Po raz kolejny spotykamy się w tym zacnym gronie, przyglądając się zmierzającej do steamowego, wczesnego dostępu, produktowi wpisującemu się w szerokopojęty gatunek survivali. Tym razem przetrwać, próbować będziemy w przestworzach, eksplorując archipelag zawieszonych w powietrzu wysp. Podobny setting zwiedzaliśmy nie tak dawno w Aloft , a na horyzoncie już teraz widać inne produkcje skupione na lataniu. Sprawdźmy, jak Wczesny Dostęp do Echoes of Elysium wypada na tle konkurencji, i jak wiele z materiałów reklamowych znajdziemy podczas faktycznej rozgrywki.
O kreatorze postaci, którego zabrakło
Zazwyczaj wrażenia ze steamowych survivali rozpoczynam od kilku słów na temat kreatora postaci. Tym razem tego się nie doczekacie, bo kreatora w grze zabrakło. Do wyboru mamy dwa modele i na tym nasza wolność się kończy. Echoes of Elysium oferuje rozgrywkę w trybie kooperacji do 6 osób i jeżeli ma to się opierać na bieganiu grupą klonów, to nie wróżę jej sukcesów. Zakładam jednak, że ograniczenie to wynika jedynie z faktu, że to (bardzo) wczesny dostęp.
Wziął i wybuchł, czyli niesamowita historia
Fabuła Echoes of Elysium zaprasza nas do kolejnego uniwersum, w którym doszło do tajemniczego kataklizmu, przez który świat zmienił się w powietrzny ocean upstrzony lewitującymi wyspami. Na domiar złego wszędzie dookoła grasują zabójcze maszyny z frakcji Heron. Wcielamy się w śmiałka, przed którym staje zadanie przetrwanie w tej nieprzyjaznej krainie, oraz odkrycie jej tajemnic.
Nie jest to najbardziej porywający początek historii, a sam setting jest ostatnio wyjątkowo popularny. W trakcie zabawy nie czułem się też przesadnie zachęcony do zagłębienia się w lore Elysium. Obecnie tło fabularne stanowi w mojej ocenie jedynie pretekst do tego, żeby pchnąć w kierunku zorientowanej wokół rozbudowy latającego statku — fortecy.
Miło, że gra nie wrzuca nas od razu na głęboką wodę bez żadnych wskazówek odnośnie do tego, od czego powinniśmy zacząć. Przejmując kontrolę nad postacią, dostajemy od razu nasz statek (choć pozbawiony niezbędnych do poruszania się żagli) oraz zadanie przywrócenia go do stanu używalności.
Misje nie prowadzą nas krok po kroku wyjątkowo dokładnie, ale z ich opisu możemy raczej łatwo zrozumieć jak osiągnąć kolejny cel. Oczywiście, o ile posługujemy się jednym z obsługiwanych przez grę języków. Polskiego na obecnym etapie nie uświadczycie i wydaje mi się, że osoby ze słabą znajomością angielskiego mogą czuć się bardzo zagubione.
Walka, ale głównie z bugami
Na model walki w Echoes of Elysium składają się atak, blok i unik, czyli absolutne podstawy, jakich moglibyśmy oczekiwać od tego typu produkcji. Nasze możliwości ogranicza w pewnym stopniu zapas dostępnej kondycji, ale limity nie są tak restrykcyjne jak w grach typu souls like.
Samo to, że wachlarz dostępnych ruchów jest bardzo skromny nie stanowi równie wielkiego problemu co odczucia płynące ze starć. Uderzeniom brak zauważalnego impaktu. Postać macha tym, co akurat ma w ręce w bardzo niezgrabny, a wręcz drewniany sposób. Pojedynki z maszynami nie dawały mi żadnej satysfakcji. To jedynie mozolne zbijanie paska zdrowia przeciwnika, którego starałem się unikać na tyle, na ile gra mi na to pozwalała.
Nie pomaga też fakt, że wrogowie są zbugowani w stopniu zakrawającym o wczesną alfę. Sprawiają wrażenie zupełnie pozbawionych elementarnej sztucznej inteligencji, która pozwalałaby im na cokolwiek innego, niż ślepe szarżowanie w naszym kierunku. Podczas prób dobrania się nam do skóry, nie mają oni żadnych oporów przed przenikaniem przez obiekty i tekstury, czy dosłownie znikania i teleportowania się w różne miejsca.
Jeszcze zabawniej robi się, gdy uda im się do nas dotrzeć. Wtedy wyprowadzane przez nich, słabo telegrafowane ataki, potrafią trafić nas nawet gdy stoimy za ich plecami. Sytuacje gdy obrywamy atakiem, którego animacja zaczyna się dopiero sekundę czy dwie później, są tutaj nagminne. Robotyczni napastnicy bardzo chętnie też odlatują w powietrze i stają nam na głowie, kompletnie nie ogarniając, dlaczego nie mogą nas uderzyć, skoro, teoretycznie, stoją w tym samym miejscu co my.
Przy tutejszych agresorach będąc, muszę pochwalić twórców za to, że udało im się przygotować całkiem fajny design wrażych legionów. Nie napotkałem zbyt wiele modeli wrogów, ale każdy prezentował się ładnie. Inną sprawą jest to, że wyglądają też dziwnie znajomo. Jestem prawie przekonany, że ktoś tu się mocno inspirował innym tytułem. Jeżeli jednak przepełnione błędami starcia Was nie pociągają, to najlepiej jest podziwiać ich z daleka.
Drewka łupanie i tekstur znikanie
Pozyskiwanie surowców, moim zdaniem, jest jedną z najważniejszych mechanik w grach typu survival. W końcu spędzamy na tym jakieś 50% naszego czasu. Z tego powodu zwracam na ten aspekt szczególną uwagę przy każdym tytule, jaki mam okazję przetestować. Echoes of Elysium zawodzi pod tym względem na całej linii.
Rąbanie drewna czy stert porozrzucanych metalowych odpadów jest zupełnie pozbawione duszy. Dostajemy brzydką, niechlujną animację, która do tego lubi się ni z gruchy, ni z pietruchy zawiesić, nie wiedzieć do końca dlaczego. Na koniec maltretowany przez postać surowiec znika, a jego okruchy magiczne wpadają do naszego inwentarza. Zebrane surowce łączą się w dosyć skromne stacki w naszym ekwipunku, więc wyprawy łupieżcze szybko kończą się informacją o braku miejsca. Zapomnijcie o fizyce ściętych drzew jak np. w Valheim. Na nic takiego, jeszcze się tutaj nie natknąłem.
Drewno z przerwami
Mógłbym przymknąć oko na prostotę systemów i normalne na tak wczesnym etapie bugi, gdyby przynajmniej poruszanie się po świecie było doświadczeniem dopracowanym. Niestety, to kolejny obszar, na którym gra potyka się o własne nogi. Odnoszę wrażenie, że kolejkowanie animacji jest tu kompletnie skopane.
Postać raz reaguje na nasz komendy, a innym razem stoi w miejscu. Podczas walki i zbierania nigdy nie mogłem przewidzieć, jak zachowa się bohater. Czy uderzy siekierą, ruszy się w bok, a może podskoczy? Do tego podczas skoku grawitacja momentalnie przełącza się między ziemską a księżycową, zaś sama postać przy każdym podskoku wykonuje go jakby podwójnie, ponieważ przytrzymanie odpowiedzialnego za tę akcję klawisza powoduje rozłożenie odrzutowego plecaka. Widać, że produkcja ma duży problem z łączeniem następujących po sobie animacji.
Po zbieraniu jagód chodziliśmy budować fregaty
Wytwarzanie w Echoes of Elysium stoi obecnie na poziomie mechaniki zbieractwa. To najbardziej podstawowa implementacja, jaką widujemy w tego typu produkcjach. Głównie przetwarzamy zebrane materiały przy stole rzemieślniczym, aby uzyskać części niezbędne do zbudowania lub ulepszenia kolejnych części naszego okrętu.
Budowanie to kolejna mechanika, która mocno rozczarowuje. Nasze dzieła składają się z ogromnych klocków, które mają wiele ograniczeń odnośnie tego gdzie możemy je postawić. Jeżeli twórcy postanowią pozostawić ten system w obecnym formie to nawet dodanie wielu kolejnych możliwych do zamontowania na statku burt czy innych przyrządów, nie zmieni tego, że gra nie pozwoli nam zaszaleć z projektami naszych maszyn. Czułem się mocno rozczarowany faktem, że zdecydowano się na tak proste rozwiązanie. Zwłaszcza, że materiały promocyjne skupiają się na budowaniu statku.
Model latania naszym pogromcą przestworzy jest akceptowalny. O ile znajdziemy w sobie na tyle samozaparcia, aby poświęcić czas na jego rozbudowę i instalację lepszej jakości silników czy innych elementów sterujących maszyną. Zanim jednak dotrzemy do tego etapu, czekają nas długie godziny mozolnego, powolnego sunięcia naprzód klocem, który ciężko rozpędzić, zatrzymać, a przede wszystkim nim skręcić. Ewentualna przyjemność z poruszania się nim to nagroda, która czeka jedynie na najwytrwalszych zawodników.
Miejscami atrakcyjnie
Oprawa graficzna wypada całkiem nieźle wtedy, kiedy działa. Bywa, że jakieś tekstury lub obiekty nagle znikną, albo na naszej drodze objawi się niespodziewana, niewidzalna ściana. Abstrahując od problemów, widoki, które mogą się podobać, napotykamy tutaj dosyć często. Gra ma przyjemny dla oka, przerysowany, mocno komiksowy styl, który lubię.
Pod względem muzyki, wczesny dostęp Echoes of Elysium nie jest produktem, wyróżniającym się na tym polu. Muzycznie jest mocno przeciętnie. Przez większość czasu słuchamy nijakiego plumkania w tle. Brakowało mi dynamicznej oprawy dźwiękowej, która współgrałaby z tym, co dzieje się na ekranie. Nie jest źle, ale dostrzegam tutaj jeszcze wiele do poprawy.
Marnej jakości alfa
Zapewne już sobie to uświadomiliście podczas lektury wcześniejszych akapitów, ale produkcja Loric Games, Inc.znajduje się obecnie w tragicznym stanie technicznym. Jakiekolwiek nieźle rokujące pomysły twórców rozbijają się o warstwę bugów i innych technicznych problemów, które zabijają tę wszelką frajdę, jaką moglibyśmy czerpać z rozgrywki.
Nawet jeżeli postanowimy przymknąć oko na niedoróbki i zainwestujemy w naszą bazę więcej czasu, to może nam przytrafić się bug, przez który ładowanie servera kończy się każdorazowo wyrzuceniem do pulpitu. W każdym razie mnie to dotknęło i odebrało nadzieję na znalezienie w Echoes of Elysium czegoś zrobionego naprawdę dobrze.
Jeżeli jednak skusicie się na grupowe podbijanie niebios, to, o ile uda Wam się połączyć (w moim przypadku sukcesem kończyła się średnio 1 na 5 prób), faktyczna rozgrywka wiele na tym nie zyskuje. Obecność znajomych nie naprawi mechanik, które są popsute i słabo przemyślane.
Dostęp (Przed) Wczesny
Sięgając po Echoes of Elysium byłem szczerze podekscytowany przygodą, jaka na mnie czeka. Materiały promujące produkcję studia Loric Games, Inc. wyglądały na tyle dobrze, że oczekiwałem angażującej rozgrywki pełnej dynamicznych starć z maszynami na ziemi i w powietrzu. Tymczasem, obecnie gra to zaledwie szkielet czegoś, co może kiedyś będzie warte ogrywania. Problemy ze sterowaniem i animacjami w połączeniu z prostymi, pozbawionymi głębi mechanikami, odbierają resztki radości, jakie można czerpać z obcowania z tym tytułem. Obecnie nie jest to coś, co mógłbym polecić, ponieważ jedyne co czuje po spędzonym z Echoes of Elysium czasie, to rozczarowanie.












Komentarze
Dodaj nowy komentarz: