Jeszcze w trakcie świąt, konsola PS Classic staniała w większości polskich i zagranicznych sklepów, z pułapu 450zł do 275zł. Sprzedaż okazała się słaba z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze, jeszcze przed premierą zarzucano, że zestaw gier który trafił na konsolę, nie jest najlepszy, a sporo naprawdę dobrych i dobrze sprzedających się gier w ogóle nie trafiło na konsolę. Po drugie, część gier to wersje PAL, które mają mniej klatek na sekundę (50 zamiast 60) - co w przypadku np. Tekkena 3 oznacza nieco wolniejszą grę.

Już po premierze wydało się z kolei, że konsola to po prostu komputerek z otwartoźródłowym emulatorem, który do tego nie do końca daje sobie radę z obsługą dostarczonych gier, lagując przy większej ilości grafiki. Pamiętajmy jednak, że mówimy o konsoli, która miała 3.5MB ramu i procesor o taktowaniu 34MHz, podczas gdy Classic ma... 1GB RAM i 4-rdzeniowy procesor taktowany 1.5GHz. Emulacja software'owa nie była więc dobrym posunięciem.

Z drugiej strony odkryto, że bez problemu można wsadzić do konsoli pendrive z grami i wystarczy tylko dodać odpowiedni plik konfiguracyjny, aby odpalać kopie zapasowe - z emulatora nie usunięto opcji ładowania obrazów i normalnie można obsługiwać konsolę niemal dowolną klawiaturą... Oczywiście nie jest to zgodne z licencją sprzętu i nie zachęcam do takiego działania - ale przyznacie, Sony totalnie nie przyłożyło się do tego produktu, zupełnie jakby wykonał go jakiś chiński producent działający na GearBest czy AliExpress, a nie firma kojarzona jednak z porządnym sprzętem.

Poniżej recenzja z serwisu ARHN.EU: