W ramach EA Access ogrywam sobie właśnie zaległe Need for Speedy, na które inaczej szkoda by mi było kasy. I wiecie co? Ogrywając część z 2015 roku mam wrażenie, że na trailerze NFS Heat widzę to samo. Owszem, pojawiło się trochę więcej opcji customizacji lakierów/spojlerów/bajerów, do tego poza "nielegalnymi" wyścigami mamy też te legalne, za dnia, a policja zdaje się być nieco bardziej inteligentna i agresywna, ale jak widzę kawałki fabularne, z "ziomalami" którzy ziomali to widzieli tylko na zdjęciach i grają sztywno niczym w "Trudnych sprawach" - naprawdę nie mam ochoty sprawdzić tej gry. Zwłaszcza, że NFS ma swój idiotyczny niby-arcadowy styl sterowania (auta driftują same z siebie nawet jak tego nie potrzebujesz), czy rubber-banding (jak jedziesz szybko - przeciwnicy przestają się w pewnym momencie oddalać, a jak Cię wyprzedzą to też ciągle są blisko, jakby magiczna bariera nie pozwalała odjechać im dalej niż 300m od gracza).

Wyścigi za dnia, customizacja swojej postaci i tłumy kibiców za dnia (którzy pewnie na jakimś pseudo-twitterze czy innym ea-instagramie kibicują nam pod osłoną nocy) to jednak za mało, żeby ulepszać bryki "punktami reputacji". NFS jest niemal jak FIFA, tylko co dwa lata a nie co rok. Trochę zmienią, coś zniknie, żeby potem za 2-3 gry znów wrócić, ale generalnie seria stoi w miejscu i szkoda, że nikt nie próbuje jej rzucić rękawic. Bo GRID to jednak pozycja dla nieco innych graczy - też nie symulacja, ale bez "tuningowania". Mimo wszystko, dwa pierwsze Undergroundy wciąż są lepsze niż ostatnie 4 gry NFS (wliczając HEAT).