Festiwal pt. Google Stadia zalicza kolejną wpadkę chyba jeszcze długo nie będzie mieć końca. Do tej pory użytkownicy mieli problemy z samym opóźnieniem i jakością rozgrywki, przegrzewaniem się wymaganych na siłę urządzeń Chromecast, a teraz pojawił się nowy kłopot.

Okazuje się, że wbrew deklaracjom producenta o niemal natychmiastowej i wolnej od aktualizacji rozgrywce jedna z gier sportowych tj. NBA 2K20 po uruchomieniu na platformie streamingowej Google... zaczyna pobierać aktualizację.

Proces da się co prawda przerwać, ale jeśli nie dobiegnie końca, to gry nie uruchomimy, bo nie. Nie wiadomo tak naprawdę gdzie wspomniana aktualizacja trafia, bo przecież Stadia jest platformą streamingową, toteż do użytkownika końcowego trafia jedynie wyrenderowany obraz, zamiast plików gry. Dane zostają więc najprawdopodobniej zapisane na serwerach Google, lecz przecież to właśnie Amerykańska korporacja zarządza wprowadzeniem ewentualnych poprawek na serwery. Czy w takim razie gra zostaje zupdejtowana do najnowszej wersji jedynie na jednym z dostępnych serwerów Google? Czy może w ogóle nic się nie dzieje? Tego nie wiemy.

Po nagłośnieniu problemu w serwisie Reddit do sprawy odniósł się sam właściciel Stadii, który zapewnił, iż powyższy ekran aktualizacji trafił do gry rzekomo w wyniku błędu. Przedstawiciele firmy skontaktowali się już z deweloperami NBA2K20, którzy mają za zadanie usunąć problem w najbliższym czasie.

Nawet jeśli rzeczywiście ta przedziwna sytuacja wyniknęła z powodu usterki w kodzie gry, to z pewnością nie poprawi to wyśmiewanej w całym internecie platformy streamingowej Google, jaka zmaga się z problemami już od samej premiery. Szczególnie iż konkurencja w postaci xCloud Microsoftu nie śpi i wszystko wskazuje na to, iż po wyjściu z fazy testów zmiecie ona Stadię z rynku bez większego problemu.