Z wcześniejszych prezentacji, podczas zapowiedzi gry czy też GamesComu wiemy już, że Death Stranding od Hideo Kojimy będzie grą, w której większość ludzkości wyginęła, ostały się niewielkie miasta które nie kontaktują się ze sobą, a nasz bohater - Sam, wybiera się w podróż aby te miasta jednoczyć. Używa do tego... dziecka w sztucznym łożysku, o które musi dbać i dostarczać bodźców, aby wiedziało, że nieubłaganie zbliża się poród. Wiemy też, że istnieje świat alternatywny - Death Stranding - w którym została uwięziona część ciał/dusz i że niektórzy mogą tam podróżować, ale nie są to bynajmniej wakacje. Oczywiście ilu graczy tyle interpretacji, bo Kojima wodzi nas za nos, a w przeszłości potrafił przekłamywać całe fabuły gier w trailerach, aby nie spojlerować (chociaż od MGS4 już przestał - pod koniec pewnie z powodu limitu funduszy na "fałszywe" cut-scenki zaczęto pokazywać prawdziwą grę, pewnie też tutaj zaczyna się właśnie problem który ostatecznie doprowadził do zwolnienia go i wydania MGSV mocno niedokończonego fabularnie).

W trakcie rozgrywki z Tokyo Games Show, możemy zobaczyć aż 48 minut gameplayu, w tym przyjrzeć się w końcu interfejsowi (tak jak przypuszczałem wcześniej - kopia iDroida z MGSV, ciekawe co na to Konami), który przybliża nam obszar pokonany przez Sama. Wygląda, że przestrzenie będą spore, chociaż nie ukrywajmy - składające się głównie ze skał i trawy tereny dość mocno można "skompresować" i generować dynamicznie na podstawie algorytmu, aby u każdego gracza wyglądały niemal identycznie - a dzięki temu dostajemy rozleglejsze tereny ale często bez specyficznych obiektów (te pewnie będą co parę kilometrów). Mnóstwo opcji przeglądania przedmiotów, brakuje tylko zarządzania Mother Base... chociaż wiele nie brakuje, bo zamiast żołnierzy zbieramy skrzynki które potem wrzucamy na nasz bagaż i dostarczamy. DHL Simulator pełną gębą. Gra oczywiście wygląda pięknie, ale nie każdemu może spodobać się tak samotny rodzaj podróżowania i podziwianie widoków. To przeżycie bardziej w stylu Shadow of the Colossus. Gra, w której trzeba odkryć o co tak naprawdę chodzi i samemu dopowiedzieć fabułę.

W 28 minucie pojawiają się też paranormalne zjawiska, zapewne właśnie tytułowe Death Stranding, o którym wciąż niewiele wiemy i pewnie dowiemy się dopiero na koniec gry. Chociaż mi to bardziej przypomina oddział Skulls z MGSV. Jak widać, Kojima przemycił sporo tego, co nakręcało go już jakiś czas. Najbardziej pod względem kunsztu i trudności stworzenia, zaskoczył mnie ten moment, gdy całe miasto zaczyna zalewać dziwna ciecz... zobaczycie zresztą sami.

Gameplay niestety z japońskim komentarzem, ale spragnionym Kojimy na pewno to nie przeszkodzi. Premiera - niezmiennie 8 listopada. To nie będzie ani łatwa, ani szybka gra, więc warto zarezerwować sobie trochę czasu.