Recenzja

Recenzja: Prince of Persia: The Lost Crown

Prince of Persia wychodzi z zamrażarki, i to w jakim stylu!

Seria gier o księciu Persji nie miała łatwo. Mniej więcej od czasu premiery pierwszej odsłony Assassin’s Creed skierowano ją na dalszy plan, w ostateczności porzucając markę na wiele lat. Nagły przebłysk, który pojawił się przy okazji zapowiedzi odświeżenia Piasków Czasu, szybko przygasł w związku z przestarzałą grafiką i wydawało się, że klasyk Ubisoftu znowu wyląduje w szufladzie. Sporym zaskoczeniem okazała się zapowiedź Prince of Persia: The Lost Crown, które poprzez powrót do oryginalnej formuły początkowo rozczarowało naprawdę wielu fanów bardziej współczesnych odsłon. Nie wiem, czy na rynku jest miejsce na nową przygodę księcia w trójwymiarowym świecie. Wiem jednak, że doczekaliśmy się kolejnej świetnej metroidvanii.

Chociaż większość z graczy kojarzy serię Prince of Persia, jako trójwymiarowe gra akcji, to warto pamiętać, że pierwsza gra zaczynała jako pozycja platformowa przygotowana wyłącznie na Apple II. Wraz z rozwojem technologii marka całkowicie zmieniła formułę. Wydawca niespecjalnie jest zainteresowany, aby przedstawić światu kolejną dużą odsłonę. Wydaje się jednak, że twórcom udało się znaleźć grupę odbiorców, która przywita nowy tytuł z otwartymi ramionami.

Sargon i Zaginiona Korona

Zaginiona Korona to reprezentant popularnego w ostatnich latach gatunku metroidvanii. Struktura tego rodzaju tytułu jest stosunkowo prosta. Mówimy tutaj najczęściej o grze platformowej 2D lub 2,5D z otwartym światem, w którym kolejne przejścia otwierane są wraz z rozwojem bohatera o nowe umiejętności pozwalające na coraz bardziej dynamiczną eksplorację. To gry pełne sekretów, w których konieczna jest dokładna analiza na temat aktualnie posiadanych umiejętności, oraz wielokrotne powracanie do tych samych lokalizacji w celu odblokowania kolejnych ścieżek.

Za stworzenie najnowszej historii odpowiada Ubisoft Montpellier, zespół, który ponad dekadę temu przedstawił graczom jedną z najlepszych gier platformowych w historii, czyli Rayman Legends. Chociaż twórcy nie próżnowali i w międzyczasie wyprodukowali kilka mniejszych tytułów, to zdecydowanie zbyt długo musieliśmy czekać, aby zagrać w kolejny, warty uwagi produkt ich autorstwa. Nowa odsłona trzyma się gatunku w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dzięki wzorowaniu się na jakości, którą swego czasu zaprezentowało Hollow Knight, oraz Ori and the Will of the Wisps dokładnie wiedziano, które elementy wykorzystać, aby zaprezentować platformówkę momentami idealną.

Twórcy zdecydowanie wiedzieli, na jakich produkcjach się inspirować, ponieważ przygotowali grę jak najlepiej wykorzystującą sprawdzone już rozwiązania. Na pierwszym miejscu stoi bez wątpienia eksploracja. Mapa gry jest pełna korytarzy, ukrytych przejść oraz skrótów, a bardzo zawiła budowa sprawia, że do każdego zakątka prowadzi co najmniej kilka przejść. Szczególnie dobrze wypada to dzięki temu, że w zwiedzanych miejscach aż roi się od sekretów podzielonych na kilka różnych kategorii, stanowiących inny poziom wyzwania. Raz wystarczy jeden prosty skok, aby dotrzeć do skrzyni, w której czeka wewnątrzgrowa waluta, a innym razem dla przedmiotu o mniej więcej podobnej wartości, konieczne będzie pokonanie skomplikowanej sekwencji platformowej, zebranie przedmiotu i powrót z nim, bez wpadki, której kosztem jest powrót do pozycji startowej.

Zbieraniem znajdziek powinni zainteresować się również ci, którzy nie są przyzwyczajeni do wykonywania takich aktywności. W przypadku gier w tym gatunku nie mówimy wyłącznie o nic nie znaczących notatkach, a kolejnych amuletach, paskach zdrowia i innych przedmiotach, które po zebraniu mogą znacząco ułatwić rozgrywkę. Niektóre z sekretów są schowane całkiem sprytnie i do ich odnalezienia trzeba będzie ruszyć głową, a inne wymagają zręczności i skakania po przyciskach tak jakby chciało się wykonać skomplikowane combo w Devil May Cry. To wszystko oczywiście wpasowuje się w ramy gatunku i cieszy, że Ubisoft nie zdecydował się przygotować łatwej gry, która przechodzi się sama. W tym miejscu warto zaznaczyć, że osoby, które potrzebują łatwiejszego wyzwania, mogą skorzystać z niższego poziomu trudności oraz kilku opcji dostępności, pozwalających na przykład automatycznie pokonać co trudniejsze elementy platformowe.

Zajrzenie w każdy możliwy kąt, oraz wykonanie wszystkich zadań pobocznych to robota na wiele godzin, co sprawiło, że kompletne ukończenie gry wraz ze zdobyciem platyny zajęło mi ponad 34 godziny. Aż do samego końca bawiłem się wyśmienicie, a eksploracja była tak wciągająca, że czas leciał momentalnie, co idealnie wpasowuje się w scenariusz gry. I tak oszczędziłem sporo, ponieważ nie musiałem wielokrotnie latać do tych samych miejsc, aby przypomnieć, dlaczego zostawiłem je na później. Sam jestem w szoku, ale wygląda na to, że Ubisoft przygotował rozwiązanie, które wprowadza niewielką, a jednak bardzo znaczącą dla gatunku innowację. Od samego początku gry do użytku gracza oddane są wspomnienia, czyli specjalne znaczniki, które można wykorzystać w dowolnym momencie i zapisać na mapie miejsce do zapamiętania, wraz z dołączonym ujęciem z rozgrywki. Absurdalnie proste rozwiązanie, które pozwala szybko ocenić, czy jest sens wracać do wcześniejszej lokalizacji, czy jednak przygotowana zagadka, wciąż jest niedostępna do rozwiązania. Z dużą nadzieją liczę, że nowość przyjmie się na dłużej, ponieważ nie dość, że oszczędza czas, to jeszcze pozwala uniknąć niepotrzebnych frustracji.

Książę Persji i siedmiu nieśmiertelnych

Kolejnym motywem, który spotkał się z powszechnym niezadowoleniem, był fakt, że główny bohater, Sargon nie jest tytułowym księciem Persji, a jedynie jednym z siedmiu Nieśmiertelnych, którzy walczą za Persję. Książę pojawia się w grze, jednak ma on dosyć marginalne znaczenie dla całej historii. Aby uniknąć większych spoilerów, nadmienię jedynie, że został on na samym początku gry porwany, a to właśnie do zadań gracza będzie należało odnalezienie i uratowanie następcy tronu. Historia nie jest szczególnie imponująca i chociaż momentami skręca w zaskakujące strony, to jest raczej jedynie wypełnieniem do rozgrywki, niż czymś, co chce się śledzić. Jest to scenariusz bezpieczny, ale całkiem przyjemny. Dobrze radzi sobie jako przerywnik od wymagających starć. Sam Sargon jest postacią, która po prostu nie przeszkadza, tak jak większość przedstawionych w grze bohaterów, ciężko o przywiązanie do któregokolwiek z nich, a o niektórych równie szybko można zapomnieć, jeszcze inni po prostu znikają i w sumie to nie wiadomo co się z nimi stało, bo gra w żaden sposób tego nie wyjaśnia.

Przedmiotowo potraktowane zostały również zadania poboczne, których w grze jest tylko dziewięć i stanowią one bardziej tło pod znajdźki niż nowe historie do śledzenia. Co prawda chce się je realizować, ale wyłącznie dlatego, że w większości można je wykonywać w międzyczasie, podczas pokonywania kolejnych poziomów z wątku głównego. Widać, że nie przykuwano większej uwagi do jakości, a zrealizowano je tak, aby gracz mógł śledzić ilu obiektów kolekcjonerskich, mu jeszcze brakuje.

Warrior of Persia

Na przestrzeni gry Sargon bardzo rozwija swoje umiejętności w walce, ucząc się nie tylko nowych zdolności, ale zyskując całkowicie nowe oręże i dodatkowe moce. Model walki został dopracowany na tyle, że dostępny w grze trening pozwala zastosować tak skomplikowane techniki, których prawdopodobnie nigdy nie przyszłoby mi na myśl wykonać. Na bieżąco otrzymywane umiejętności wzbogacają zestaw o nowe kombinacje. Całość dopełnia system fali Atry, specjalnych umiejętności, które można wykorzystać od czasu do czasu po zapełnieniu paska. Ataki te są często na tyle mocne, że nie znajdują zastosowania przy starciach z pojedynczym wrogiem, ale są bardzo przydatne przy pojedynkach z większymi grupami, lub z bossami.

Niektórzy początkowo mogą czuć się zniechęceni, ponieważ system walki w wyraźny sposób promuje parowanie ataków. Skuteczne odbicie przy walce z więcej niż jednym przeciwnikiem bywa problematyczne, a zbyt wolne odnalezienie się w sytuacji może skończyć się utratą życia bohatera. Blokowanie ataków uzupełnia wcześniej wspomniany pasek Atry, a zablokowanie konkretnych z nich kończy się automatycznym wykończeniem przeciwnika. Z czasem jednak system przestaje mieć aż tak duże znaczenie, ponieważ ilość zdrowia rośnie do tak wysokiego poziomu, że otrzymanie obrażeń nie jest dużą stratą, a im trudniejsi przeciwnicy, tym częściej ich ataków zablokować po prostu nie można.

Dużym wsparciem są na bieżąco zdobywane amulety, których w grze jest łącznie 36. Są to dodatkowe modyfikatory rozgrywki, które pozwalają dostosować ją bardziej pod siebie. Ilość założonych jednocześnie amuletów jest limitowana, więc trzeba dobrze zastanowić się, które benefity najlepiej sprawdzają się przy konkretnym stylu rozgrywki. Osobiście zdecydowałem się ograniczyć ilość obrażeń zadawanych przez przeciwników i przekształcać je w małą ilość Atry, zwiększyć swoje obrażenia i kilka innych dodatkowych bonusów. Każdy z nich może zostać kilkukrotnie ulepszony, wzmacniając swoje działanie. To system, który miałem okazję chwalić wielokrotnie wcześniej, więc i tym razem nie mam nic złego do powiedzenia. Takie rozwiązanie pomaga na dostosowanie rozgrywki pod każdego gracza i ułatwia ją w elementach, w których gracz uważa, że sprawdza się najlepiej lub wręcz przeciwnie, potrzebując czegoś, co ułatwi mu zbyt trudne zadania.

Podczas eksploracji każdego z kilkunastu dostępnych biomów gracz może liczyć na innych przeciwników, dopasowanych pod klimat danej lokalizacji. Każdy z nich posiada swoje własne ataki, niepowtarzające się u reszty. Oczywiście, że z jednymi walczy się lepiej, a inni irytują swoją egzystencją. Przeciwników z tarczą trzeba podejść tak, aby nie atakować od frontu, stwory latające to idealny cel na zapoznanie się z łukiem. Gra pozwala dobrze zapoznać się ze wszystkimi oferowanymi w walce opcjami, dzięki czemu starcia są różnorodne i dynamiczne.

Szczególnie błyszczą pojedynki z dużymi przeciwnikami i bossami. Tych ostatnich jest w grze dziewięć, a licząc dodatkowe starcia co najmniej kilkunastu. To ten moment, gdy pojedynki wymagają szczególnie dużej koncentracji i obserwacji. Walki z nimi są zaskakująco trudne i często wymagają wielokrotnych prób, a każda fiolka z życiem jest na wagę złota. Pojedynki te są często podzielone na kilka faz z wieloma różnymi atakami. Bardzo dziwnym pomysłem było wprowadzenie specjalnych ataków bossów, podczas których każde zetknięcie z przeciwnikiem, lub wykonywanym przez niego ciosem kończy się animacją rodem przerywników z Mortal Kombat, która kosztuje całkiem sporą ilość zdrowia. Takie ataki najczęściej są trudne do uniknięcia przy tempie pojedynków, więc kończy się z kilkunastosekundową animacją, która przerywa walkę nawet kilkukrotnie podczas jednego starcia. Zaginiona Korona to reprezentant popularnego w ostatnich latach gatunku metroidvanii. . Są oni bardzo różnorodni i ciekawie przygotowani. Jeżeli są tutaj fani Hollow Knight to na pewno kojarzą jak wielki niepokój panował po dotarciu do Deepnest, okazuje się, że również Prince of Persia posiada swoje Głębiny, w których czają się najdziwniejsze stwory.

Barwy, które perski niesie piach

Tym, co wyróżnia Zaginioną Koronę, jest kolorowy styl artystyczny. Zaprezentowane w grze tła wyglądają bardzo ciekawie i pasują estetycznie do całości. Produkcja posiada kilka interesujących pomysłów na mapy, szczególnie gdy zaczyna bawić się manipulacją czasu. Również animacje są na wystarczająco wysokim poziomie. Problemem, który koniecznie trzeba poruszyć, jest kwestia modeli zostających w tyle za całą resztą. Pozbawione są one szczegółów i wyglądają mało schludnie, wybijając się na tle całości. Najbardziej cierpią na tym głównie postaci pierwszo- i drugoplanowe, którym można przyjrzeć się z bliska podczas przerywników filmowych.

Bez wątpienia gra pozostała w tyle w kwestii grafiki, aby zadebiutować na jak największej ilości platform. Gra pojawiła się na wszystkich ważnych konsolach, w tym również na Nintendo Switch. Każda wersja wspiera domyślnie 60 FPS, co mocno wpłynęło na możliwości, po jakie twórcy mogą sięgnąć. Użytkownicy najnowszych platform przy posiadaniu odpowiedniego telewizora mogą cieszyć się rozgrywką w rozdzielczości 4K i 120 klatek na sekundę.

Gra nie posiada większych problemów natury technicznej, raz boss przestał odnosić obrażenia, co zmusiło mnie do ponownego włączenia gry. Jeżeli w tle nie pojawiają się wydarzenia fabularne, to zapisy pojawiają się wyłącznie w określonych punktach, co przez niepotrzebne klikanie po interfejsie konsoli kosztowało mnie pół godziny rozgrywki. Gra zadebiutowała w bardzo dobrym stanie, więc twórcy, chcąc doprowadzić grę do idealnego stanu technicznego, potrzebują dorzucić tylko kilka mniejszych poprawek.

Gareth Coker to jeden z artystów, który niezmiennie tworzy wysokiej jakości ścieżkę dźwiękową, którą pamięta się przez długi czas. Twórca w swoim portfolio ma między innymi ścieżkę dźwiękową do Ori and the Blind Forest, Ori and the Will of the Wisps czy Immortals Fenyx Rising. Z zadowoleniem mogę przyznać, że The Lost Crown to kolejny udany soundtrack jego autorstwa. Ścieżka dźwiękowa współtworzona z Mentrix kieruje się często w spokojniejsze, ale epickie tony, których po prostu warto wysłuchać. Podczas starć z bossami tempo przyspiesza, idąc w mocne, momentami metalowe akcenty.

Podsumowanie

Prince of Persia: The Lost Crown to jedna z najlepszych gier Ubisoftu ostatnich lat. Wielki wydawca w końcu sięgnął po zapomnianą markę i prawdopodobnie zapewnił sobie nominację wśród nagród za najlepsze tytuły 2024 roku. Nie zawsze trzeba robić grę usługę na setki godzin godzin — Najnowszy PoP sprawdza się świetnie w swojej mniejszej formule. Twórcy idealnie wykorzystali możliwości i dostarczyli metroidvanię, która zostanie zapamiętana jako jeden z najlepszych reprezentantów gatunku.

Oczywiście są pewne braki, takie jak zbyt prosta historia, czy nieszczęsne modele postaci. Nie zmienia to faktu, że fani platformówek powinni ruszyć do sklepów i zapewnić wydawcę, że warto tworzyć gry o mniejszej skali. Jako że szanse na dodatek do gry są niskie, to już teraz czekam na kolejną odsłonę. Obym tylko nie musiał czekać na nią przez kolejne 14 lat…

Dziękujemy firmie Ubisoft za udostępnienie gry do recenzji.

Podsumowanie

Gra
  • Duża, otwarta mapa pełna sekretów do odnalezienia
  • Zagadki wymagają myślenia, a sekwencje platformowe zręczności
  • Znaczniki wspomnień ułatwiają eksplorację
  • Model walki oferuje bardzo wiele możliwości
  • Amulety pozwalają dostosować rozgrywkę pod siebie
  • Pojedynki z bossami stanowią duże wyzwanie
  • Projekty przeciwników, a w szczególności bossów
  • Każda wersja działa w co najmniej 60FPS
  • Mocna ścieżka dźwiękowa
Nie gra
  • Prosty scenariusz jest wyłącznie tłem dla rozgrywki
  • Modele postaci wyglądają zbyt cukierkowo i odstraszają
Artyzm
Dźwięk
Gameplay
Fabuła
Werdykt: 4/5
"Solidny szpil"
go-stargo-stargo-stargo-stargo-star
go-stargo-stargo-stargo-stargo-star

Prince of Persia: The Lost Crown to jeden z najlepszych reprezentantów gatunku metroidvanii. Świetna platformówka wręcz wypchana zawartością. Scenariusz trochę nie wyrabia, ale cała reszta sprawnie nadrabia braki.

Platformy:
Czas czytania: 13 minut, 51 sekund
Komentarze
...
83.28.***.*** • #1
Kyokushinman
42 dni temu

Taka ósemeczka.

Ciekawe.

odpowiedz
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: