Hideo Kojima znany jest z tego, że lubi dopieszczać swoje produkcje i często je przeciąga. Ten problem objawił się zwłaszcza przy MGSV które dopieszczał tak długo, że Konami w końcu puściło grę bez ostatniej misji (a może i większej ilości) i podziękowało za współpracę z wymagającym twórcą. Gdy tylko Kojima poszedł na swoje i zapowiedział nową grę, wszyscy komentowali z przekąsem, że pewnie nie skończy tytułu jeszcze w tej generacji. Gdy tylko zaprezentował Death Stranding w 2016 roku i pojawiły się informacje, że to koncepcja i szuka jeszcze silnika dla gry, jasnym wydawało się, że facet który kompletuje zespół od zera nie dowiezie gry zbyt szybko.

Stało się jednak inaczej. Kojima nie tylko 3 lata później dowozi grę w terminie, ale nawet ogłosił, że zakończył nad nią prace, ponad miesiąc przed premierą! To są dopiero cuda. Oczywiście znając dzisiejsze podejście devów do gier, tzw. płyta Gold Master trafi teraz do tłoczni i zostaną z niej wykonane kopie które trafią do naszych pudełek, ale zespół w pocie czoła pracuje już pewnie nad patchem day one. No chyba, że i tu Kojima nas zaskoczy - Japonia to chyba ostatni przyczółek producentów gier, którzy potrafią wydać je dopracowane na tyle, że da się bez problemów grać od pierwszego dnia.

https://twitter.com/KojiPro2015_EN

Druga ważna informacja dotycząca gry to fakt, że opcje online które będą w niej zawarte będą dostępne dla wszystkich graczy również bez abonamentu PS+. To w sumie logiczna decyzja, gdyż nie będzie tutaj bezpośredniego trybu online, a raczej coś na wzór pozostawiania śladów po sobie - ostatnie plotki mówią o tym, że gracze będą mogli pozostawiać po sobie mosty i drabiny, z których skorzystamy. Będzie to więc coś na zasadzie podpowiedzi jakie mogą zostawić dla nas inni w seriach Souls.

Premiera gry 8 listopada. Dla przypomnienia, 50 minut gameplayu z niedawnego Tokyo Games Show.