Destiny 2 to dla Bungie prawdziwa huśtawka. Sequel ciepło przyjętego Destiny nie został należycie dopracowany i od początku zmagał się z poważnymi problemami dot. balansu oraz braku zawartości. Przez miesiące sytuacja się poprawiała... by wraz z premierą kolejnego dodatku wszystko zepsuć i później znowu naprawić. Koniec końców sieciowa strzelanina zdołała się jakoś obronić, a producent wciąż dokłada do niej kolejne DLC.

I właśnie o najnowszym DLC jest ten news. Destiny 2: Shadowkeep, bo o nim mowa, będzie zajmowało co najmniej 68 GB na dysku twardym. Jeśli teraz dodamy do tego wagę podstawowej wersji gry, to wyjdzie nam prawdziwie kosmiczna wartość 168 GB (!) i taki właśnie kolosalny plik pobierać będą ci, którzy zdecydują się na instalację dzieła amerykanów w całości. Jesteście zdziwieni? I powinniście być, bo ja sam poważnie zastanawiam się, co może zajmować w nie najnowszej już produkcji, tak wiele miejsca.

Pół biedy, jeśli posiadamy dysk 1 TB lub większy, ale są przecież osoby, które zakupiły PS4 Slim z dyskiem 500 GB, gdzie dla użytkownika pozostaje około 406 GB. Jeśli chciałyby one zainstalować tytuł wraz z dodatkiem, to zajmie im on ponad 1/3 dysku. Nie przesłyszeliście się, jedna gra zajmie więcej niż 33% całego dostępnego miejsca na konsoli. Naprawdę ciężko mi znaleźć wytłumaczenie dla takiej wagi produkcji. Deweloperzy musieli przecież zdawać sobie sprawę, jak wielki problem ona spowoduje i nie wierzę, żeby nie było sposobu na solidne zmniejszenie tej wartości.

Przypomnijmy, że amerykański deweloper zerwał niedawno współpracę ze swoim doczesnym wydawcą - Activision Blizzard i obecnie implementuje w produkcji model F2P. W darmową wersję gry zwaną teraz Destiny 2: New Light zagramy już 1 października i jeśli mamy zamiar kontynuować rozgrywkę na konsoli, to jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo dla nas praktycznie nic się nie zmienia.

Zgoła inaczej sprawa wygląda jednak w przypadku PC, bowiem miłośników „blaszaków” czeka w tym temacie niemały ból głowy. Po pierwsze, zarówno darmowa, jak i płatna część pojawi się 1 października tylko na Steam. Po drugie, tego samego dnia zakończy się proces rozstawania się z Activison Blizzard, a tytuł zostanie trwale usunięty z Battle.Net i po tym okresie kontynuować rozgrywkę będzie można już tylko z poziomu programu Valve. Po trzecie, 20 sierpnia rusza oficjalna podstrona dla posiadaczy gry , na której, żeby mieć możliwość dalszej zabawy, musicie zgłosić chęć transferu gry na konkurencyjną platformę.

Same przenosiny, choć uciążliwe, można jeszcze wybaczyć, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że Bungie nie odpowiedziało jasno na pytanie, co stanie się z osobami, które na ww. podstronę nie wejdą i chęci transferu nie zadeklarują. Brak jasnej informacji na ten temat nasuwa myśli o bezpowrotnym utraceniu tytułu w przypadku braku działań pecetowego gracza, co może bezpowrotnie nadszarpnąć opinię zmagającemu już się z trudnościami Bungie, szczególnie że na konsolach obejdzie się bez żadnych problemów.