Od wielu lat słuchałem opinii o tym, jak wielkim przełomem są ekrany OLED. W internecie znajdziemy prawdziwy ocean opinii o tym, jak wspaniałe kolory, genialną czerń i nieskończony kontrast oferują. Po przebojach z monitorami korzystającymi z matryc IPS i VA, przyszła pora, abym i ja sprawdził, o co ten cały szum. Czy Philips Evnia 34M2C6500 sprawił, że zakochałem się w tej technologii?
Specyfikacja
- Adobe RGB: 97,8%
- DCI-P3: 99,3%
- sRGB: 148,8%
- HDMI 2.0 - 2 szt.
- DisplayPort 1.4 - 1 szt.
- Wyjście słuchawkowe - 1 szt.
- USB 2.0 - 1 szt.
- USB 3.2 Gen. 1 - 1 szt.
- USB Typu-B - 1 szt.
Na samym starcie, pudełka otwarcie
Philips Evnia 34M2C6500 dotarł do mnie w gigantycznym i świetnie zabezpieczonym opakowaniu. W środku producent umieścił mnóstwo styropianowych wypełniaczy, które dobrze dbają o to, aby sprzęt nie ucierpiał w trakcie transportu.
W środku, poza samym monitorem, znajdziemy ramię, podstawę, przejściówkę do standardu VESA oraz zestaw przewodów, czyli HDMI, DisplayPort, USB-B i kabel zasilający. Nie zabrakło też obowiązkowej papierologii, której i tak pewnie nigdy nie otworzycie.
Montaż całości jest szalenie prosty i beznarzędziowy. Podstawę wkręcamy znajdującą się w niej śrubą do ramienia, a następnia całość łączymy ze znajdującym się z tyłu obudowy zatrzaskiem.
Pod względem jakości wykonania, momentalnie widać oszczędności, jakich szukał producent. Tył obudowy to, całkiem ładny, geometryczny wzór, ale sam plastik, z jakiego został wykonany, nie jest najprzyjemniejszy w dotyku. W codziennym użytkowaniu i tak nie robi to większej różnicy, więc ograniczenie kosztów w tym miejscu to rozsądny pomysł.
Znacznie gorzej jest jednak z samą podstawą. Po pierwsze, jest gigantyczna. Nie tylko zajmuje mnóstwo miejsca na biurku, ale przez to, że nie jest płaska, utrudnia zagospodarowanie miejsca pod monitorem. Po drugie, to chyba najbrzydsza podstawa, jaką kiedykolwiek widziałem. Ze względu na dziwaczny wzór, właściwie zawsze wydaje się być brudna.
Z plusów dołączonego uchwytu, uwagę zwrócić należy na dosyć bogate możliwości regulacji. Zakres zmiany wysokości w pionie to 130 mm, monitor możemy pochylić w górę o ~20° i w dół o ~5°, lub obrócić o ~30° w lewo oraz prawo. Jeżeli nic z tego nie robi na Was wrażenie, możecie wykorzystać własne ramię pozwalające na montaż w standardzie VESA 100 x 100 mm.
Pierwsza klasa, portów masa
Philips Evnia 34M2C6500 oferuje bardzo bogaty zestaw portów, dzięki czemu podłączymy go do każdego urządzenia, jakie posiadamy, a pewnie nawet wtedy, zostaną nam wolne złącza. Żeby nie było jednak zbyt idealnie, decydując się na ten monitor, powinniście zdawać sobie sprawę z pewnych nieco kontrowersyjnych decyzji sprzętowych w jego budowie.
Po pierwsze, mamy tutaj DisplayPort w wersji 1.4. Z punktu widzenia użytkowników komputerów osobistych, to właśnie ten port jest najważniejszy, a to z racji tego, że jako jedyny pozwala na uzyskanie pełnego odświeżania 175 Hz, jakimi producent chwali się w specyfikacji.
Po drugie, znajdziemy tu dwa złącza HDMI 2.0. Właśnie w tym miejscu odczuwalne jest największe ograniczenie konstrukcji — ze względu na brak standardu HDMI 2.1, maksymalne odświeżanie ograniczone jest do 100 Hz. To szczególnie istotne dla użytkowników konsol obecnej generacji (Xbox Series X|S/PlayStation 5), którzy nie będą mogli pograć w 120 Hz, na jakie pozwalają niektóre gry.
W praktyce sprawa z odświeżaniem na konsoli wygląda następująco: PlayStation 5 twierdzi, że VRR nie jest obsługiwany. Jeżeli technologia ta znacząco wpływa na Wasz komfort zabawy, to możecie poczuć się rozczarowani. Na szczęście tryby wymagające ekranu 120 Hz i tak działają, więc można zrobić użytek z mocy wersji Pro i pograć, na przykład, w 40 FPS i RayTracingiem.
Następnie mamy rzecz, którą uwielbiam i bardzo sobie cenię, czyli hub USB. Jest podzielony na USB typu B, które łączymy z komputerem dołączonym do zestawu przewodem, oraz dwa porty USB, 2.0 i 3.2 Gen. 1, z których jeden oferuje szybkie ładowanie. Złącza USB dostępne właściwie pod ręką, to funkcja szalenie przydatna w codziennym użytkowaniu, dzięki której nie tylko nie musimy szukać wolnych miejsc z tyłu obudowy, ale też możemy, na przykład, podłączyć odbiornik do naszych bezprzewodowych peryferiów i zmniejszyć ewentualne zakłócenia.
Zaraz obok znajdziemy wyjście słuchawkowe 3,5 mm. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że monitor nie posiada wbudowanych głośników. W menu OSD możemy zarządzać głośnością, więc spodziewam się, że wielu użytkowników może być zaskoczonych tym, że po zmianie głośności na maksymalną nadal nic z Evni nie słyszą. Widoczne tam wartości odpowiadają jednak za moc podłączonych słuchawek.
Wisienką na torcie jest blokada Kensington, o której wspominam jedynie z recenzenckiego obowiązku, bo wątpię, że kiedykolwiek z niej skorzystacie. Bo blisko dekadzie biurowej pracy dalej nigdy do niczego mi się nie przydała, ale zawsze lepiej jest coś mieć, niż nie.
Jedyne czego zabrakło i co uważam, że faktycznie może mieć znaczenie dla niektórych użytkowników to złącze USB typu C. Brak takiego czy to z funkcją Power Delivery, czy wyjściem wideo, może okazać się niewielką niedogodnością.
Niezwykle krytyczne, kwestie techniczne
Philips Evnia 34M2C6500 to monitor ultraszeroki. Na 34 calach matowej matrycy, pozwala na wyświetlenie obrazu w rozdzielczości 3440 x 1440 pikseli (format obrazu 21:9) przy maksymalnie 175 Hz odświeżania. Imponujący jest czas reakcji, który wynosi zaledwie 0,03 ms (GTG). Jasność ekranu to 250 (SDR) i 450 (HDR) cd/m². W skrócie, nie musicie obawiać się, że coś będzie słabo widoczne w mocno nasłonecznionym pokoju. Właśnie w takim sprzęt testowałem i nawet na 80% mocy podświetlenia było za jasno.
Entuzjaści kolorów będą zapewne zadowoleni z imponującego pokrycia gamutów: 169% sRGB, 116% Adobe RGB oraz 120% DCI-P3. Tak szerokie przestrzenie barwne sprawiają, że kolory są nasycone i żywe. Profesjonalni użytkownicy mogą jednak pokusić się o kalibrację, choć fabryczna delta E jest bardzo niska, często poniżej 1.
W oprogramowaniu pokładowym, jakim zarządzać możemy, korzystając z umieszczonego na tyle obudowy joysticka, znajdziemy szereg mniej lub bardziej gamingowych funkcji. Zmienimy tutaj ustawienia podświetlenie Ambiglow, przełączymy funkcje Picture-by-Picture (PBP) lub Picture-in-Picture (PIP) (obie bardzo przydatne na tak szerokim ekranie), uruchomimy technologię Shadow Boost czy zmienimy widoczność celownika na środku ekranu.
OSD jest dosyć intuicyjny i łatwo znaleźć w nim interesującą nas opcję. Pozwala też na dostosowanie miejsca, w którym wyświetla się na ekranie. Jego jedynym, istotnym minusem jest sposób, w jaki się po nim poruszamy. Niestety, odpowiedzialny za to joystick znajduje się z tyłu obudowy, co bardzo utrudnia dostęp do niego.
Monitor posiada certyfikat Display HDR 400, ale nie polecam korzystać na nim z dostępnego w Windows 11 trybu HDR. Wiele treści wygląda wtedy po prostu źle. Przejścia między czernią i szarością pełne są brzydkich, przejaskrawionych artefaktów. Niestety dużo zależy w tej kwestii od treści, jakie aktualnie przeglądamy. Nie mamy gwarancji, że w trybie HDR będzie ładniej. Może tak być, ale musimy sami to najpierw sprawdzić i porównać z trybem SDR. Sprawa z tą funkcją wygląda zgoła inaczej podczas grania na konsoli. Grając na PlayStation 5 zdecydowanie włączenie HDR polecam, bo obsługujące go produkcje prezentują się wspaniale.
Granie, pisanie i mangi czytanie
Jesteśmy na portalu o grach, więc omówienie wrażeń z użytkowania Philips Evnia 34M2C6500 rozpocznijmy od tych właśnie. Sprawa w tym przypadku jest niezwykle prosta — dzięki właściwościom technologii OLED, wiele produkcji prezentuje się znacznie lepiej. Połączenie niezwykle nasyconych, żywych kolorów i genialnej czerni sprawia, że w wirtualnych światach możemy zatopić się tak głęboko jak nigdy wcześniej.
Zalety matrycy uwidaczniają się przede wszystkim w tytułach z minimalistycznym interfejsem, oraz wieloma kontrastowymi, neonowymi kolorami przeplatanymi czernią. Cyberpunk 2077 czy Avowed dosłownie zyskują na OLED drugie życie. Gdy dodamy do tego technologię Ambiglow, czyli diody z tyłu obudowy, których kolor zmienia się wraz z treściami wyświetlanymi na ekranie, to zabawa, zwłaszcza w nocy, przechodzi na wyższy poziom frajdy.
Żeby nie było tak kolorowo, to nie w każdej grze OLED wypada lepiej. Przykłądowo, w Assassin’s Creed Odyssey, różnica okazała się być dla mnie właściwie żadna. Dopiero dokładne porównanie z monitorem VA wykazała, że kolory faktycznie są trochę lepsze. W innych, zwłaszcza tam, gdzie interfejs i wyświetlane na nim informacje są bardzo istotne, czyli strategiach mniej lub bardziej ekonomicznych, w oczy rzucają się jednocześnie zalety i wady matrycy.
W recenzowanym niedawno City Tales - Medieval Era zwracałem uwagę na malownicze krajobrazy rozrastającego się miasteczka. Te na OLED prezentują się po prostu cudownie. Jednakże, w grze mamy też mnóstwo cyferek do śledzenia, na których uwypukla się największa wada ekranu, czyli rozmazane czcionki.
Dopóki nie zobaczyłem tego na własne oczy, trudno było mi uwierzyć w to, jak wielkim problemem są one dla wielu użytkowników. Czytanie tekstu jest na tyle złym doświadczeniem, że nie mówimy tu o zwykłej niewygodzie, a wrażenie, dosłownie, jakbyśmy świadomie wyrządzali krzywdę własnym oczom. Nawet grając, problem jest na tyle duży, że chociaż byłem zachwycony kolorami w City Tales, to ponieważ często musiałem zerkać na tekst, to nie byłem w stanie pograć dłużej niż pół godziny, ponieważ czułem nasilający się ból głowy.
Jeżeli zajmujecie się programowanie, to propozycja Philipsa nie jest najlepszym wyborem. Testowałem wiele motywów w Visual Studio Code i pod względem czytelności i ergonomii pracy jest dramat. Do tego im mniejszy rozmiar tekstu, tym bardziej problem jest odczuwalny. Oczywiście pisanie dłuższych tekstów, takich jak ten, też na tej matrycy odpada.
Problem z niewyraźnymi czcionkami, znany jako text-fringing, wynika ze specyficznego ułożenia subpikseli w technologii OLED. i nie dotyczy jedynie testowanego modelu. Niedogodność tą (podobno, gdyż sam tego nie sprawdzałem) poprawiły dopiero najnowsze, zaprezentowane na CES 2026 panele QD-OLED czwartej generacji.
Długo walczyłem ze sobą podczas korzystania z YouTube. Pod względem jakości wideo jest zdecydowanie lepiej. Tak samo jak podczas grania, tutaj też OLEDowe kolory robią duże wrażenie. Każdy materiał wygląda znacznie lepiej. Niemniej, zmęczenie oczu jest odczuwalne podczas samego czytania tytułów filmów, zaś przy przeglądaniu komentarzy wolałem przenieść okno przeglądarki na ekran VA.
Na koniec wrażeń mam dla Was ciekawostkę, wynikającą z genialnej szybkości reakcji pikseli matrycy OLED. W niedawnej recenzji portu Avowed na konsolę PlayStation 5, nie zwróciłem uwagi na artefakty zastosowanego w grze upscalera. Na ekranie VA były one maskowane przez typowe dla tej technologii smużenie, zaś w przypadku OLED, jest to coś, co zauważyłem praktycznie natychmiast po uruchomieniu tytułu.
Ze względu na niesamowicie szybki czas reakcji, Philips Evnia 34M2C6500 to rozwiązanie wręcz stworzone do szybkich, kompetytywnych gier sieciowych. Nie ma mowy o tym, że cokolwiek umknie na nim Waszej uwadze. Dodajmy do tego wysokie kontrasty i wbudowany celownik na środku ekranu, i dostajemy maszynę idealną do strzelanek.
Więcej niż jedno zdanie, na recenzji podsumowanie
Czy Philips Evnia 34M2C6500 to sprzęt, który mógłbym z czystym sumieniem polecić? Chyba nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Kwestia tego, czy da Wam mnóstwo frajdy w akompaniamencie pięknych kolorów lub równie dużo naprawdę irytujących problemów, rozbija się o to, do czego będziecie go wykorzystywać.
Jako monitor do pracy, moim zdaniem, to jak dopłacanie za wyrządzenie krzywdy własnym oczom. Podobno dla jednych użytkowników problem z czcionkami jest mniej zauważalny, ale dla mnie, niestety, okazało się to sprawą nie do przeskoczenia. To pierwszy ekran, przez który czułem się, jakby doznał poważnej wady wzroku. Programowanie, pisanie czy czytanie mangi dla mnie nie mają na nim sensu.
Zgoła inaczej sprawa wygląda jednak wtedy, gdy zamierzamy korzystać z niego przede wszystkim jako narzędzie do rozrywki i konsumpcji multimediów. W takim przypadku zalety technologii OLED wychodzą na pierwszy plan. Kolory są piękne i nasycone. Nie widziałem nigdy ekranu IPS czy VA dorównującego pod tym względem, a różnice, nawet na zwykłej, windowsowej tapecie, gdy matryca VA i OLED stoją obok siebie, niezwykle mocno rzucają się w oczy.
Gdybym mógł pozwolić sobie na monitor dedykowany tylko graniu i oglądaniu filmów, to z decyzją o zakupie Philips Evnia 34M2C6500 nie zastanawiałbym się ani chwili. Jednakże, żeby do tego doszło, cena musiałaby spaść o kolejny tysiąc złotych, bo 2449,00 złotych, jakie trzeba wydać za niego na dzień dzisiejszy, to zbyt wiele za sprzęt, o tak wąskich w moim przypadku zastosowaniach. Jeżeli jednak dla Was jest to cena akceptowalna, to jestem przekonany, że z zabawy na Philips Evnia 34M2C6500 będziecie usatysfakcjonowani.
Za udostępnienie sprzętu do recenzji dziękujemy firmie Philips Monitors.















Komentarze
Dodaj nowy komentarz: