Pojawiły się najnowsze wyniki sprzedaży z Japonii, zacznę więc z grubej rury, abyśmy wiedzieli z jakimi liczbami mamy do czynienia. Pokemon Sword & Shield, wydane 2 tygodnie temu dojechały do 1 miliona 747 tysięcy sprzedanych sztuk. To najlepiej sprzedająca się gra w ostatnich tygodniach.

Niestety, tak dobrze nie poszło dwóm innym, teoretycznie głośnym tytułom, do tego od weteranów branży. Pierwszy z nich, Hideo Kojima, przekonał do siebie raptem 235 tysięcy graczy od daty premiery (8 listopada) - zatem Death Stranding mimo tygodnia dłużej na rynku, sprzedało się gorzej ponad 7 razy. Moim zdaniem trochę niesłusznie, bo choć to specyficzna gra, to jest całkiem ładnie doszlifowana i można przy niej spędzić długie godziny -  Recenzja: Death Stranding. I przynajmniej nie poszła na łatwiznę jak Pokemony, które używają często modeli stworków z 3DSa...

Najbardziej smutny jest chyba Yu Suzuki, który w niektórych kręgach również uważany za wizjonera gier (za dwa pierwsze Shenmue na pewno ten tytuł mu się należy) do Shenmue 3 przekonał raptem... 17 tysięcy nabywców. Obawiam się, że sporo gier Indie radzi sobie lepiej, a przecież S3 raczej bliżej do tytułu AAA. Widocznie nawet japoński rynek mocno się zmienia i chociaż RPGi kocha nadal tak samo, to z innymi gatunkami bywa już różnie.

Warto jednak zaznaczyć, że ogólnie najlepiej sprzedają się w Japonii gry na Switcha, co może po prostu oznaczać, że gracze wolą przenośną rozgrywkę, co zresztą jest od dawna trendem w tym kraju (to on utrzymywał przy życiu Vitę).

Jedyne pocieszenie dla gier stacjonarnych w tej sytuacji - jak znam życie, w ubiegłym tygodniu sprzedało się raptem kilka Xboxów w Kraju Kwitnącej Wiśni, bo ten kraj wybitnie nie zainteresował się tą konsolą i nawet u nas sprzedaje się ona kilkanaście razy lepiej.