałem z kumplem parę walk i o dziwo strasznie mi się gra spodobała. Daje jakąś taką niesamowitą frajdę przy walkach, mimo że nie jest jakoś super śliczna. Tytuł jak najbardziej zacny :)

odpowiedz
...
#6
~Bobas
4359 dni temu

A ja nadal twierdzę że przy serii ufc te wszystkie bijatyczki nie maja racji bytu.

Kiedyś strasznie mnie takie sztuczne gierki rajcowały ale dziś?! Choć w poprzedniej generacji jeszcze namiętnie ciorałem w ttt i t5. Lubiłem też się wyluzować przy najlepszej z części sc2. Za najlepszą mordoklepkę wszech czasów uważałem t3 a wychowałem się na salonowym sf2 i później mk1.

Ale dziś nie mogę tego zdzierżyć i kijem nie dotknę. Już w czasach znakomitej czarnulki otarłem się o K-1 World Grand Prix

czy znakomitą masakrycznie grywalną miażdżącą jajka t5 i całej tej plejadzie cukierkowych gwiazd

Pride FC: Fighting Championships Wielki szacun dla tej pozycji. Klimat i grywalność to najwyższa półka.

Na dzisiejszy dzień tylko ufc undisputed 2010 Reszta przy tym jest bez emocji.

odpowiedz
...
4359 dni temu

Zależy od podejścia. Pod względem technicznym nie ma nawet co UFC przyrównywać do tak technicznej gry jaką VF jest. UFC ma przewagę w jednym, ale niezwykle ważnym, segmencie - uniwersalności mianowicie.

Można przy niej się świetnie bawić jako wprawny gracz tudzież osoba w ogóle nie znająca się na binarnej rozrywce - np dziewczyny są UFC zachwycone bardziej niż LBP (ale to zapewne przez spoconych, macających się facetów).

VF5FS przynosi ogrom zróżnicowania. Nowe zagrania, zmieniona (i to jak - TFT) charakterystyka kluczowych zagrań, to niemalże taka zmiana jak przy VF4 - VF4 evo, zatem niemal nowa część, gdyby popracować nad oprawą i niektórymi elementami (choć w FT jest sporo tego, vide plansze).

Zasadniczo rzecz ujmując - warto ja kupić jak cholera.

Grafika znacznie się postarzała, ale cała reszta (no, prawie), to najwyższa półka.

odpowiedz
...
#8
~Bobas
4359 dni temu

Przecież owa twoja uniwersalność pasuje jak ulał do cukierków typu sc czy t czy o zgrozo doa.

Vf ma troszeczkę inną mechanikę i styl który tak na prawdę charakteryzuje się tylko odbiegającym od reszty sposobie sterowania i zwykły casual tylko przez pierwsze pieć minut ma dość a za chwilę wymiata jak weteran. Nie raz miałem okazję grać w te plastelinki z dziećmi i efekt szczęścia początkującego tzw klikanie na pałkę przynosiło niezłe efekty i uśmiechy na dziecięcych buziach. Możesz mówić co chcesz ale nie przekonasz mnie już do fikcyjnego łupania megaga lalkami w przedziwnych gejowskich szmatkach.

Wolę realizm i zasady. Sportowe podejście i odrobinę szczęścia bo tu ko to nie wymęczenie paska przeciwnika i stosowanie jakiś idiotycznych fikołków. Czyli ta rzekoma najwyższa półka to w istocie ten sam ciągle wałowany schemat z wyimaginowanymi bajecznymi plastelinowymi postaciami i ich nie koniecznie przypominającymi broń zabaweczkami. Przejadło się dawno. Ale szacun dla młodych

odpowiedz
...
4349 dni temu

Bobas, kwestia gustu. Nie będę negował wyboru innych. Jak dla mnie, ktoś tam może twierdzić, iż pierwszy MK ownuje każda inną grę tego typu, jednak z tym "coś tam pogram i wymiatam", absolutnie się nie zgodzę.

Pamiętam jak razu pewnego zebraliśmy się dość silna ekipa od mordobić (sporo graczy z czołówki). Tekkenowcy drwili z VF, że ubogi system, że P,K,G, et cetera.

[quote=lul]Poważnie? O_o

Znalazł się kurna wszechwiedzący z kompleksem bycia zajebistym. Dzizas obudź się dziecko ze snu i przestań zachowywań jak nadęty swoim ego pajac.[/quote]

Obudziłem się. Rozegrałem kolejne walki. Tym razem rundy nie oddałem. -_- Racja, lepiej napisać, że się jest słabym w nią O_o

odpowiedz
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: