Saber Interactive to wydawca, który skradł serca graczy swoją ostatnio perełką, czyli Warhammer 40K: Space Marine 2. Zdobywając rynek konsolowo-pecetowy, studio postąpiło o krok dalej i postanowiło rozgościć się na rynku gogli VR chcąc wykorzystać rosnącą popularność technologii, oraz zaoferować graczom nowe doświadczenia i poszerzyć swoje portfolio. Recenzowane przeze mnie World War Z może im tylko w tym pomóc, choć łatwo nie będzie
Grafika potrafi zrobić wrażenie!
Gdy mam zamiar opisać grafikę w grze na goglach Meta Quest 3, czuję się w obowiązku wspomnieć, że ten sprzęt jest samowystarczalny i nie pracuje z pomocą komputera, więc trzeba liczyć się pewnymi kompromisami pod względem wyświetlanego obrazu. Kilka razy napotkałem problemy z wydajnością, które na goglach VR są szczególnie drażniące, jednak na szczęście, były one sporadyczne.
Początkowo jakość wyświetlanego obrazu była dla mnie niesatysfakcjonująca, ale wynikało to z tego, że pierwsza mapa, po prostu, nie przypadła mi do gustu. Wraz z postępem w fabule, muszę przyznać, że zmieniłem zdanie i uważam, że jak na standardy VR jest dobrze! Design gry nawiązuje do wersji pierwotnej znanej z konsol i PC, więc styl graficzny pomaga ukryć pewne mankamenty, jednak i tak musimy zmierzyć się tutaj z wieloma kompromisami, które najlepiej widać, gdy spojrzymy na tekstury lub obiekty z bliska. Pytanie jednak brzmi, po co tak robić i skupiać się na rzeczach, które nie mają większego znaczenia?
Nacierające fale zombie ucztą dla oka!
To, co wyróżnia World War Z VR spośród innych gier, szczególnie na gogle VR, to nacierające hordy zombie, które składają się z dziesiątek, jak i nie setek przeciwników szarżujących w stronę gracza! Mechanika roju jest tutaj dobrze zastosowana i fala rozpędzonych zombiaków potrafi zrobić wrażenie. Warto zwrócić uwagę, że sama gra nie jest typowo korytarzowa i zawiera kilka większych otwartych lokacji gotowych do eksplorowania przez gracza, na którego czekają miłe niespodzianki w nagrodę za zaangażowanie. Mocnym punktem jest również oświetlenie w grze, które znacząco potęguje klimat produkcji i wiernie odzwierciedla swój pierwowzór z konsol. To kolejna gra na VR, która pokazuje, ile można wycisnąć z tych gogli!
Lokacje są ładne i zachęcają do eksploracji
Nowy York, Marsylia czy Tokio ujęte są w WWZ w sposób dla nich charakterystyczny i z pewnością poczujecie klimat tych miejsc. Design lokacji jest ładny, a paleta kolorystyczna dobrze pasuje, by oddać ducha regionu. Najbardziej podobały mi się ciasne uliczki Tokyo, z charakterystycznymi spadającymi liśćmi w tle oraz budowlami typowymi dla azjatyckiej kultury. Kilka razy napotkałem problem z wejściem w teksturę ściany, co skutkowało czarnym ekranem i dopiero gdy się poruszyłem, gra przeniosła mnie do prawidłowej pozycji. Odniosłem wrażenie, że produkcja ma problem z kolizją elementów otoczenia, bo to niestety zdarzało się praktycznie na każdej mapie.
Największa wada gry? Brak kooperacji…
Uwielbiam gry singleplayer, ale World War Z to tytuł, który wręcz prosi się o to, aby zagrać w niego w kooperacji. Domyślam się powodów braku multiplayera, jednak to właśnie brak trybu kooperacji jest największą wadą tej gry. Masakra na setkach zombie, biegnących w naszą stronę wraz z prawdziwymi towarzyszami to byłby istny gameplayowy miód dla gracza, tym bardziej, że mapy są tak skonstruowane, że z realną ekipą mogłaby w imponujący sposób stawić czoła hordom ożywieńców. A tak? Tak to musimy działać praktycznie sami, ponieważ SI gry jest raczej bezmyślne i praktycznie bezużyteczne…
Fabuła to tylko pretekst do masakry
Akcja w World War Z VR przenosi nas w rejony Nowego Yorku, Tokio oraz Marsylii, a każde z nich oferuje trzy misje w danym regionie, których przejście zajmuje około 40 minut. Gra koncentruje się na rozgrywce, podczas gdy fabuła pełni funkcję drugorzędną i wykorzystywana jest jedynie jako pretekst do zabawy. Po zakończonej misji otrzymujemy doświadczenie zależne od naszych wyników podczas rozgrywki, odblokowując umiejętności, które mają wzmacniać gracza podczas rozgrywki. Tytuł nie oferuje języka polskiego w żadnej formie, ale cele misji są wręcz banalne i dobrze oznaczone. Szczerze wątpię, by ktoś mógł zgubić się w tej grze.
Audio jest w porządku
Muzyka oraz dźwięk w grze nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle konkurencji. Odgłosy zombie są raczej typowe dla tego typu przeciwników i nie budzą żadnych emocji. Dźwięki wystrzałów, nieważne czy strzelamy z ciężkiego karabinu, czy pistoletu, pozostają typowe dla gatunku i również nie wybijają się ponad przeciętny poziom, zupełnie tak jak muzyka. Nie zrozumcie mnie źle… Ogólnie rzecz biorąc, oprawa dźwiękowa prezentuje się poprawnie i nic więcej.
Misja: Zrobić porządek!
Rozgrywka w World War Z VR polega głównie na tym samym i dobrze jej to wychodzi. Choć forma gameplayu może się różnić zależnie od celu, głównym zadaniem z reguły jest eksterminacja hord żywych trupów i produkcja w tym aspekcie stawia na urozmaicenia. Wariantów zombie jest kilka, oprócz typowych bezmyślnych stworów przyjdzie mierzyć nam się z krzykaczami zwołującymi hordy, a także chemicznymi, których zabicie powoduje pozostawienie po sobie zielonej trującej chmury i takich, co plują w nas krwią czy cokolwiek to jest.
Sposób eksterminacji jest zawsze taki sam, tylko trzeba władować w nich więcej kul. Często przy głównych starciach gra pozwoli nam się przygotować i zaoferuje różne uzbrojenie, umocnienia czy choćby nawet wieżyczki automatyczne. Aby nie było zbyt łatwo, pewne wzmocnienia można odblokować jedynie za pomocą znajdowanych kluczy, które czekają ukryte w zakamarkach lokacji. World War Z VR w ten sposób nagradza uważnych graczy, zwiększając przy tym widowiskowość bitew.
Strzelanie jest przyjemne
Model strzelania oraz obsługi broni, w szczególności w grach na goglach VR, jest wręcz najważniejszym elementem produkcji. World War Z spisuje się w tej kwestii całkiem dobrze, a samo strzelanie potrafi dostarczyć nutkę adrenaliny. Obsługa broni jest intuicyjna, nieco uproszczona, ale czuć moc wystrzału. Nieco gorzej wypadło celowanie, ponieważ przyrządy celownicze praktycznie nie mają tutaj zastosowania, a celność broni nie ma znaczenia czy trzymamy ją w jednej dłoni, czy oburącz.
Tutaj brakło poczucia „wagi” broni, która sprawiłaby, że strzelanie byłoby nieco bardziej wymagające. Obsługa broni jest bardzo prosta, wyciągamy magazynek z przypiętej do pasa kabury, wsadzamy, przeładowujemy i bawimy się dalej. Twórcy zadbali o drobny szczegół, który zawsze sprawdzam w shooterach… Jeśli zostawimy ostatni nabój w komorze, po wymianie magazynka nie będzie potrzeby przeładowywać. Niby oczywiste, a cieszy.
W kwestiach pukawek jest różnorodnie. WWZ oferuje pistolety, które mogą być używane dwa jednocześnie, karabiny automatyczne oraz samopowtarzalne, a także bronie ciężkie, granatniki, strzelby i granaty. Choć początkowo startujemy z domyślnym ekwipunkiem, lepsze uzbrojenie możemy odnaleźć na mapie podczas eksplorowania lokacji. Tutaj gra stara się urozmaicić rozgrywkę i często podsuwa różne typy uzbrojenia.
To dobra strzelanka
Saber Interactive dobrze spisało się przy przeniesieniu jednego ze swoich najbardziej znanych tytułów na gogle Meta Quest 3. Gra wygląda ładnie i działa dobrze, poza drobnymi problemami, które da się naprawić aktualizacją. Bardzo szkoda, że twórcy nie zadbali o tryb kooperacji, bo tytuł aż się prosi o wspólną grę ze znajomymi. Rynek gier VR potrzebuje takich gier i widać postęp w każdej nowej produkcji, co tylko świadczy, że najlepszy czas gogli jeszcze przed nami. Jeśli lubicie gry z zombie, beztroską masakrę oraz wydanie konsolowe World War Z, to tytuł na VR spełni Wasze oczekiwania. Mnie się podobało!
Dziękujemy firmie Saber Interactive za udostępnienie gry do recenzji.
Podsumowanie





World War Z na gogle meta Quest 3 to udana gra, która zadowoli fanów strzelanek i zombie.
Komentarze
Ale sztos. VR to przyszłość.
odpowiedzAktualny VR w mojej opinii to takie kreatywne czasy ps3. Ale ciekawe jak to dalej pójdzie:)
odpowiedzDodaj nowy komentarz: