Microsoft już od dawna wydaje swoje "exy" na Xboxa i PC, promując je jako console exclusive (głównie chcąc oferować posiadaczom Windowsa te same gry w GamePassie).

Anton Logvinov, informator, który już dawno temu zgłaszał, że Death Stranding wyjdzie na PC (czego Sony długo nie ogłaszało, a zdradził sam Kojima chwilę przed premierą -  Death Stranding również na PC), teraz informuje, że kolejną grą która trafi na PC będzie Horizon: Zero Dawn. Ma się to stać już w lutym, czyli niemal równo 3 lata po premierze.

Z punktu widzenia Sony, taki ruch jest dobry biznesowo - zarobią drugi raz na tej samej grze, wcześniej aż 3 lata była ekskluzywna tylko dla PS4, a teraz, gdy kto chciał to ją ograł, dadzą możliwość pogrania w nią PCtowcom.

Z perspektywy graczy jednak, cała różnica między konsolami a PC od jakiegoś czasu zaczyna się już mocno zacierać (częste pobieranie patchy, przymusowa instalacja na dysk, architektura x86 dla ułatwień konwersji, ustawienia graficzne dla PS4 Pro i X One X, a więc dwie różne karty graficzne) i właśnie wieczna ekskluzywność była czymś wyjątkowym, dla czego warto mieć konsolę. Teraz coraz częściej jakaś gra po latach zaczyna lądować na inne sprzęty (ostatnio np. remastery Final Fantasy czy Kingdom Hearts zostały zapowiedziane bądź już nawet wydane na Xboxie - chociaż latami były dostępne tylko na PlayStation, potem coraz częściej na PC).

Z jednej strony fajnie, że wszyscy, jako gracze, bez względu na sprzęt możemy się cieszyć tą samą grą. Z drugiej jednak, po co nam świat z aż czterema platformami, gdy większość gier wyjdzie na PC, a kilka prawdziwych exów trafi jedynie na Switcha i zrobi je Nintendo?