Zwykle, gdy potrzebujemy zakupić peryfieria dla naszego PC, to staramy się (a przynajmniej ja) kupować pasujące do siebie elementy, które razem tworzą spójną całość i to nie tylko wizualną. Z tego też względu zestawy takich sprzętów jak klawiatura + myszka cieszą się niezłą popularnością. Poprzedni set z jakim miałem do czynienia, był dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem.
Ciekawych recenzji poprzedniego zestawu peryferiów zapraszam do zapoznania się z Genesisem
W ramach zestawu, firma Marvo przygotowała dla nas dwa produkty, myszkę NIRO 50 Wireless oraz klawiaturę mechaniczną MAGMA M40 Magnetic. Zanim omówię niuanse związane z faktycznym użytkowaniem peryferiów, rzućmy okiem na specyfikację obu bohaterów.
Specyfikacja dwóch bohaterów
MAGMA M40 Magnetic:
- Format: Kompaktowe 65%
- Podświetlenie: Tak
- Typ przełącznika: Liniowy
- Przyciski: 7 (programowalnych)
- Aplikacja towarzysząca: Tak, webowa
- Bezprzewodowa: Nie
- Switche: Magnetic Outemu Pink Crystal
- Częstotliwość odpytywania: Do 8000 Hz
- Żywotność: 100 milionów naciśnięć
- Hot-swap: Tak
- Kluczowy mechanizm: Magnetyczny - Efekt Halla, Mechaniczny
- Case: ABS
- Średnia cena: ok. 199 złotych
Mysz bezprzewodowa NIRO 50 Wireless, mimo bycia znacznie tańszym akcesorium komputerowym, pod względem specyfikacji też wygląda interesująco. Zresztą zobaczcie sami, wszystko to za mniej niż stówkę.
NIRO 50 Wireless
- Kształt: Klasyczna forma
- Iluminacja: Brak
- Typ przełącznika: Huano Blue Shell Blue Dot
- Rozdzielczość: 200 - 8000 DPI
- Aplikacja towarzysząca: Tak (tylko Windows)
- Zasięg bezprzewodowy: Do 10 m
- Pojemność akumulatora: 500 mAh
- Częstotliwość odpytywania: Do 1000 Hz (2.4G & USB), 125 Hz (BT)
- Żywotność: 50 milionów naciśnięć
- Czas pracy: do 140 godzin
- Waga: 63 g (bez okablowania)
- Wymiary: 20 x 60 x 39 mm
- Średnia cena: ok. 70 złotych
Niestety nie dla każdego
Po teorii czas na odrobinę praktyki, jak bowiem wiadomo, nie wszystko co jest "na papierze" sprawdza się i działa w rzeczywistości. Faktyczne użytkowanie ma to do siebie, że u każdego potencjalego użytkownika wrażenia mogą być nieco inne. Wynika to zarówno z naszych oczekiwań względem sprzętu, jak i panujących w naszym domowym zaciszu warunków. Jak więc poradziło sobie pełne klawiszy akcesorium od Marvo, które na papierze jest naprawdę imponujące?
Producent w opisie swojego produktu przekonuje nas, że klawiatura MAGMA M40 będzie doskonałym wyborem zarówno dla graczy, jak i twórców. Ta deklaracja stanowiła dla mnie sporą zachętę, gdyż cenię sobie peryferia sprawdzające się w każdych warunkach. Bardzo szybko się jednak okazało, że nie bez powodu jest to przede wszystkim produkt skierowany do graczy.
Co mam przez to na myśli? Dzięki zastosowaniu przełączników magnetycznych czas reakcji na naciśnięcie klawisza jest naprawdę błyskawiczny, wynoszący zaledwie 0,2 ms. Z kolei do jego aktywacji wystarczy delikatne wciśnięcie, które w porównaniu do w zasadzie wszystkich testowanych przeze mnie do tej pory klawiatur, jest zaledwie muśnięciem.
Sprawia to, że podczas grania w tytuły rywalizacyjne/esportowe, ów sprzęt może zaoferować nieco przewagi. Gracze takiego CSa również z pewnością docenią połączenie tej jakości z obsługą technologii Snap-Tap. Dla tych, co nie wiedzą, ta funkcjonalność sprawia, że podczas wciśniętego jednego klawisza, aktywacja drugiego traktowana jest priorytetowo, co przydaje się w szybkim i delikatnym wychylaniu zza osłony.
Mój problem z MAGMĄ dotyczy tego, o czym napisałem nieco wcześniej. Otóż ten niesamowicie krótki i szybki czas aktywacji, całkowicie niweczy efektywne wykorzystanie tego sprzętu do pisania. Ten tekst powstał właśnie na tej klawiaturze i nie wyobrażacie sobie, jak często musiałem usuwać pojednyncze znaki, które się przy stukaniu wkradały.
Robiłem to mimowolnie, skrobiąc po klawiszach tak jak zwykle. Niestety przy tym modelu klawiatury, aby takich wpadek unikać, muszę pisać znacznie wolniej i zwracać uwagę na pełne zwolnienie przycisku, przed wciśnięciem kolejnego.
Niestety to nie jedyne, co mi w tym produkcie przeszkadza. W przypadku klawiatur mechanicznych zwykle bywa tak, że modele stricte gamingowe cechują się znacznie krótszym czasem reakcji oraz są również znacznie cichsze od swoich dedykowanych do pisania, cięższych w stukaniu, odpowiedników.
Tutaj jednak ta zasada całkowicie nie obowiązuje. O ile same switche są w zasadzie niewykrywalne po nacisku, to mimo tego jest to najgłośniejsza klawiatura, z jaką do tej pory miałem styczność.
Wynika to najprawdopodobniej z materiałów, z jakich została wykonana. Klawisze, jak i cały korpus to wyłącznie ABS, dodatkowo w przeciwieństwie do takiego Onionite od Dark Project , próżno szukać tutaj jakiegokolwiek wytłumienia w konstrukcji.
Z ręką na sercu, stukanie na MAGMIE M40 jest tak donośne, że jest w stanie wybudzić nawet moje śpiące dziecko i pozwolę sobie postawić tezę, że nawet taki Biedronkowy mechanik z firmy Hykker, był od tej pozycji cichszy. Jeśli więc wasi domownicy oczekują odrobiny komfortu w postaci braku zbędnych dźwięków, to zdecydowanie ten sprzęcik odradzam.
Trochę szkoda, bo do grania to naprawdę solidny kawałek klawiatury. Widać to szczególnie pod względem wizualnym, gdzie producent zdecydował się na czerń z akcentami słonecznego pomarańczu. Format 65% jest daleki od mojego ukochanego 100%, ale taki rozmiar jest w mojej opinii godny rozważenia choćby jako przewodowa klawiatura do konsoli czy tabletu. Ponadto klawiatura poza standardowymi oznaczeniami, posiada również nadruki dedykowane pod system MacOS od Apple, co doceniam w pełni.
Na koniec parę słów o oświetleniu. Tak samo, jak w wielu propozycjach firm konkurencyjnych, Marvo zadbało o podświetlenie klawiatury w pełnym RGB. Do dyspozycji mamy kilkanaście różnych iluminacji, a szczegóły możemy zobaczyć na dedykowanej stronie gdzie poza wspomnianymi, możemy zmienić wiele innych opcji naszej klawiatury. W tych widełkach finansowych, można oczekiwać podświetlenia nie tylko między klawiszami, ale także na samych przyciskach.
Tutaj niestety tego nie uświadczymy, ale nie to boli w oświetleniu MAGMY najbardziej. Maksymalne ustawienie jasności jest tak nikłe, że śmiało można je przyrównać do najsłabszego poziomu iluminacji u konkurencji. Za dnia praktycznie nie widać, że cokolwiek się świeci.
W nocy z kolei jest na tyle ciemno, że bez lampki biurkowej się nie obejdzie, żeby widzieć układ klawiatury czy samą, czarną bryłę. Ze sporym niesmakiem zostawmy już klawiaturę i przejdźmy do drugiej bohaterki. Czy ona zmaże dość średnie wrażenie po swoim większym kompanie?
Skromny, klasyczny gryzoń
Myszka NIRO 50 Wireless jest drugą propozycją firmy Marvo w ramach dzisiejszego zestawu. Trzeba przyznać, że, mimo iż sprzęty są sprzedawane osobno, to jej estetyka idealnie współgra z recenzowaną klawką MAGMA. Znów więc mamy pełną czerń z drobnymi pomarańczowymi akcentami na przyciskach bocznych oraz górnym do zmiany częstotliwości DPI.
Skorupa gryzonia to klasyczny, znany na rynku od wielu lat kształt, pozbawiony jakichkolwiek bruzd czy ergonomicznych wcięć/wypustek. Gdyby nie drobne pomarańczowe akcenty oraz logo z ogonem skorpiona, śmiało by można ten produkt uznać za stricte biurowy.
Bardzo możliwe, że to porównanie nie jest przypadkowe, ale o tym opowiem za chwilę. Wewnątrz czarnego gryzonia upakowano czujnik Pixart PAW3311. Według opisu zapewnia on precyzyjną obsługę w każdych programistycznych oraz powierzchniowych warunkach, oferując przy tym 6-stopniową regulację czułości DPI w zakresie od 200 do 8000.
Do tego częstotliwość odpytywania do 1000 Hz, żywotność przełączników na poziomie 50 milionów kliknięć i 7 programowalnych przycisków. Wszystko to z masą całkowitą 63 g i trzema trybami łączności (2.4 GHz / BT (5.3) / USB). Taka myszka, wyceniona na ok. 70 zł brzmi świetnie, prawda?
Owszem, ale muszę teraz trochę ponarzekać i nawiązać do biurowej inspiracji. Od myszki gamingowej oczekujemy nie tylko szybkości reakcji, ale i precyzji. Do tego dobrze, jakby ta współgrała z naszym stanowiskiem, oferując bezproblemowe działanie. Tutaj objawia się największy, kluczowy wręcz zarzut wobec NIRO 50 Wireless.
Obecnie na biurku leży wysokiej jakości podkładka do myszy, Zowa XXL, którą dopiero co dla was recenzowałem . Okazuje się, że im lepsze podłoże dla tej myszki mamy, tym gorzej ona sobie radzi.
Podczas szybkich ruchów początkowo nie zauważyłem niczego nadzwyczajnego, ale kiedy zacząłem wykonywać wolniejsze, bardziej precyzyjne ruchy, to sensor zaczął wariować. Kursor przesuwał się bardzo nienaturalnie, zupełnie jakbym poruszał sprzętem po bardzo nierównej, chropowatej nawierzchni, która mogłaby utrudniać działanie sensora.
Aby się upewnić, że problem jest na pewno w tym sprzęcie, podłączyłem inne myszki i zarówno Logitech, jak i Genesis nie miały takich problemów na tej samej płaszczyźnie. Dobra myszka ma to do siebie, że pokazuje swój pełny potencjał na takim właśnie dedykowanym podłożu, jakim jest specjalna materiałowa podkładka z podszyciem. Zrobiłem jeszcze krótki test i postanowiłem pojeździć na gołym blacie. Problemy zniknęły.
Zatem jako myszka w teren, w delegację, gdzie często biurka brak i bywa, że jeździ się po kolanie, NIRO powinna sobie poradzić i chyba tylko takim osobom bym ten sprzęcik mógł polecić. Jako mysz dla gracza absolutnie sobie nie wyobrażam stałego korzystania. Precyzyjne celowanie z AWP w CSie z pomocą tego gryzonia, to coś, co nie przejdzie bez echa i zszarganych nerwów. Jedyne co niweluje nieco ten niesmak, to właśnie niewysoka cena, ale podejrzewam, że i w tych widełkach znajdziecie do stówki coś bardziej pewnego.
Słodko-gorzki koniec
Chcąc podsumować ten zestaw peryferiów od marki Marvo, będę musiał być bardzo skrajny. Jeśli chodzi o klawiaturę MAGMA M40, to z przekonaniem mogę polecić ją zapalonym graczom, ceniącym błyskawiczny czas reakcji i niewielki, oszczędzający miejsce format.
Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że wbrew zapewnieniom producenta, w pisaniu ten sprzęt się za dobrze nie sprawdza. Do tego można pokręcić nosem, jeśli chodzi o wyjątkową głośność klikania podczas faktycznego użytkowania i bazarowej wręcz jakości podświetlenie RGB. W tym pułapie cenowym zarówno Genesis, jak i Dark Project oferują znacznie lepsze opcje.
Natomiast NIRO 50 Wireless, no cóż, rozczarowała mnie bardzo mocno. Myszka oblała najważniejszy test, będąc produktem mającym spore problemy ze spełnianiem swojej podstawowej funkcji. Gdyby postawić tego gryzonia obok typowej myszki biurowej, to można by mówić, że są to równorzędni rywale, z tą różnicą, że ten drugi będzie najprawdopodobniej działać bez problemu.
Żeby jednak nie było, że tylko narzekam. Są zwolennicy klasycznej bryły, którzy chcą tanią bezprzewodową myszkę z długą żywotnością przycisków, możliwością podpięcia pod kabel w razie potrzeby, która poradzi sobie w każdych warunkach.
NIRO paradoksalnie lepiej sobie radzi w tych gorszych, obojętnie jaki blat, kawałek tektury czy pokrywa laptopa, tam będzie działać poprawnie. Profesjonalna podkładka, dedykowana do tego typu urządzeń to, co śmieszne, jej największy wróg, który może skłonić świeżego użytkownika do wyrzucenia tej myszki do kosza.
Za udostępnienie sprzętów do recenzji dziękujemy firmie Marvo.














Komentarze
Dodaj nowy komentarz: